Shop Forum More Submit  Join Login

     Obywaj porucznicy wrócili z mieszanymi uczuciami i niepewną oceną sytuacji, która pojawiła się niespodziewanie znikąd. Ikaru poprosił Hisakiego, żeby to on poszedł do przywódcy i powiedział mu o wszystkim, o czym dowiedzieli się do tej pory. Wiedzieli dość dużo, jak na takie morderstwo, jakby w tą sprawę zaangażowali się ludzie Rady to by to trwało o wiele dłużej niż poinformowanie o tym któregoś z klanu. Przecież klanów było dwadzieścia. Pani Halls miała spory wybór do wybrania, który klan by jej pomógł. Ale wypadło na dwunasty klan. Pierwszy porucznik czasem nie rozumiał decyzji mieszkańców, którzy przemierzają szmat drogi tylko po to, żeby prosić o pomoc właśnie ich klan. Były takie przypadki, że przybył do ich siedziby mężczyzna z miasteczka, który nie podlegał ochronie dwunastego klanu, tylko innego spośród dwudziestki. Czyżby byli, aż tak dobrzy w tym co potrafią? Ta myśl przez chwilę zaprzątnęła głowę Daishiego. Gdy tylko Ikaru pozbył się niepotrzebnych myśli, które nie powinny się pojawiać o tej porze, odprowadził towarzysza wzrokiem do korytarza, który prowadził do pokoju głowy klanu. Gdy Shouhei zniknął w ciemnym blasku lamp, oświetlających przejście między holem, a pokojem przywódcy. Zmęczony Ikaru odwrócił się na pięcie i poszedł do swojego pokoju, żeby wszystko poukładać i przemyśleć, co nie, co. Wszedł do swojego miejsca spoczynku, który był większy od pozostałych pokoi przeznaczonych do „ zwykłych” członków. Ów pokój posiadał jedno duże pomieszczenie, które posiadało trzy nazwy, czasem cztery; jadalnia, pokój gościnny, pracownia,a nawet czasem miejsce spokoju i odpoczynku. Na przeciwko drzwi wejściowych były przesuwane drzwi na spory balkon i okna wpuszczające światło słoneczne do środka. Po prawej stronie mniejsze pomieszczenie, pokoik. Oddzielony dwoma schodkami i cienką ścianką z przesuwanymi drzwiami. A za nimi znajdowała się sypialnia, wyposażona w duże wygodne łóżko, stolik nocny z lampą w kształcie lampionu i duże okno wychodzące na ogród siedziby.

     Położył miecz obok kanapy i wyszedł na balkon, przesuwając drzwi. Spojrzał w górę, a na niebie zaczęły gromadzić się ciemne, ciężkie chmury zapowiadające deszcz. Oparł się rękoma o poręcz barierki i ciężko westchnął. Otworzył usta dopiero wtedy, gdy zmorzył się wiatr. Czochrał czerwoną czupryną Senshiego we wszystkie możliwe strony.

– Gdzie byłeś? – Zadał to pytanie, jakby wiedział, że ktoś za nim stoi w wnętrzu pokoju. Po tym pytaniu zaczął padać deszcz. Zaczęło się od pojedynczych kropli, które w szybkim czasie zamieniły się w ścianę deszczu. Co było w tym trochę rzadko spotykane, deszczowi nie towarzyszył silny wiatr, jaki był przedtem. Przed deszczem.
Młodzieniec czekał długo na odpowiedź, stojąc nadal na balkonie pomimo deszczu. Nie zrezygnował z swojego wcześniejszego zadanego pytania. Nie zmienił tematu, bo miał w sobie przeczucie, że ją otrzyma. Odpowiedź.

     Trwała grobowa cisza, przy której towarzyszył deszcz. Po czasie zaczęła dzwonić w uszach. To było nie przyjemnie uczucie, ale Ikaru Daishi był znany z tego, że on nie odpuszcza sobie tak łatwo. Jeśli chce coś wyjaśni to dąży do wyjaśnienia danej sprawy. Chciał już się odwrócić i sprawdzić, czy jego rozmówca zjawił się, czy też nie. Wreszcie w głuchej ciszy rozbrzmiał charakterystyczny krótki chichot, a po nim nie do zapomnienia głos – Khy… Byłem tu i tam. – Po odpowiedzi na bladej twarzy pojawił się szyderski uśmiech.

     Ikaru w każdych okolicznościach rozpozna ten charakterystyczny głos i śmiech. Określił by to jako zniekształcony dźwięk produkowany przez struny głosowe właściciela oczekiwanej długo odpowiedzi. Czasem Daishi zastanawiał się dlaczego to właśnie go spotkał taki los, a nie kogoś innego. W najgorszych chwili przeklina los! Po krótkich przemyśleniach zebrał myśli do zadania drugiego pytania:

     -Co robiłeś przez cały dzisiejszy dzień? – nie odwrócił się, do postaci stojącej we wnętrzu pomieszczenia, a jej plecy prawie dotykały ściany. Tak przypuszczał.

     - Musiałem rozejrzeć się po okolicy i po mieście, żeby wiedzieć, co się dzieje, ale to, co zobaczyłem. Są tu same nudy… - na koniec swojej wypowiedzi rozmówca Ikaru umieścił blade ręce na klatce piersiowej krzyżując je ze sobą i uniósł lekko głowę do góry.

     Ikaru w tym czasie ciężko westchnął, gdy blada postać skrzyżowała ręce na piersi. Czuł jakby on był tuż za nim, ale tak nie było, on stał po drugiej stronie pokoju, a Ikaru stał na balkonie. Po raz kolejny westchnął – nie wiedział, co ma teraz powiedzieć, brakowało mu słów… - odwrócił się do wejścia z balkonu do pokoju. Podniósł głowę na wysokość twarzy rozmówcy, która była w cieniu, ale czuł jego wzrok, jak przenika go na wylot. Daishi czuł się z tym niezręcznie i odczuwał wewnętrzny niepokój, bo wiele razy próbował spojrzeć mu w oczy, ale kiedy to robił, to od razu spuszczał swoje bursztynowe oczy z bladej twarzy i wodził nimi po podłodze albo po bokach, żeby tylko nie utrzymywać z nim kontaktu wzrokowego. Teraz postanowił przezwycięży swoją słabość i będzie utrzymywał z swym rozmówcą kontakt wzrokowy.

     - W porządku. Niech ci będzie. Uwierzę w twoje słowa. – Odparł chłodnym i poważnym tonem nie wykonując żadnych niepotrzebnych ruchów.

     - Ho… Uwierzysz w to, co przed chwilą powiedziałem mimo to, że mi nie ufasz w żadne słowo, które wydobędzie się w moich ust? – Wyraźnie podkreślił drugą cześć zadania i znak zapytania. Był lekko zdziwiony, że Ikaru Daishi zaufa jego odpowiedzi, które rzadko są obdarzone zaufaniem swojego właściciela. – Wiem, że ty rzadko, kiedy mi ufasz, ale tego nie spodziewałem się, że mi uwierzysz. – Na koniec cicho zachichotał.

     - Muszę, kiedyś zacząć tobie ufać. A poro zaufania, jeśli to słowo pojawiło się w naszej rozmowie, to nie jestem pewien, czy mówisz mi prawdę. Powiedziałeś, że musiałeś się rozejrzał po okolicach i mieście. A z twojego miecza sączy się krew. Co na to powiesz, albo powinienem spytać, jakie masz do tego wytłumaczenie. – Nie zmieniał tonu, głos chłopaka brzmiał poważnie bez żadnych emocji porównując z głosem jegomościa, który wyraźnie akcentował każdy wyraz i poddawał się emocjom. Tamten głos brzmiał lekceważąco i ignorancko, jakby rozmowa z Ikaru nie miała w ogóle sensu oraz utożsamiał swoje emocje z słowami, czyli wyrażał zdziwienie, zachwycenie, a nawet czasem był opanowany, ale to zdarzało się rzadko i ten zniekształcony ton wypowiedzi, przyprawiał dreszcze, tym, o słabych nerwach.

     - Hm… Myślałem, że tego nie zauważysz. A tutaj proszę zauważyłeś, „pan Sherlock” na tropie! Czasem w ogóle nic nie zauważasz, a czasem, za wiele, aż do bólu! – Wykrzyknął jegomość o bladej cerze.

     Ikaru odruchowo zmarszczył brwi. Nie wiedział, czego mógł się spodziewać po swoim interlokutorze. Mógł snuć różne przemyślenia na ten temat, ale wiedział, że te kalkulacje będą błędne. Parę razy był w takich sytuacjach, że on robił wszystko to, co było sprzeczne z zapatrywaniami mężczyzny o bursztynowych oczach. Więc teraz wolał niczego nie obmyślać, tylko czekał na rozwinięcie się ich rozmowy. Rozmówca Daishi’ego, tylko patrzył tym swym przeszywającym na wylot wzrokiem. Między dwoma mężczyznami trwała cisza, która została przerwana dźwiękiem odwijającego się materiału. Mężczyzna o bladym kolorze skóry wyciągną na przeciwko Ikaru swój miecz, który ociekał powoli krwią jakiegoś nieszczęśnika, który skończył marnie swoje dotychczasowe życie. Klinga miecza była szeroka, jej barwy to biały i czarny, a rękojeść była oddzielona czarną tkanina – przypominała w pewnym stopniu bandaż , który swobodnie zwisał z rękojeści. Na twarzy mężczyzny z wyciągniętym mieczem pojawił się złośliwy uśmiech.

     – Jak widzisz mój miecz jest upaprany krwią, szkarłatną barwą i czy ty uważasz, że ja kogoś dzisiaj zabiłem?. – Urwał na chwilę.
- Oczywiście! Zabiłem przypadkową osobę, która stanęła mi na drodze i tylko przeszkadzała! –

     Po ujawnieniu tymczasowej prawdy, że obecny w pokoju osobnik kogoś zabił bez niczyjej wiedzy nie ukrywał żadnej skruchy, urazy, ani tego typu podobnych uczuć,na jego twarzy pojawił się szyderski uśmiech. Można było odczytać wyraźne zadowolenie z swojego dokonanego czynu. Jak na istotę ciemności nie targało nim sumienie. Czasem ludzie zadawali sobie pytanie, czy ta istota ma sumienie? Często jego działa wskazywały odpowiedź, że on nie ma lub nie posiada sumienia, jest tylko maszyną do zabijania.

     - D-Dlaczego to zrobiłeś? – Wykrztusił z siebie Daishi nie zbyt wyraźnie. Nie mógł uwierzyć, że jego demon jest do takiego czegoś zdolny… Zabijać bezbronnych i niewinnych ludzi. To nie mieściło się w głowie, oraz jeszcze jedna rzecz nie mieściła mu się w głowie, wydarzenie sprzed pięciu lat to, co wtedy się działo, to było istne piekło na ziemi.
Szyderski uśmiech z twarzy demona wcale nie schodził, tylko triumfował, tyle ile się dało. Gdy tylko coś usłyszał rzekł – Co?! Co tam mruczysz pod nosem? Wiesz, nie chcę ciebie uczyć dobrych manier, ale pewnie wbito do twojej łepetyny, że podczas rozmowy z drugą osobą nie mruczy się pod nosem. – Ton głosu był podwyższony.
Ikaru miał spuszczoną głowę, nie chciał patrzeć na tą parszywą twarz, na której co chwilę pojawiał się szyderski uśmiech. Po chwili nabrał powietrza do płuc i wykrzyknął – Dlaczego to zrobiłeś?!!

     Demon był w lekki niedowierzaniu, że jego właściciel potrafi krzyczeć. - A może chciałbyś najpierw usłyszeć to, co ja mam do powiedzenia?
- A co masz do powiedzenia... –rzekł. Był w wyraźnym szoku.
Przed powiedzeniem przez demona, tego co chciał, żeby Daishi usłyszał, on zaś zachichotał, - Otóż ten człowiek był bezużyteczny i tylko zatruwał obecne tu powietrze swoim bytem i również niegrzecznie wcześniej się tobie odwdzięczył za uratowanie życia przez atakującym Shaeko.
- I z takiego powodu, wręcz banalnego go zabiłeś?! – Na twarzy Ikaru widniało przerażenie mówiące: Do czego on jest jeszcze zdolny…
- Tak! A co byś zrobił, jeśli dowiedziałbyś o swojej opinii pośród mieszkańców, a raczej nieszczęśników, których życie jest wystawione na pożarcie ich przez Shaeko. Przez nich jesteś nazywany
dzi-wa-kiem! Ja chciałem tylko chronić twoją opinię. Tylko wyeliminowałem niezadowolonego śmiertelnika, który i tak by prędzej, czy później zginął. A jednak! Zginął z mojej ręki! -Zachichotał w wolnym czasie – A tak dokładniej to z mojego miecza. A jeśliby zginął z mojej ręki to wtedy musiałbym mu wyrwać serce w piersi. - zademonstrował swoją swoją prawą rękę z palcami zgiętymi do góry -Oj… Pewnie teraz masz pytanie w takim stylu „ Skąd wziąłeś taką bzdurę?!” Od razu tobie odpowiadam! Dużo dowiedziałem się rzeczy na twój temat. Po każdej misji, jeśli byli jacyś gapiowie to zawsze ktoś miał do powiedzenia coś negatywnego. Ja tam tylko stałem i słuchałem jakimi bluźnierstwami ciebie potępiali. Od razu ich tam bym zarżnął! Ale ciesz się, że powstrzymałem się wtedy. Tylko nie proś mnie, żeby teraz wszystko ładnie wyrecytował, co prostota mówi o tobie! O nie ma mowy. Nie zrobię tego! Nie będę tobie recytować. Albo, jak to mówi nasz wspaniały przywódca. Składać raporty! - Było widać, w tym wszystkim pełno emocji, które towarzyszyły przy wypowiedzi sługusa ciemności. Lekceważył wszystko i wszystkich. Nawet przywódcę klanu… Zacariego... Sapną, żeby zrobić przerwę w tym co mówi – To, jak byś się zachował, jakbyś dowiedział się o takim czymś… - zniekształcony głos wreszcie zamilkł.
Daishi próbował trzymać swoje nerwy na wodzy, ale gdy rozmawiał dalej z swoim demonem, to już nie mógł wytrzymać, jego emocje przybierały na sile, które za wszelką cenę chciał je w sobie stłumić. – Nie wiem… - odparł, jak uczeń nie wiedzący na pytanie, zadane przez nauczyciela. A w tym przypadku… Nie… W tym nieprzyjemnym przypadku nauczycielem był jego partner o bladej cerze i białych włosach. Przez chwilę Ikaru zastanawiał się, co by wtedy zrobił. Jakby dowiedział się o takiej rzeczy, o której został powiadomiony przez demona., ale nic rozsądnego nie przychodziło mu na myśl.
- No właśnie! Nie wiesz, co byś wtedy uczynił. A ja wiem, co być zrobił… Zabiłbyś go! – Po owej wypowiedzi diabeł wybuchnął głośnym śmiechem. W międzyczasie dodał – No cóż, ale ja to zrobiłem, a ty masz czyste ręce. Więc się cieszysz, że na ciebie nie będą rzucane oskarżenia.
- Nie zabiłbym go. To jest nie prawdą, to, co powiedziałeś! – „Co to miało być?! Czy do reszty stracił rozum?! Chyba tak.”
- Jeśli to, co powiedziałem nie jest prawdą, to powiedź mi, co byś wtedy zrobił. O, przepraszam zapomniałbym, wcześniej odpowiedziałeś „ nie wiem”, więc… Przestań się siebie samego okłamywać! Zabiłbyś go! Nawet ze zimną krwią zrobiłbyś to! Tak tobie mówi instynkt! – Wykrzyknął to. Wyszczerzył oczy, od których biła nienawiść i gniew. A w swoim szyderskim uśmiechu obnażył zęby.
- Nie wiesz, co mi mówi instynkt! Więc nie próbuj w tą rozmowę dołączać mojego instynktu!
- Doprawdy?! To ja tobie coś powiem! Ja jestem twoim instynktem!

     Ikaru poczuł sparaliżowanie, jakby został dotknięty przez jego dłoń w ramię… Przecież… To niedorzeczność, on stał tam. To jak mógł to zrobić…? Na twarzy Daishiego namalował się strach i przerażenie. Nie mógł się poruszyć, ani jeden krok w przód, lub w tył. On. Ten demon był jego instynktem?! Z słów wynikało, że tak, ale nie był do końca przekonany. Lecz postawa szatana świadczyła, co innego. Mówiła czystą prawdę.
- Widzę, że jesteś tym zszokowany, nie dziwiłbym się, jakbym był na twoim miejscu, ale czy by się znalazła taka kreatura. Kreatura, która jest gorsza od de mnie? – Odezwał się, a jego głosy przyprawiał o ciarki na plecach, po chwili kontynuował- Nie wiadomo. A, co by było, jakbym zajął się twoim bratem, Izukim? Tak ma na imię prawda? Na samym początku zacząłbym się do niego powoli zbliżać, żeby mnie obdarzył zaufaniem. A po tym powoli wykonywał swoje ruchy. Obdarzyłbym go małą częścią mojej mocy. Później poczekałbym parę miesięcy do bezpośredniego zaufania, żeby właściciel ufał swojemu Ashitsu bezgranicznie. A po tym ruchu opętałbym go, czyli przejąłbym nad nim kontrole!

     Zaczął się śmiać bezgranicznie. Chciał sprowokować swojego nudnego dyskutanta. Wtem ciągnął dalej. - To byłoby wyśmienitym urozmaiceniem w całym Soul! Nakłaniałbym twojego braciszka do złych czynów i rzezi, w których lałaby się bez końca krew! A wtedy to nikt by mnie wtedy nie podejrzewał, że ja coś zrobiłem… - zrobił przerwę na swój charakterystyczny śmiech – Tylko na ciebie by padały oskarżenia. Ikaru! Przeżyj się w lustrze, przecież jesteśmy do siebie tak podobni…
Wtedy coś się stało, gdy istota z podziemi chciała dokończyć to co zaczęła Ikaru szybkim ruchem zbliżył się do niego i przyparł go do ściany mówiąc, z istną furią w oczach – Nie waż się zbliżać do Izukiego! Jeśli wplączesz go w swoje niecne plany! To… to… - Przez tą krótką przemowę Daishiego odzwierciedlenie jego instynktu patrzył na niego z góry, z irytacją i pogardą.
- To co… Ikaru…- bezczelnie zachichotał – Co byś wtedy zrobił… - wyszeptał do ucha napastnika.
- Khy… Zerwałbym wtedy z tobą mój pakt! - gwałtownie podniósł głowę, żeby spojrzeć w jego oczy. Tak uczynił i zobaczył w nich żar mordu. A na bladej twarzy namalował się powaga, jego emocje zgasły, jakby ktoś zapalił świeczkę i ją od razu zgasił.

     - To są jakieś brednie… - wydobył się ostry chłód z gardła syna podziemi. Był bardzo niezadowolony z tego co usłyszał. Ponownie patrzył na swojego właściciela z góry. Uniósł rękę i pchnął ją w kierunku twarzy Daishiego. Wyglądało to w taki sposób, jakby ona przedzierała się przez powietrze, żeby dotrzeć do wyznaczonego celu. Oponent poczuł tą dłoń na wysokości oczu. Biła od niej ogromna siła fizyczna. Ikaru mogło się wydawać, że zaczęta czynność zatrzymała się, ale to było tylko złudzenie. Ręka pchnęła dalej mimo to, że na swojej drodze napotkała przeszkodzę, to brnęła dalej. A podsumowaniem tego było powalenie swojego właściciela na podłogę. Dla Ikaru to wszystko działo się zbyt szybko, żeby sprzeciwić się niespodziewanej interwencji z strony bezczelnego demona. Zanim spostrzegł, to wylądował już na ziemi przygnieciony ręką na twarzy. Syn piekieł stał obok Ikaru nie z powagą na twarzy, tylko z szyderskim uśmiechem i płonącymi oczami gniewu.

     - Hahahaha…. Ha! I co teraz? Jesteś przyparty do muru! A w tym przypadku do ziemi. To jak byś ze mną zerwał pakt?… Hm! Otóż teraz nic nie możesz zrobić, bo jesteś za słaby… - zniżył się do poziomu Daishiego i ostatnie zadanie wyszeptał do ucha. Od razu wyprostował się, nie odrywając ręki z twarzy i dalej kontynuował – Jesteś za słaby, żeby ze mną walczyć i jeszcze słabszym w pokonaniu mnie! A wiesz co jest teraz bardziej zabawne od tego, że tyś słaby. Zabawniejsze jest to, że w obecnej postawie mógłbym tobie zmiażdżyć czaszkę! O tak! Mógłbym to zrobić bez żadnych skrupułów. Ale tego nie zrobię… - zniżył ton i na koniec przytrzymał mocniej głowę Ikaru. Po chwili wziął rękę z twarzy i zaczął iść w stronę drzwi wyjściowych. Pozostawiając swego właściciela na pastwę losu.

     Przez chwilę Ikaru leżał w bez ruchu na posadzce swojego pokoju z rozszerzonymi oczami i zamrożonym wyrazem twarzy. Po wyjściu swojego sługi przymknął oczy, a dłoń uformował w pięść i raz uderzył nią o posadzkę. Był wkurzony, że po roku zdołał podejść się własnemu demonowi.

     Na korytarzu nikogo nie było. Był pusty. Reszta członków klanu była w pokojach i odpoczywali, po kolejnym ciężkim dniu. Izuki leżał na łóżku z rękoma podniesionymi do góry przed sobą trzymając swój niebieski miecz i rozmyślał, jaki demon kryje się w środku. W wnętrzu klingi. Hisaki siedział przy stoliku po turecku i wykonywał papierkową robotę. A Kazeshini siedział na dachu siedziby, obok okna pokoju właściciela i patrzył na gwiazdy. Gwiazdy, które rozjaśniały swoim blaskiem ciemne niebo. Miał ugięte nogi, a po bokach na ramionach opierały się jego dwie kosy połączone łańcuchem. W tym czasie przez korytarz przechodził demon Ikaru. Zmierzał do „ komnaty” przywódcy z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Zacari aktualnie sprawdzał papiery, czy w nich jest wszystko poprawnie zawarte i nie potrzeba poprawek. Yakshi myślał, że to będzie przyjemny wieczór, bez żadnych niespodzianek, ale się mylił. Wstał od biurka, włożył dzisiejszą teczkę z dzisiejszymi raportami na odpowiednie miejsce na półce. Gdy to zrobił otworzyły się szeroko drzwi, a w ich progu zobaczył… No właśnie zobaczył tego, którego nie chciał zobaczyć. Do gabinetu przywódcy wtargnął chłód. Postać zrobiła krok w przód - przekroczyła próg.

     - Witam szanownego Zacari’ego Yakshi… Przyszedłem po moje dokumenty. - odezwał się zniekształcony głos. Z wyraźnym zadowoleniem w tonie, jak i na twarzy z uśmiechem obnażającym swoje białe zęby. Z wszystkich pozostałych zębów były widoczne kły. A jego postawa była bezczelna. Teraz można przyjrzeć się temu szatanowi w postaci ludzkiej. Blada skóra, wręcz biała. Białe włosy. Biały ubiór z czarnymi dodatkami. Na plecach miecz owinięty w czarny materiał przypominający bandaż. Oczy… Oczy złote z czarną źrenicą, a białko oka spowite w ciemną czerń.

     Zaraci odwrócił się przodem do swojego spodziewanego gościa. Wysłuchał tego, co powiedział po przekroczeniu progu do jego gabinetu. Stał w bez ruchu. Nie chciał żadnym swoim ruchem sprowokować demona do ataku. Nie pragnął z takim przeciwnikiem skrzyżować swojego miecza.

     -Hej, ogłuchłeś czy co? Nie prowokuj mnie do powtórzenia po, co ja tu przyszedłem. - zaczął iść w kierunku Zacari’ego. Zacari nie spuszczał wzroku ani na chwilę z gościa. Ale… Nagle zniknął. Użył umiejętności teleportacji i nagle, jak duch pojawił się przed przywódcą. Chwycił go za ubiór i przyciągnął go do siebie – Gdzie są moje dokumenty… - powtórzył z lekkim niezadowoleniem.

     Yakshi patrzył na tą białą twarz z wyraźnym grymasem i zniesmaczeniem. Próbował zachować stoicki spokój. Ale to za każdym oddechem przychodziło z trudem. Wreszcie odpowiedział: - Obok ciebie jest regał. Na drugiej półce od góry. Na środku znajdują się twoje dokumenty. - wypowiedź wskazywała na to, że przywódca nie został wzruszony zachowaniem napastnika.

     Demon puścił przywódcę i odwrócił się do regału. „ Druga półka od góry na środku… Tak powiadasz...” pomyślał. Kierował się podaną instrukcją , która została mu podana. Znalazł jakieś papiery w przezroczystej teczce. Wyciągnął je i przejrzał. Faktycznie były to jego dokumenty. Zamkną teczkę i schował ją zza swój ubiór.

     - Hm… Obeszło się bez problemów i tak powinno być z każdym! - podniósł rękę, żeby to zademonstrować, po tym ciągnął dalej – A nie z każdym trzeba inaczej postępować. - Na sam koniec zrzedła mu mina, a jego wzrok powędrował do miecza Zacari’ego, który stał na małym regaliku, na stojaku. Po chwili odwrócił się i zaczął iść do wyjścia. Yakshi chciał już odetchnąć z ulgą, ale to zostało mu zabronione kolejnym słowem z strony „ lucyfera”.

     - O! Prawie bym zapomniał. Moja klątwa, na twój miecz wróciła. Więc… Nie będziesz mógł używać drugiej formy swojego miecza. - zakomunikował to z niewiarygodny spokojem w głosie. W tym momencie głos odchodzącego konsultanta mógł wydawać się zwyczajny.

     Przywódca od razu sięgną po swój miecz i do połowy wyciągną go z pochwy. Znak klątwy powrócił! Na twarzy Zacari’ego namalowało się przerażenie.

     - Szlag by to… - zdołał tylko tyle z siebie wydusić.

     A w między czasie Bezimienny wyszedł. Gdy wyszedł z gabinetu w korytarzu rozległ się chichot zadowolenia zakończony echem. A demon o nazwie Bezimienny zniknął w ciemnościach korytarza.

Następna: Cz. 9  --->
Poprzednie: Cz. 7 <---
Początek: --->Powrót
Spis: ---> Cz. 1, Cz.2, Cz.3, Cz. 4, Cz. 5, Cz. 6,Cz. 7,Cz. 8
Add a Comment:
 
:iconeksperyment:
Eksperyment Featured By Owner Feb 12, 2017  Hobbyist Traditional Artist
Skoro wreszcie znalazłam chwilę na przeczytanie...
Historia jest ciekawa, widać, że ten demon coś knuje i mam wrażenie, że będzie to coś ważnego. W dodatku już zdążył narobić kłopotów. Nie bardzo rozumiem jedną kwestię, ale to może się wyjaśni później. ^^
Nie będę ci truć o składni i tych innych, bo wielu już o tym pisało i na pewno wiesz. Chciałam ci tylko zwrócić uwagę na synonimy od "demon". Wydaje mi się, że słowa takie jak "szatan" czy "lucyfer" nie pasują do klimatu opowieści. Bądź co bądź, tamtejsze demony są trochę czym innym niż złe duchy w myśl chrześcijaństwa ;) Trochę to psuje efekt świata fantasy.
Reply
:iconyoji095:
Yoji095 Featured By Owner Feb 24, 2017
Cieszę się bardzo, że wreszcie znalazłaś czas na przeczytanie :)
Jakiej kwestii nie rozumiesz? Może pomogę.
Mhm, tak, ten demon najbardziej mi się udał na razie z wszystkich postaci i jestem całą sobą z nim :D Jakich kłopotów...? (sorry, że pytam, ale nie za bardzo rozumiem o co ci chodzi)
Tak wiem, staram się nad tym i innymi tymi rzeczami ;)
Tak, widać to gołym okiem, że te demony są inne od tych -złych duchów w myśli chrześcijaństwa- i to bardzo. To jakich synonimów używać w takim razie?
Reply
:iconeksperyment:
Eksperyment Featured By Owner Feb 26, 2017  Hobbyist Traditional Artist
Może nie rozumiem, to nie do końca dobre słowo... Zastanawia mnie po prostu, dlaczego nie wyrzucono Bezimiennego z klanu, skoro sprawiał takie problemy. No ale być może się to wyjaśni, tak więc nie będę pytać ^^
Jeśli o kłopoty chodzi, to miałam na myśli właśnie jego nieposłuszeństwo. Robi co mu się podoba i może z tego wyniknąć coś ciekawego :)

Synonimy, niech no się zastanowię... Demon, upiór, nieśmiertelny (o ile taki jest xD), duch miecza, o ile dobrze pamiętam było też jakieś japońskie określenie na nich, którego używałaś. Możesz też spokojnie pisać synonimy pasujące tylko do konkretnej postaci, tak jak nazywałaś go "jegomościem o bladej cerze", możesz tak samo określać go po kolorze włosów, oczu czy czymś innym.
Reply
:iconyoji095:
Yoji095 Featured By Owner Feb 27, 2017
Rozumiem. Tak to i owo się wyjaśni z tym Bezimiennym ;) Tak on ma taką wolną rękę, że może robić, co mu się podoba.Mhm z tego może wyniknąć coś bardzo ciekawego.
W sumie ta postać jako demon mi super wyszła.:D

Okey. tak nadałam japońską nazwę (muszę jej poszukać xd) dobra to takie synonimy będę pisać opisujące konkretną postać. ;)
Mogę też zdradzić, że ta postać robi kłopoty wszystkim nawet swojemu właścicielowi ;)
Ano miałam się spytać opos tego demona się podobał?
Reply
:iconeksperyment:
Eksperyment Featured By Owner Feb 28, 2017  Hobbyist Traditional Artist
Jaasne, opis Bezimiennego wyszedł ci całkiem zgrabnie. Zwykle właśnie lepiej opisywać postać tak w międzyczasie, jak to zrobiłaś, niż od razu rzucić długaśny akapit. Dzięki temu jest tak... lżej :D
Reply
:iconyoji095:
Yoji095 Featured By Owner Feb 28, 2017
Dzięki wielkie.
W takim razie cieszę się, że jest tak lżej:D
Niebawem pojawi się prawdopodobnie nowa część/rozdział ;)
Reply
:iconeveeka:
Eveeka Featured By Owner Aug 30, 2016  Hobbyist Digital Artist
Ciekawa historia :)
Reply
:iconyoji095:
Yoji095 Featured By Owner Aug 30, 2016
Dzięki :D
Reply
:iconmisakimanjoumechan:
MisakiManjoumeChan Featured By Owner Aug 15, 2016  Hobbyist Traditional Artist
Ogółem tak- widać, że masz wyobraźnię i to jest niezmierny plus :) O bogactwie słownictwa ci już wspominałam, więc nie będę się niepotrzebnie powtarzać. Łatwo zauważyć jednak po pierwsze, błędy interpunkcyjne. Niby błaha sprawa, ale urok naszego języka jest taki, że wystarczy przestawić przecinek, a zdanie natychmiastowo nabiera zupełnie innego sensu. Po drugie, powtórzenia, na przykład w zdaniu ,,A w między czasie Bezimienny wyszedł. Gdy wyszedł z gabinetu w korytarzu rozległ się chichot zadowolenia zakończony echem." Gdy użyjesz ponownie jakiegoś wyrazu we właściwy sposób, to oczywiście zyskasz na przekazie, jak na przykład w pierwszym lepszym zdaniu z głowy: ,,Jestem bardzo, bardzo tobą rozczarowany". Natomiast tutaj jest to tylko zbędny błąd, który wpływa na całokształt. Mogłaś napisać na przykład: W między czasie Bezimienny wyszedł z pomieszczenia. Gdy oddalił się od gabinetu, w korytarzu rozległ się chichot zadowolenia zakończony echem.". Czysty przykład :) Polecam ci gorąco słownik synonimów (Jezus, jak to zdanie wrednie brzmi ;_; ), który jest online. Na prawdę się przydaję i ułatwia pracę ^^ No, to tyle o de mnie :D
Reply
:iconyoji095:
Yoji095 Featured By Owner Aug 16, 2016
Tak i nawet to potwierdzam, że mam wyobraźnię. ;) Mhm, wspominałaś mi o bogactwie słownictwa, ale co mam poradzić, że z tym słownictwem na razie u mnie krucho, ciężko. No... Będę musiała poprawić nad błędami interpunkcyjnymi i jeszcze powtórzenia... Aaaa... jeszcze dużo pracy mnie czeka, żeby to poprawić z biegiem czasu. 
Okey będę korzystać z słownika synonimów - bez obaw. 
A czy coś ciebie zaciekawiło, zaintrygowało w tej części?
Reply
:iconmisakimanjoumechan:
MisakiManjoumeChan Featured By Owner Aug 18, 2016  Hobbyist Traditional Artist
Cóż, by być idealnym trzeba się napracować :)

Zaintrygowało powiadasz... hm... jeśli miałabym wybrać, to końcówka. Daję tutaj taki klimat mroku i tajemnicy, a ja jestem fanką czegoś takiego :3
Reply
:iconyoji095:
Yoji095 Featured By Owner Aug 22, 2016
Ta, ta. Przecież pracuję nad tym. 

Końcówka? Nie spodziewałam się, tego po ciebie, że końcówka przypadła tobie do gustu. Cieszy mnie to. :D
Reply
Add a Comment:
 
×

:iconyoji095: More from Yoji095


More from DeviantArt



Details

Submitted on
August 4, 2016
Submitted with
Sta.sh Writer
Link
Thumb

Stats

Views
506
Favourites
1 (who?)
Comments
12