Shop Forum More Submit  Join Login
About Digital Art / Hobbyist EwelinaFemale/Poland Group :iconanonymouscrusaders: AnonymousCrusaders
Rekrutacja zamknięta
Recent Activity
Deviant for 6 Years
Needs Core Membership
Statistics 90 Deviations 560 Comments 8,443 Pageviews
×

Favourites

1 Redhead 1 Pyromaniac.mp4 by Nervu 1 Redhead 1 Pyromaniac.mp4 :iconnervu:Nervu 13 0 Night Queen by KiraRammsteiner Night Queen :iconkirarammsteiner:KiraRammsteiner 18 1 .:Advent Calendar:. Day 22 - Vampilyn by Xyrea .:Advent Calendar:. Day 22 - Vampilyn :iconxyrea:Xyrea 12 1 Mountain Lake by MHandt Mountain Lake :iconmhandt:MHandt 359 23 Dziecka by Nervu Dziecka :iconnervu:Nervu 24 2 Dance with the Wind by yuumei Dance with the Wind :iconyuumei:yuumei 6,967 137 Alleria by Astri-Lohne Alleria :iconastri-lohne:Astri-Lohne 1,439 27 Winter Pleasures by anndr Winter Pleasures :iconanndr:anndr 1,101 18 Inktober: Dryad by rossdraws Inktober: Dryad :iconrossdraws:rossdraws 6,508 102 Jedz serek by Nervu Jedz serek :iconnervu:Nervu 18 5 Rich Bitch by Nervu Rich Bitch :iconnervu:Nervu 33 8 Kokichi Ouma by merkerinn Kokichi Ouma :iconmerkerinn:merkerinn 44 1 Welcome to the Void by JustSilvia Welcome to the Void :iconjustsilvia:JustSilvia 20 6 Forest Tutorial by AquaGalaxy Forest Tutorial :iconaquagalaxy:AquaGalaxy 253 11 City Divider [RE-EDIT] by King-Lulu-Deer City Divider [RE-EDIT] :iconking-lulu-deer:King-Lulu-Deer 1,089 113 Wanna check my panties, ginger? by Nervu Wanna check my panties, ginger? :iconnervu:Nervu 25 5

Groups

deviantID

Vampilyn's Profile Picture
Vampilyn
Ewelina
Artist | Hobbyist | Digital Art
Poland
Hi~ My name is Ewelina and I'm a 18 years old girl from Poland. I have been drawing for a little bit more than 4 years by now and my dream is to draw a comic one day. I hope you'll enjoy my art~
Interests

Activity


Hi! 
I want to draw some requests :)
It's not first-come, first-served, I'll choose what I want to draw. I'll also decide if I'll do a headshot, a halfbody or a fullbody and if I'll color it
I won't draw furry and mechas, however features like horns, wings or animal ears and tails are okay
Also, I won't draw any nsfw
If you have any ideas just tell me, I'll take them into consideration :)

Evelyn siedział sam w pogrążonym nocą lesie. Kulił się pod potężnym dębem, obawiając się, że jeśli tylko podniesie wzrok, jego oczom ukażą się dziwaczne istoty, widoczne jedynie dzięki znikomemu światłu księżyca. Nieprzenikniona cisza napawała chłopaka jeszcze większym lękiem. Miał wrażenie, że nawet krzyk nie zdołałby jej przerwać.

Spiął się. Czuł, że przestał być jedyną żyjącą istotą w tym lesie. Nic na to nie wskazywało, lecz wrażenie to nie dawało Eve spokoju, niepokoiło go i nie pozwalało logicznie myśleć. Tłumaczenie sobie, że nie ma podstaw ku byciu przerażonym, nic nie dawało.

Coś zakłóciło ciszę. Rozbrzmiał cichy trzask gałązek skrytych w leśnym runie, stąpnięcie. I kolejne. I kilka następnych. Strach sparaliżował całe jego ciało, choć Eve wiedział, że konfrontacja jest nieunikniona. Z wahaniem podniósł głowę, by ujrzeć przed sobą swojego rówieśnika.

Chłopak był wysoki, a jego bladą twarz okalały długie, kruczoczarne włosy. Zielonymi oczami intensywnie wpatrywał się w osobę siedzącą na ziemi. Na twarzy zagościł mu lekki uśmiech.

Hej – przywitał się. – Dawno się nie widzieliśmy, co nie? Ale w końcu opanowałem sny na tyle, by do ciebie przyjść.

Minęło kilka sekund, zanim padła odpowiedź.

Oh... Oliver – szepnął Eve, oddając uśmiech. – Nie spodziewałem się tu ciebie... ale cieszę się.

Wstał i przytulił przyjaciela. Za późno przypomniał sobie, że ten może sobie tego nie życzyć, jednak brunet nie zdawał się być oburzony. Być może to przez to, że jesteśmy we śnie, pomyślał.

Co u ciebie? – zapytał, uprzedzając w tym Olivera.

Mam... pewne problemy. Chyba nietrudno się domyślić, jakie. – Westchnął chłopak. – Ale próbuję coś z tym zrobić. Poszedłem nawet do psychologa.

Naprawdę?

Oliver był nastawiony do wizyt u psychologa równie sceptycznie, co swego czasu on sam. Być może nawet bardziej.

To już coś – kontynuował. – Chyba nie jest tak źle, jak podejrzewałeś, prawda?

Nie jest. Myliłem się, okej? – przyznał niechętnie. – Ty zresztą kiedyś też, pamiętasz? Ale, co ważniejsze… ty też coś robisz ze swoimi problemami?

Tak. – Eve pokiwał głową. – Mamy jednego wtajemniczonego psychologa... wiadomo, że nie warto byłoby chodzić do kogoś, komu nie można powiedzieć wszystkiego.

Ta, nie warto. W ogóle, nudny ten sen – stwierdził Oliver, rozglądając się. – Zawsze takie masz?

Albo nudne, albo koszmary. Z dwojga złego lepiej te pierwsze, prawda?

Tak, coś o tym wiem. Może też powinieneś nauczyć się panować nad snami?

Kiedyś. Kiedyś zamierzam... Ej, gdzie idziesz? – zapytał Eve, gdy chłopak ruszył przed siebie.

Szukać przygód. Nie idziesz?

Cóż… pójdę – mruknął zmieszany, idąc za nim. – Ale wątpię, że będzie tu coś ciekawego.

No to nic się nie stanie, nie?

Ale… co, jeśli się pogorszy...?

Tak naprawdę pogorszyć się może w każdym momencie, więc co za różnica?

Żadna... ale w takim razie chyba bez sensu jest szukać czegoś ciekawego?

Oliver przez chwilę milczał, rozważając jego słowa.

Masz na myśli… że skoro w każdym momencie może się pogorszyć… to i w każdym momencie może wydarzyć się coś ciekawego? – Gdy Eve pokiwał głową, kontynuował. - No tak, jest w tym jakaś logika, ale chciałbym się po prostu przejść, dobra?

Dobra – odparł cichym głosem, w którym pobrzmiewała nuta rezygnacji.

Po kilkudziesięciu metrach spomiędzy drzew ich oczom ukazał się dom. Nieduży, mało interesujący i zniszczony. W ścianach i dachu widniały spore dziury, okna w większości były powybijane, a niegdyś żywe kolory wyblakły i stały się nieprzyjemne dla oka. Budynek był nadgryziony zębem czasu tak bardzo, iż zdawało się, że jedno dotknięcie byłoby w stanie go zawalić. Do środka prowadziły jedne drzwi, bez klamki i jakby obdarte ogromnymi szponami. Przed nimi znajdowały się małe, kamienne schodki z nierównymi stopniami, które u podstawy ginęły w trawie.

Na ten widok Eve natychmiast zawrócił.

Ej, co ty?

Chłopak zatrzymał się w pół kroku i po chwili wahania odwrócił się ku Oliverowi.

Nie chcę tu być. Po prostu... nie – stwierdził stanowczo. – To miejsce jest okropne. Tu zawsze dzieje się coś złego. Głównie na strychu, ale na zewnątrz też widywałem... okropne rzeczy.

Oliver popatrzył się na niego zmartwiony.

Lynn, jestem tu z tobą, nie musisz się tak stresować.

Lynn... – powtórzył Eve z namysłem, jakby słowo to nie było kiedyś jego ksywką, lecz czymś zupełnie obcym. – Chyba się już od tego odzwyczaiłem. Słyszę to co najwyżej, jak czasem rozmawiam ze Skye... u niej wszystko w porządku, prawda?

Chciał ufać kuzynce, ale nie mógł. Nie po tym, jak zaćpała coś od Armersa mimo swoich zapewnień, że to rzuciła. Martwiło go to tym bardziej, bo wiedział, że asertywność Skye jest bliska zeru. Tak bliska, że inteligencja nie miała tu wiele do rzeczy. Czasami przychodziła mu do głowy myśl, że dziewczyna może po prostu być głupia... i sam nie wiedział, czy byłaby to lepsza opcja od bycia popychadłem.

Nie wygląda na to, by coś złego się u niej działo – przytaknął, po czym wszedł do budynku.

Ale po co ty tam idziesz? Oli... – Mimo strachu poszedł za nim; wolał znaleźć się w środku z przyjacielem, niż samemu zostać na zewnątrz.

Wnętrze również było zdemolowane. Podłoga miejscami przypominała ser szwajcarski, podobnie jak ściany, które charakteryzowały się dużą ilością wgnieceń i pęknięć. Meble były obdrapane, większość poznaczona ciemnymi plamami (krew, pomyślał Eve). Krzesła leżały połamane pod jedną ze ścian, stary telewizor stał samotnie na niskim stoliku, a stojące na jednej z półek szklane figurki już dawno straciły swój połysk, pokryte grubą warstwą kurzu. Niewielkie żarówki dawały mało światła, a do tego co jakiś czas migały, potęgując upiorny nastrój.

Jak stanie się coś złego, to spróbuję to zmienić albo sobie pójdziemy, okej? Po prostu mnie ciekawi, co tu znajdę – powiedział Oliver.

Rozkładające się trupy, nawiedzone lalki...

Brzmi interesująco – przerwał mu, zacierając ręce i szeroko się uśmiechając.

Trupy moich bliskich i lalki na ich podobieństwo – sprecyzował ponuro Eve.

Na te słowa Oliverowi zrzedła mina.

No... to już nie brzmi tak ciekawie...

Właśnie. Lepiej będzie stąd wyjść...

Nie dokończył. Głośny huk sprawił, że oboje odwrócili się w kierunku, z którego doszedł. Im oczom nie ukazało się prawie nic nowego. Jedyną zmianą były drzwi, wcześniej otwarte, teraz – zamknięte. Szybko domyślając się, że był to dźwięk trzaskania drzwiami, spojrzeli po sobie.

Spróbuj je otworzyć – zaproponował Oliver.

Eve podszedł do nich i je pchnął, ale te nie ruszyły się nawet o milimetr.

Ja bym stąd wyszedł oknem... tak będzie... – zaczął, ale tej wypowiedzi również nie dokończył. Zaniemówił, gdy na ich oczach okna zniknęły, a w ich miejscu pojawiła się ściana.

Chłopacy milczeli przez dłuższą chwilę. Pierwszy odezwał się Oliver.

To jeszcze nic takiego. Spokojnie, to tylko sen... twój sen. Jeśli spodziewasz się czegoś złego, to się to stanie, jasne. Dlatego, raz jeszcze... spokojnie.

Z ust Eve wydobyło się ciężkie westchnięcie. Oczywiście, że to on był źródłem problemu. Trudno, żeby było inaczej, skoro to jego sen, jak zresztą zauważył Oliver. Jak miał się jednak uspokoić? To miejsce kojarzyło mu się wyłącznie z okropnymi wydarzeniami i nie potrafił sobie wyobrazić, żeby zaznał tu spokoju na dłużej.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić… zrób po prostu dziurę w ścianę, wyjdziemy i będzie po kłopocie.

Oliver pokiwał głową i bez zbędnych gestów udało mu się zrobić dziurę w jednej ze ścian. Na widok tego, co tam jest, zmarszczył brwi, a Eve zrezygnowany przetarł twarz dłońmi. Pustka. Nieprzenikniona czerń prowadząca donikąd.

No i chuj, na to już nic nie poradzę – oznajmił brunet, niezbyt przejęty sytuacją.

To może mógłbyś mnie zabrać do swojego snu...? – zaproponował Eve.

To... nie jest jeszcze mój poziom. – Chłopak podrapał się po głowie. – I podejrzewam, że skoro podświadomie reagujesz na większe zmiany czymś takim – wskazał ręką na pustkę – to niewiele mogę tu zrobić.

Słysząc to, Eve opadł na kanapę; nie przejął się tumanami kurzu, które uniosły się przy tym w powietrze. Skulił się i schował twarz w dłoniach.

Wiesz... – powiedział Oliver, siadając obok niego. – Jeśli chcesz, możesz się obudzić. Nie będę miał ci tego za złe. Najwyżej przyjdę kiedy indziej, może uda mi się trafić na lepszy sen.

Nie... – Chłopak odsunął ręce od twarzy i pokręcił głową. – Zostań już… być może naprawdę niepotrzebnie panikuję. Ostatnio coraz rzadziej miewam koszmary.

Usta Olivera uformowały się w lekki, ledwo widoczny uśmiech.

Wiem, jak bardzo koszmary potrafią wymęczyć człowieka. Ale skoro tak mówisz, to zostanę. Pamiętaj, to tylko sen. Najwyżej będziemy mieli tutaj Outlasta czy innego Slendera.

O, mistrzu pocieszeń... – mruknął Eve, bardziej do siebie. – Co do Slendera, czasem widywałem w okolicy jakieś kartki.

Serio? Mogłeś wcześniej powiedzieć, poszukalibyśmy... – Przerwał, gdy Eve popatrzył się na niego podirytowany. – Sory. Już się zamykam.

Po prostu lubisz takie rzeczy, rozumiem... ale ja niezbyt. Znaczy, gdyby to faktycznie był Slender, to jeszcze pół biedy, ale moje koszmary są zazwyczaj powiązane ze wspomnieniami. Takie są najgorsze... sam dobrze o tym wiesz.

Ta... oboje wiemy o tym aż za dobrze – odparł Oliver, lekko się krzywiąc. – Ale patrz, tyle czasu tu już jesteśmy i jeszcze nic się nie stało.

Ledwo skończył mówić, żarówki zamrugały kilka razy i zgasły.

Nic, powiadasz... – Westchnął Eve. – Oliver, proszę, nie zapeszaj...

No dobra... to patrz.

Chłopak pstryknął palcem i żarówki z powrotem rozświetliły pomieszczenie. Uśmiech, który pojawił się na jego ustach zniknął równie szybko, jak się pojawił i został zastąpiony zmarszczeniem brwi, gdy światło znowu zaczęło migać. Gdy zaś zgasło, jęknął z irytacją.

Pomioty szatana, nie żarówki.

Złośliwość rzeczy martwych – dodał Eve. – Chyba lepiej dać sobie spokój ze zmienianiem tu czegokolwiek.

Na czymś muszę ćwiczyć, prawda? No i hej, może i efekty mojej pracy są szybko niszczone, ale przynajmniej coś zmieniam. Moje umiejętności nie są całkowicie zablokowane.

Fakt. Ale chcesz po prostu siedzieć po ciemku?

Oliver na chwilę się zamyślił.

Wiem, że ci się to nie spodoba... – zaczął – ale co ty na to, by pójść na strych?

Eve zawahał się. To właśnie tam najczęściej miały miejsce jego koszmary. Z drugiej strony, siedzenie w ciemności nie było zbyt miłą opcją. To tylko sen, więc może warto zaryzykować?

Dobra... – przytaknął i wstał. – To... złap mnie za rękę i nas poprowadzę.

Okej.

Oliver podniósł się z kanapy i po chwili szukania w końcu natrafił na dłoń przyjaciela, którą złapał.

Przejście na strych minęło im w milczeniu. Miejscami potykali się lub mieli bliskie spotkania ze ścianą, ale obyło się bez gorszych wypadków. Po schodach weszli całkiem sprawnie, mimo że były prawie tak krzywe, jak te na zewnątrz, i uginały się pod stopami tak, że zdawały się możliwe do zarwania w każdym momencie.

Eve po chwili siłowania się otworzył klapę i ze strychu padło na nich światło żarówki. Chłopak odetchnął z ulgą i wszedł tam, czekając na Olivera, który podążył za nim. Ten zamknął klapę i rozejrzał się po otoczeniu.

Strych był zagracony. Znajdowało się tam mnóstwo mniejszych i większych lalek, manekiny pozbawione głów, rąk i nóg, a gdzieniegdzie latały ćmy. Uwagę Olivera przykuła lina z pętlą, która wisiała za jednym z filarów. Odwrócił od niej wzrok, przypatrując się łóżku w kącie. Stare, lecz ładnie posłane i zadbane – w przeciwieństwie do mebli na dole nie było poplamione, kurzu również tam nie dostrzegł.

Dziwne... jakby ktoś go używał – zagadnął Oliver.

Moje łóżko przez używanie prędzej przypominało tamtą kanapę niż to – odparł chłopak, niezadowolony ze spostrzeżenia przyjaciela. – Ale inni ludzie faktycznie mają raczej czyste łóżka.

Mówiąc to, Eve usiadł pod jednym z filarów – tym dalszym od podejrzanego mebla – i skulił się, wbijając wzrok w swoje kolana. Oliver usiadł obok niego i lekko poklepał go po ramieniu.

Może będzie spokój... już tyle czasu nic się nie stało.

Eve jęknął.

Oliver, mówiłem ci, nie zapesz...

Urwał, gdy usłyszał chrobot za nimi. Sparaliżowany strachem, zrobił jedyny ruch, na jaki było go stać – skulił się bardziej, chowając twarz. Drugi chłopak westchnął i bez większego zawahania spojrzał za siebie. Nie widząc nic niepokojącego, przeniósł wzrok z powrotem na Eve.

Nic tam nie ma. To sen, ten hałas nie musiał mieć jakiegokolwiek źródła – wytłumaczył Oliver, ale Eve nie wydawał się być przekonany.

Kolejny, podobny poprzedniemu dźwięk dobiegł spod łóżka. Eve spojrzał się przestraszony w tamtym kierunku.

O nie... nie, tylko nie to... – wyszeptał.

O co ci chodzi? – zapytał Oliver, również kierując wzrok ku łóżku.

Szmery po chwili ustały i wydawać się mogło, że nic się nie zmieniło. Mimo to Eve nie wyglądał, jakby choć trochę przestał się bać.

Evelyn…

Dopiero to słowo sprawiło, że szatyn przeniósł wzrok na Olivera.

To nie był twój głos – stwierdził przerażony.

Nie był – przyznał Oliver.

Eve odczekał dłuższą chwilę i – kiedy nic się nie zdarzyło – podniósł się.

Chodźmy stąd. Proszę – wyszeptał. – To nie skończy się dobrze.

Oliver wstał bez słowa. Objął go ramieniem – nie tylko dla otuchy, ale i z powodu nóg Eve, które trzęsły się tak, że był on ledwo w stanie na nich ustać.

Jak chcesz.

Eve zrobił pierwszy krok w stronę schodów, ale zatrzymał się, gdy spod łóżka wyłoniła się dłoń. Samotna, oderwana od reszty ciała szybko podpełzła do chłopaka i uczepiła się jego nogi kościstymi palcami. Eve piskliwie krzyknął, machając nogą i próbując strącić dłoń.

Uspokój się – mruknął Oliver i schylił się, by oderwać dłoń od nogi przyjaciela. Następnie rzucił ją w kąt strychu, gdzie ta schowała się za szafą. Eve przez chwilę wpatrywał się w tamto miejsce.

Dzięki, ale…

Po raz kolejny przerwał w pół zdania, spod łóżka bowiem zaczęło wyłaniać się coś więcej. Była to stara, zniszczona lalka ludzkich rozmiarów. Miała długie i pogmatwane blond włosy, spod których patrzyła na chłopaków niebieskim okiem. W miejscu, gdzie powinno być drugie, znajdował się jedynie pusty oczodół. Ubrana była w prostą, niegdyś białą sukienkę, teraz splamioną krwią i brudem. Poruszała się ku nim spazmatycznymi ruchami, skrobiąc paznokciami o podłogę i ani na chwilę nie odrywając od nich wzroku.

Skrob…

Skrob...

Po twarzy Eve zaczęły spływać łzy. Ledwo poczuł, jak Oliver pociągnął go w stronę schodów; podążył za nim po kilku sekundach.

No chodź – ponaglił go.

Na te słowa lalka podniosła się i przez kilka sekund stała nieruchomo, obserwując wycofujących się chłopaków. Gdy otworzyli klapę, rzuciła się z dzikim wrzaskiem, wyciągając ku nim jedyną dłoń.

Eve ogarnął paraliż i nie zrobił nic poza wpatrywaniem się w usiłującą go złapać lalkę. Udałoby się jej, gdyby nie coś, co szarpnęło chłopaka do tyłu. Upadł na schody, a potem zapanowała ciemność. Ułamek sekundy później usłyszał nad sobą głuchy łoskot.

Wszystko w porządku?

Wystraszył się, ale zdał sobie sprawę z tego, że głos należał do Olivera. Odetchnął z ulgą.

Tak…

Ze strychu zaczęły dobiegać piskliwe krzyki, a wraz z nimi mocne uderzenia o klapę. Eve podświadomie zaczął wycofywać się na dół.

Lepiej stąd chodźmy – mruknął Oliver, odnajdując w ciemnościach rękę przyjaciela.

W salonie powitało ich zapalone światło, co odrobinę podniosło Eve na duchu.

Być może wystarczyło poczekać – powiedział Oliver. Zawahał się, zanim kontynuował. – To była Melody, prawda?

Tak… – odparł Eve, wpatrując się w podłogę. – Dlatego… tak nie lubię tego miejsca. Już kiedyś zdarzyło się tu coś podobnego.

Rozumiem.

Skrob…

Skrob…

Oliver popatrzył się ze zmarszczonymi brwiami w stronę schodów.

Może jednak wolisz się obudzić?

Eve otworzył usta, ale zamknął je, zanim cokolwiek powiedział. Ten sen był już skazany na bycie koszmarem i wierzył, że choćby udało im się uciec z tego przeklętego domu, lalka na podobieństwo jego kuzynki dalej by ich prześladowała. Chciał się obudzić. Oliver by zrozumiał, sam w końcu tak mówił. A Eve ufał mu, że nie kłamie.

Dobra… tak chyba będzie najlepiej.

Na twarzy Olivera zagościł lekki uśmiech.

Spotkamy się kiedy indziej, w jakimś lepszym śnie.

Skrob…

Skrob…

Skrobanie rozległo się bliżej niż poprzednio, tym razem przy akompaniamencie skrzypienia schodów.

Chyba nie ma co tego przedłużać – stwierdził Eve zrezygnowanym tonem i przytulił się do Olivera. – Cześć.

Do zobaczenia.

Obudził się, powitany przez szary poranek i chłód kołdry. Odruchowo spróbował przytulić osobę leżącą obok, ale jego ręce jej nie napotkały. Westchnął. Czarek już wyszedł do pracy. 

AC: Odwiedziny
W końcu to skończyłam... dokładnie rok po rozpoczęciu tego opowiadania XD
Lepiej późno niż wcale

2533 słowa, exp dla Eve oczywiście
Loading...

Comments


Add a Comment:
 
:icondemiveemon:
demiveemon Featured By Owner Aug 19, 2018  Hobbyist General Artist
Thanks for adding me to your watch! It means a lot to me and I'm happy that you like my art and crafts. Happy cry (Tears of joy)Huggle!Heart
Reply
:iconstarfire-productions:
Starfire-Productions Featured By Owner Jan 2, 2018  Hobbyist Traditional Artist
Thanks for the watch, it's really appreciated :)
Reply
:iconmavricot:
Mavricot Featured By Owner Nov 21, 2017  Hobbyist Digital Artist
Happy birthday Happy Birthday Grin
Reply
:iconvampilyn:
Vampilyn Featured By Owner Nov 21, 2017  Hobbyist Digital Artist
Thank you! C:
Reply
:iconquenavair:
quenavair Featured By Owner Jul 5, 2017  Student Traditional Artist
Dziękuję za watcha!
Reply
:iconsuper-chi:
Super-Chi Featured By Owner Mar 30, 2017  Hobbyist General Artist
Thanks for the watch! :)
Reply
:icontsuchimikadoarima:
TsuchimikadoArima Featured By Owner Mar 29, 2017  Student General Artist
Thanks for the llama~
Reply
:iconyllande:
Yllande Featured By Owner Jan 31, 2017  Hobbyist Digital Artist
Thanks by Yllande  
Reply
:iconarunawolf:
ArunaWolf Featured By Owner Jan 19, 2017  Hobbyist Traditional Artist
Ślicznie dziękuje za watcha Pusheen Icon : : Free to Use 
Reply
:iconcatakumba:
Catakumba Featured By Owner Jan 17, 2017
Dziękuję za watcha :D
Reply
Add a Comment: