Group Info Group Founded 11 Years ago 2,374 Members
128,254 Pageviews2,123 Watchers

WAŻNE !

Regulamin





Jak dołączyć do grupy



Aby zostać przyjętym do grupy, należy napisać kilka słów w języku polskim w oknie wiadomości, jakie wyświetli się po naciśnięciu linka Join Our Group.

Puste wiadomości, same emotikony lub zgłoszenia w obcym języku są odrzucane.
Dlaczego? Grupa przeznaczona jest tylko dla Polaków i język, w którym się komunikujemy, to oczywiście polski. Część z Was mieszka za granicą i ustawiła sobie (o ile w ogóle) inny kraj. Zamiast robić śledztwo i przekopywać Wasze profile, łatwiej jest napisać w okienku Join Our Group kilka słów w rodzimym języku.





Grupa jest przeznaczona dla wszystkich polskich artystów, niezależnie od poziomu prac, jaki prezentują. Jednakże, aby zapewnić porządek, należy przestrzegać kilku zasad:


  1. Praca musi być Waszego autorstwa (nie dodajemy do galerii dzieł innych użytkowników!). Cudzą twórczość możecie zgłaszać do folderu Favourites.


  2. Praca musi być skończona - czyli nie dodajemy WIPów/szkiców/lineartów - w razie potrzeby do tego celu zostanie stworzony osobny folder. Jednak dodawać będziemy do niego tylko te prace, które chcecie poddać ocenie. Może być to skończona praca, lineart, WIP czy szkic. W podpisie musicie napisać, jakie aspekty mają podlegać ocenie.


  3. Praca musi nadawać się do prezentacji w sieci - najlepiej prezentują się skany bądź zdjęcia dobrej jakości, wykonane "na wprost". Jeśli zastanawiasz się, jak wykonać dobre zdjęcie, polecamy >>1<< i >>2<< (oczywiście możesz sfotografować dzieło w inny sposób).
    Nie wrzucaj zdjęcia pracy z bałaganem w tle (chyba że stanowi jej integralną część). Prace niechlujne, fotografie i skany złej jakości będą odrzucane.


  4. Dla folderu Literatura - sprawdź, czy Twoja praca nie zawiera błędów (przede wszystkim ortograficznych, aczkolwiek eliminacja wszelkich byków i byczków BARDZO mile widziana) oraz czy jest sformatowana w sposób, który nie utrudnia czytania. Warto nadmienić, że tekst musi znaleźć się "fizycznie" w tym folderze - odsyłacze do tekstu umieszczonego na innych portalach nie będą akceptowane.


  5. Limit to 3 prace tygodniowo dla każdego folderu. Wyjątkiem jest folder Rękodzieło, makeup, bodyart z limitem 5 prac na tydzień. Oznacza to, że możesz dodać w ciągu tygodnia maksymalnie 23 utwory; każdy nadesłany wymaga akceptacji 1 Contributora.


  6. Nagość, przemoc oraz drażliwe treści powinny być oznaczone Mature Content (także literatura) FAQ #220:  What is Mature Content?


  7. Przeglądy najlepszych prac będą odbywać się nie częściej, niż raz w miesiącu. Prace wybrane w Przeglądzie zostaną dodane do galerii Featured. Jeśli zauważyłeś, że Twoje dzieło nie zostało umieszczone w folderze, zostaw komentarz pod odpowiednim Przeglądem.


  8.  
  9. Praca powinna być dodana do odpowiedniego folderu, przy czym do Featured niczego nie dodajemy ani nie proponujemy!


  10. Folder Journale i Ogłoszenia przeznaczony jest na wasze drobne ogłoszenia (na przykład otwarcie commission). Jeśli chcesz umieścić w grupie jakieś większe ogłoszenie, np. o konkursie, który organizujesz lub o naborze członków do nowo powstałej grupy RPG, to proszę wyślij do nas notkę w tej sprawie, a my napiszemy w tym celu osobny journal.


  11. Proszę pamiętać, że wszystkie ogłoszenia, które chcielibyście opublikować w naszej grupie, powinny mieć opis po polsku lub przynajmniej odnośnik do takiej wersji.








Tradycyjne:


- rysunki wykonane kredkami, pastelami, ołówkami, długopisami, markerami

- malarstwo tradycyjne (oleje, akryle, akwarele, gwasz, tempery itd.)

- graffiti, markery, cienkopisy

- rzeźba, płaskorzeźba, linoryty, drzeworyty


Cyfrowe


- pixel Art, animacje, gify

- digital painting, grafika wektorowa

- fotomanipulacje

- prace 3D (wykonane w programach typu Blender)

- projekty stron internetowych


Fotografia

- Wszystkie zdjęcia (ludzie, natura, architektura, etc.). Dopuszcza się niewielką manipulację cyfrową w celu poprawienia kontrastu, kolorów czy dodania ramki/podpisu.




Rękodzieło, makeup, bodyart:


- krawiectwo

- biżuteria

- scrapbooking, decoupage...

- make-up, body art

- cosplay


Literatura:


- poezja

- proza

- fanfiction


Techniki mieszane


- Nie mamy na myśli pracy wykonanej akwarelami, tuszem oraz kredkami. W tym folderze powinny się znaleźć wszystkie prace, które np. zostały wykonane po części w technikach tradycyjnych, a po części w technice cyfrowej (np. dodanie tekstur).



Zasoby

- czyli wszystko to, co można nieodpłatnie lub odpłatnie wykorzystać:


- poradniki, tutoriale

- tekstury, szablony, czcionki

- skrypty, wtyczki, pędzle

- stocki




Journale i ogloszenia


- Różne drobne ogłoszenia i wpisy dotyczące poszukiwania chętnych do:


- Commission,

- Request,

- Art trade,

- Kiribany,




Pozdrawiamy


:iconpolishartists:

Admins



Wspieramy młodych, starych, wybitnie uzdolnionych i tych zaczynających :w00t:

Founder


:iconcanitiem:

Co-Founders


:iconnallapilli:

Contributors


:iconpajeczarkaspidery::iconanaspieinpoland:

Gallery Folders

Featured
Ugh by Catakumba
Lofoten winter by DominikaAniola
Dragon with sakura hairpin by Papier-san
Acryl #5 by Radomski
Tradycyjne II
Landscape with sky/Pejzaz z niebem by sezarka
Portrait of Magda by DawidZdobylak
Retired? by Marcinbydg
01 by beniyorunii
Tradycyjne
Prawda o Polakach VI by AnAspieInPoland
Prawda o Polakach VI by AnAspieInPoland
Christmas Truce - 25.12.1914 by AnAspieInPoland
Phantom Jason Voorhees - Never Hike Alone by AnAspieInPoland
Cyfrowe II
Sensitivity by kiniu8102
The sky and the thunder by Laghrian
Hafina -art raffle- by almaadst
Jason Voorhees Masked by ArcherBlack
Cyfrowe
|LAST ADVENTURE| Bunt | Beta - General | WIP | by drawalotosaur
The Wind in the Willows by canitiem
Shadow of the Alchemy Necromancer by kiwi8686
Dark and Bug Type Leaders Concept Art by Hlontro
Techniki mieszane
spring melancholy by chidori-art
domesticated fantasy #3 by chidori-art
Cone-head by kdaniel111
Empress Theresa The Fixed Version - Cover by AnAspieInPoland
Fotografia
DS: Peace by direwolveScosPHOTO
Flowers in Trondheim by DominikaAniola
Dark by iammarcin
Trondheim by DominikaAniola
Rekodzielo, makeup, bodyart
Rainbow Dash by zywicejakzywe
Tunnel by zywicejakzywe
Dance on a volcano by zywicejakzywe
Mother's eye by zywicejakzywe
Literatura
[TMNT] Wszystko dla mojej malej ksiezniczki 44. Tajemniczy PokójNarracja, angielskiInne języki"Myśli, nazwy"Sny, retrospekcje, wspomnienia Wszystko było rutynowe, a jednocześnie w ogóle nie miało niczego wspólnego z rutyną. Każda rutyna trwała chwilę, by potem zmienić się nie do poznania i stworzyć nową rutynę niczym przemijający w modzie trend. Od usunięcia plastronu minął rzeczony tydzień, nadszedł czas na ostatnią kontrolę, ostateczne zdjęcie bandaży i coś, co doktor Morisaki nazwał przyzwyczajaniem. Donatello nie ukrywał, że bardzo obawiał się tego przyzwyczajania, zwłaszcza że nie miał zielonego pojęcia, na czym będzie ono polegało, za to miał silne przeczucie, że związane było z bólem i dyskomfortem. Toteż, kiedy główny mózg projektu DM pojawił się wraz z trojgiem innych ludzi, mutant mimo największych chęci nie potrafił powstrzymać swoich napinających się ze stresu mięśni, a to powodowało ból w miejscach, gdzie jeszcze tydzień temu znajdował się jego żółtawy plastron. W towarzystwie Morisakiego na wizytację przybył między innymi ten sam mężczyzna, który wcześniej prawdopodobnie tłumaczył doktorkowi szczegóły pooperacyjne. Żółw jeszcze nie miał okazji poznać tego chirurga z imienia i nazwiska, a tym bardziej z charakteru, ale nie był pewien, czy aby na pewno chciał. Wystarczyło mu znoszenie Russella i jego osobistego przydupasa Kuroby. O wilku mowa, młody Japończyk także zjawił się w białym pokoju, na szczęście bez swojego kanadyjskiego guru. Ostatnią osobą, towarzyszącą Morisakiemu była Eika, która nawet nie znała znaczenia słów "This is a pen". Wszyscy w białych kitlach, tak jak przystało na szaleńców, znaczy się naukowców i lekarzy. Z gwoździem programu na czele stanęli wokół łóżka, chirurg i Eika z wyrazami twarzy pozbawionymi emocji, Morisaki oraz Kuroba z lekkimi, kpiącymi uśmieszkami i wysoko zadartymi nosami. Nic nie mówiąc, wszyscy zaczęli pchać łóżko. Chwila, łóżko było na kółkach? Jak mógł nie zauważyć tego wcześniej? Mniejsza z tym, teraz nie było czasu na kontemplowanie o kółkach, wprawiających w ruch łóżko. Ludzie powoli kierowali ciężkie łóżko w stronę tajemniczych drzwi, nad którymi znajdował się zegar cyfrowy. Jak dotąd Donatello nie był nigdzie przenoszony, a przynajmniej nie, kiedy miał świadomość, co się wokół niego dzieje. Cóż mogło znajdować się za drzwiami? Sala operacyjna lub zabiegowa? Gabinet? Może pomieszczenie pełne było maszyn do tortur? E, nie, to ostatnie nie miałoby sensu. Niemniej jednak gad miał złe przeczucia. Kiedy krawędź łóżka dotknęła drzwi, Eika odsunęła się od łóżka, przecisnęła pomiędzy nim a drzwiami i złapała za klamkę. Popchnęła drzwi do środka z widocznym trudem, co oznaczało, że muszą być one ciężkie lub czymś wzmocnione, albo po prostu kobieta nie miała w sobie wystarczająco dużo siły, by otworzyć je normalnie. Japonka wsunęła się do ciemnego pomieszczenia i obmacała dłonią ścianę, usiłując znaleźć zapewne włącznik światła. Męczyła się strasznie, grzebiąc po swojej prawej stronie, aż wreszcie doktor Morisaki odchrząknął i ze stoickim spokojem powiedział. - Nie ta strona. Eika zadrżała na dźwięk jego głosu, zażenowana swoją pomyłką. Szybko znalazła się po lewej stronie, a sekundy później tajemnicze pomieszczenie przestało przypominać czarną dziurę i łóżko zostało przepchnięte przez framugę. Pierwsze wrażenie Donatella było podziękowaniem w głębi duszy za brak białych ścian. Zamiast tego, ich kolor zdawał się blady, utrzymany w szaroniebieskim odcieniu. Podłoga była ciemnoszara, a sufit ciemnoniebieski. Pomieszczenie nie zawierało wielu przedmiotów, a na pewno nie było wypełnione maszynami tortur, więc mutantowi ulżyło. W jednym rogu na ścianie znajdowała się miara z systemem metrycznym oraz waga, a tuż obok na wieszakach wisiało kilka miar krawieckich z różnymi systemami. W innym rogu stał niewielki stolik, a na nim jakieś foldery, względnie jakieś dokumenty i pełno długopisów, ołówków i linijek. Poza tym pomieszczenie było puste, jedynie uwagę mutanta przykuły kolejne tajemnicze drzwi, prowadzące gdzieś dalej. Podczas gdy ogromny żółw rozglądał się po nudnym, ale o wiele lepszym pokoju od tamtego białego, towarzyszący mu ludzie zaczęli grzebać przy zatrzaskach, uniemożliwiających mu swobodny ruch. Najpierw tuż nad starymi zakładali nowe, których długie i ciężkie łańcuchy walały się po podłodze, po czym ostatecznie ich końce znikały w jednej ze ścian. - Witaj w sali wielofunkcyjnej, Donatello - powiedział doktor Morisaki, pochylając się lekko nad łóżkiem. - Zapewne zastanawiasz się, skąd ta nazwa. Donatello przewrócił oczami. Oczywiście, że nazwa była dość dziwaczna i ciekawa, a jego ciekawska natura nakazała mu się interesować genezą nazwy nowego pomieszczenia. - Rozumiem, że niezręczna cisza będzie trwała, dopóki nie zapytam - westchnął lekko zażenowany i podenerwowany. - Skąd ta nazwa? - spytał drażliwym głosem. - Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta - zaśmiał się Morisaki. - To właśnie w tej sali przebadaliśmy cię zaraz po przeniesieniu do tego budynku oraz wykonaliśmy na tobie pierwszą operację. Ta sala służy również jako sala rehabilitacyjna, taką formę przybierze na następne dni. Może przekształcić się również w salę treningową, jeśli uznam, że warunki do tego są sprzyjające. Eika, zabierz kołdrę. Japonka bez słowa wykonała polecenie, podczas gdy Morisaki oraz chirurg znaleźli się przy nogach uwięzionego mutanta, mrucząc coś między sobą. Kuroba nadal stał przy głowie Donatella ze swoim notesem i długopisem. Po krótkiej chwili główny dowodzący projektu wrócił wzrokiem na twarz gada i wskazał dłonią na chirurga. - To jest doktor Kiwa, nasz główny chirurg. On jest odpowiedzialny za to, co dzieje się z tobą podczas wszelkich operacji, choć nie zawsze bierze w nich czynny udział. Teraz już wiedział, komu konkretnie może podziękować za to, co go spotkało, ale także za to, co go jeszcze czeka. Doktor Kiwa był dość niskim i przygrubym mężczyzną, jego włosy powoli zatracały naturalny dla Azjatów czarny kolor na rzecz siwizny. Facet nosił również małe, śmieszne okularki na swoim dużym nosie, otaczające jego równie małe oczka. Jego sylwetka była pochylona, krzywa, choć nie miał widocznego garba. On dosłownie wyglądał jak zły człowiek, zwłaszcza z ustami mocno zaciśniętymi w prostą linię. Uwadze mutanta nie umknęło, jak często doktor Kiwa wraz z doktorem Morisakim spoglądali w miejsca, w których raczej nikt by sobie nie życzył spoglądać, chyba że ktoś jest u ginekologa. Mimo że bardzo się starał, Donatello nie potrafił opanować dziwnie wyglądającego na jego zielonej twarzy rumieńca. Skąd wiedział, że do tego doszło? To bardzo proste, miał na to kilka wskazówek. Pierwsza, zrobiło mu się ciepło na pysku. Druga, nie tylko czuł zażenowanie, ale także i wściekłość. Trzecia, Kuroba parsknął śmiechem, gdy na niego spojrzał. - Jesteś już zabezpieczony, więc nie uciekniesz, a wykazałeś się już swoją miłością do uciekania. Możemy teraz odkuć cię od łóżka, ale zanim to zrobimy, musimy wyjąć ci cewniki, ponieważ mogą powodować ból, kiedy będziesz się ruszał. Zdaje się, że już się o tym przekonałeś, hmm? Nie odpowiedział na to pytanie, ciągle wpatrując się w rozbawionego Kurobę z zaciśniętymi zębami. Trudno byłoby zaprzeczyć, że poruszanie się z dwoma cewnikami w kloace było, jest i może nadal być bardzo bolesną i w pewnym sensie niebezpieczną procedurą. Cholera wie, czy oni znają się na cewnikach tak dobrze, jak powinni albo czy obchodziło ich, by były one poprawnie założone. - W tym czasie pozwól, że zajmę cię rozmową - odezwał się Kuroba, machając mu ręką przed oczami, aby gad skupił na nim swoją uwagę. Donatello zrobił to niechętnie. - Do trudnych pytań przejdziemy później, a na razie miło by było, gdybyś powiedział coś o swoim ulubionym jedzeniu. - Mam rozumieć, że to kolejne nieważne dla projektu pytanie, na które odpowiedź ma mnie rzekomo uchronić przed depresją? - Tylko, jeżeli nie chcesz jeść odpadów z kubła. - Słuchaj, nie obchodzi mnie, jakiego koloru będą ściany, i jak obrzydliwej jakości jedzenie mi podsuniecie. Mogę przeżyć pokój w kolorze kału i spaloną na węgiel rybę. - Hmm, nie dostrzegam sensu tej wypowiedzi. Jeżeli dobrze staram się zrozumieć, twierdzisz, że jesteś wystarczająco silny, żeby przeżyć nasze "tortury", a pójście na jakikolwiek układ z nami byłoby oznaką słabości? - Tak, dokładnie tak myślę. Ale wiesz co? Mam świadomość i to doskonałą, że jeżeli nie odpowiem na twoje durne pytania, będziesz mnie dręczył słownie, aż wytrącisz mnie z równowagi, a mój gniew, o ile dobrze mi wiadomo, zapewnia wam świetną rozrywkę. I zgadnij, co? - zapytał z wrednym, przesłodzonym uśmiechem. - Nie dopuszczę do tego i powiem ci wszystko, co chcesz wiedzieć na temat moich preferencji żywieniowych tylko po to, żeby nie dać wam satysfakcji z denerwowania mnie, ponieważ byłaby na pewno większa od satysfakcji ze zwykłego udzielenia odpowiedzi na wasze bezsensowne pytania. - Wow - mruknął Japończyk, szykując długopis. - W takim razie chętnie spiszę twój wywód na temat "twoich preferencji żywieniowych". W tym czasie Kiwa i Morisaki pochylili się nad zadaniem wyjęcia cewników z kloaki żółwia. - Obawiam się, że w tej pozycji nie damy rady - mruknął bez zbędnych emocji doktor Kiwa, wskazując na rozciągnięte, wyprostowane nogi mutanta, które niemalże stykały się ze sobą w udach, kolanach i kostkach. - Jeżeli uwolnimy jego nogi, będzie stawiał opór bez względu na to, czy się podda, czy nie - odparł Morisaki, pewien swych słów. W końcu zdążył już poznać trochę swojego pacjenta, a zresztą kim jest doktor, który nie ma zamiaru studiować całokształtu swojego podopiecznego? - Nie mamy innego wyboru. Jeżeli ma się poruszać, musimy wyjąć cewniki. Morisaki przeklął cicho pod nosem. Przecież wiedział, że jeżeli uwolni nogi gada, ten zacznie się z nimi droczyć nawet z wiedzą, że to bezcelowe. Mutant był pełen dumy, może nie był do końca zadufany w sobie, ale wyglądał, jakby desperacko walczył o swoje dobre imię. Mężczyzna nie miał zamiaru z nim przegrać, a więc musiał ustąpić i zaryzykować otrzymaniem kopniaka w twarz z ogromnej, zielonej stopy. Mózg projektu niechętnie zdjął z kostek mutanta zatrzaski. Donatello tłumaczył niezwykle monotonnym głosem, dlaczego pizza powinna być pokarmem bogów, a nie ambrozja. Jedynie przeniesienie wzroku na własne nogi na ułamek sekundy dało doktorom znak, że gad wiedział już o kontroli nad dolnymi kończynami. Najgorsze było to, że Morisaki nie był w stanie przewidzieć, co może się wydarzyć. Jak na razie Donatello kontynuował swoją nudną opowieść o mlecznych shake'ach, więc doktor Kiwa z drobną pomocą Morisakiego rozłożyli ciężkie nogi pacjenta. - Dlaczego nie dziwi mnie twoja miłość do pizzy, tego nie wiem. - Kuroba rzeczywiście notował wszystko, co usłyszał od żółwia. - Amerykanie ją uwielbiają, a została stworzona we Włoszech. Okay, czyli z informacji ogólnych wynika, że wolisz lekkostrawne jedzenie o łagodnym smaku. Czy jest coś z tej kategorii, czego byś raczej nie ruszył? - Hmm, właściwie, jest coś, czego bym nie ruszał... - powiedział przeciągle Donatello, uciekając wzrokiem wzdłuż swojego ciała, gdzie zapakowane w lateksowe rękawiczki łapska doktora Kiwy od krocza żółwia oddzielały zaledwie centymetry. - Tego! Bez żadnego sygnału ostrzegawczego, lewa noga gada wystrzeliła w powietrze, szybko zgięła się w kolanie, a sekundę później jej stopa uderzyła w klatkę piersiową niskiego mężczyzny, posyłając go na ścianę. Kuroba zasłonił twarz notesem, stąd też trudno było odgadnąć, jaka właściwie była jego reakcja na całe zajście. Doktor Kiwa trzymał się za głowę, próbując ustać na nogach. Morisaki przybrał nerwowy wyraz twarzy i krzyknął tylko coś do Eiki. Donatello przybrał na twarz swój standardowy zrelaksowany uśmiech, zadowolony z siebie i swojej kontroli nad mięśniami. Żadna z obecnych osób nie mogła się tego spodziewać, ponieważ mutant nie dał im się poznać, jego nogi były zrelaksowane przez cały czas. Nie obchodziły go konsekwencje, przecież nie mogli wyrządzić mu wielkiej krzywdy, był na te zbyt cenny. Swoją drogą, dzisiejsza wizyta w tajemniczym pokoju okazała się swego rodzaju gwoździem do trumny dla Donatella. Ciągłe ładowanie w niego środków uspokajających, poważne operacje, po których gojenie się trwało i wymagało jak najmniejszego ruchu, dochodzenie do siebie, przyzwyczajanie się do zmian w obrębie własnego ciała, a do tego stała kontrola, szantaż, ograniczenie wolności, to wszystko dawało mu jasno do myślenia, że nie ma sposobu na ucieczkę. Stale zakuty, przykuty albo do łóżka, albo do ściany, z ograniczeniami ruchowymi, bez żadnego sprzętu, bez okien, bez niczego, co mogłoby mu pomóc uciec, jego życie jest skończone. Przegrał, nie wydostanie się stąd, doskonale o tym wiedział. Morisaki czekał niecierpliwie na Eikę, która najwidoczniej przygotowywała środek uspokajający, nie spuszczając gniewnego spojrzenia z mutanta. Kiedy kobieta pojawiła się przy jego boku z igłą, powstrzymał ją ruchem dłoni, marszcząc brwi. Gad położył powoli obie nogi na łóżku, dokładnie tak, jak chciał tego doktor Kiwa. Jego duże, czekoladowe oczy zapatrzyły się w sufit ze smutkiem, ale i dziwną melancholią, tak niepasującą do zachowania, które przed chwilą wykazał. - Eika, odłóż igłę, może nie będzie nam już potrzebna - mruknął doktor Morisaki, dotykając dłonią brody. Kobieta posłusznie odeszła na bok. W tym czasie wciąż lekko zszokowany doktor Kiwa zbliżył się niepewnie do łóżka, zerkając na Donatella zza ramienia Kuroby. - Czy już się uspokoił? - zapytał nieco drżącym głosem, masując obolałe żebra. - Chętnie to dla pana zweryfikuję. Donatello, jesteś już spokojny? - Młody Azjata pochylił się nad łóżkiem, zasłaniając pacjentowi widok na sufit. Mutant przeniósł swój wzrok na twarz Akiry, bez pośpiechu, spokojnie. Zamrugał sennie, wziął głęboki oddech i kiwnął lekko głową, utrzymując kontakt wzrokowy. Ucieszony dobrą współpracą Kuroba kiwnął głową do Kiwy, nadal chowającego się za młodszym Japończykiem. Doktor dotknął niepewnie pulchny ogonek żółwia, a ten poza niegroźną reakcją drygnięcia nie stawiał oporu. Nagle dobry humor powrócił do Morisakiego. - Twoje preferencje żywieniowe możemy chyba uznać za spisane - powiedział Kuroba. - W takim razie możemy porozmawiać teraz o zapachach i muzyce... Doktor Kiwa unieruchomił ogon, badając zewnętrzną część kloaki palcami. - Raczej oczywiste, że nie lubię zapachów, które również i wam nie kojarzą się zbyt przyjemnie - burknął Donatello, starając się nie myśleć o tym, co dzieje się między jego nogami. - Nie bierzemy pod uwagę nieprzyjemnych dla ludzi zapachów. Pamiętaj, że nie będziesz sam dwadzieścia cztery na dobę. - Bardzo nie lubię mocnych zapachów, takich typu perfumy, ale mimo to podoba mi się zapach benzyny albo taki meta-aa~lowy! Co jest?! - Żółw podniósł szybko głowę, zaniepokojony zimnym i nieprzyjemnym doznaniem. - Bez obaw, przecież musimy wyciągnąć te cewniki, a nie możemy tego zrobić bez rozszerzenia twojego steku. Niestety, urządzenie, z którego właśnie korzystamy jest zimne, ponieważ jest wykonane z metalu - wyjaśnił Morisaki. - Jakoś to przeżyjesz. W całym tym niekomfortowym chaosie mutant już zapomniał treść pytania. Młody psycholog chyba to wyczuł, bo przewrócił stronę na poprzednią. - Zapytany o ulubione zapachy odpowiedziałeś: zapach benzyny i zapach metalowy. Nie wiem, czy chciałeś powiedzieć coś więcej, ale jeżeli jest coś jeszcze, to skłaniam do śmiałej odpowiedzi. Nie ma złych odpowiedzi na takie pytania, aczkolwiek spodziewaliśmy się zapachów przyjemnych dla chociażby córki doktora Morisakiego. Ach, no tak, w końcu ci szaleńcy próbowali zrobić z niego coś na wzór zwierzątka dla dziewczynki. Szkoda, ponieważ ten żółw miał bardzo wyszukane ulubione rzeczy, w tym zapachy, które zazwyczaj kojarzyły się dzieciom nieprzyjemnie. Cóż, nie będzie kłamał tylko dlatego, że jakiś dzieciak chce mu założyć obrożę i kaganiec, co to, to nie! - Rzepak... Tymczasem pulchne łapsko doktora Kiwy wsunęło się do środka w poszukiwaniu końcówki cieńszego cewnika, przymocowanej do narządu kopulacyjnego. - Swoją drogą to naprawdę fascynujące, jak układ rozrodczy tego osobnika wydaje się mieć dużo cech ludzkich - mruczał podczas swojej pracy Kiwa. - Samo prącie zbudowane jest zaskakująco podobnie do penisa człowieka, nie przypomina raczej typowego narządu kopulacyjnego żółwia. Mimo to nadal chowa się w steku i wysuwa, kiedy osobnik odczuwa potrzebę oddania moczu lub silną potrzebę kopulowania. Niesamowite, nigdy wcześniej nie widziałem czegoś takiego, to stworzenie zaskakuje pod tyloma względami. - Tak, w istocie jest niecodziennym zjawiskiem - dodał doktor Morisaki, cierpliwie czekając. - O, udało się - powiedział zadowolony z siebie doktor Kiwa, powoli wysuwając rękę. - Ała! - burknął obrażonym głosem Donatello. Nieprzyjemne uczucie odczepienia cewnika od penisa skłoniło go do przerwania swojej jakże ciekawej opowieści o uspokajających właściwościach dźwięku szumu wody. - Miało być ostrożnie! - Wybacz, ale nie da się uniknąć lekkiego dyskomfortu. Nie marudź, już wytrzymałeś gorsze rzeczy. - Ale...! - To co z tym szumem? - przerwał Akira. - Bo ja na przykład uważam, że takie dźwięki to tylko wzmagają chęć wysikania się. Donatello warknął cicho, wracając do swojego wywodu. Doktor Kiwa wyjął cieńszy cewnik i po szybkich oględzinach zabrał się za drugi cewnik, przyczepiony do odbytu. - No bo szum wody ma właściwości uspokajające - bronił swojego zdania Donatello. - Musiało ci się pomylić z dźwiękiem wylewanej wody, to ona potęguje chęć sikania. - Być może... - Czy wy nie możecie rozmawiać o czymś przyjemniejszym? - spytał doktor Morisaki, marszcząc twarz. - Kuroba, przejdź do sekcji pytań z zakresu muzyki. - Hai. Jakieś preferencje co do brzmienia konkretnego instrumentu? Doktor Kiwa zbadał ostrożnie grubszy cewnik, po kilku ostrożnych ruchach, cewnik szybko odpuścił, nie wyrządzając żadnych szkód, tylko sprowadzając jeszcze większy dyskomfort. - Sss... Właśnie dlatego dudy to zło - wysyczał Donatello, gdy cewnik został odczepiony i wyciągnięty. - To jesteśmy po tej samej stronie mocy w tym temacie - mruknął Akira, pstrykając długopisem. - Cewniki zostały wyjęte, teraz możemy odkuć cię od łóżka i pozwolić na jakiś swobodniejszy ruch. Kuroba, zamelduj w tym czasie nowe informacje Russellowi. Eika, pomóż przy zatrzaskach doktorowi Kiwie. Psycholog opuścił pospiesznie pokój z teczką pod pachą. Eika i Kiwa rozstawili zatrzaski, przypinające mutanta do łóżka, po czym szybko wykonali parę kroków wstecz, aby uniknąć potencjalnego kopnięcia czy uderzenia. Kiwa był przerażony opcjonalną powtórką z rozrywki, w oczach Eiki również zagościł pewien strach. Donatello wsparł się powoli na łokciach i uniósł górną część ciała. Pokręcił powoli głową, usatysfakcjonowany z trzasku w kręgach szyjnych, i spojrzał na kobietę. - Nie biję kobiet - oznajmił łamanym japońskim. - Ale nadal bronię się przed nimi, jeśli muszę. - Na twoje szczęście Eika nie jest ani trochę niebezpieczna - parsknął śmiechem Morisaki. - Możesz teraz wstać i sprawdzić, jak tam nowe żebra i skóra. Donatello zmrużył nienawistnie oczy na doktorka, ale podniósł się posłusznie do pozycji siedzącej i przekręcił, siadając na krawędzi łóżka. Po raz pierwszy od kilkunastu dni mógł legalnie wstać, co zaraz nakazało mu się zastanowić, czy aby jest w stanie ustać. Jego stopy dotknęły ostrożnie zimnej podłogi, która wyglądała na wykonaną z gumy, jednak po dotknięciu jej jasnym było, że raczej inne tworzywo robiło za grunt. Jego grube paluchy postukały kilkakrotnie o posadzkę, jakby stopy kontemplowały nad tym, czy jest tu bezpiecznie. Sam mutant pochylił się lekko, unosząc barki i schylając głowę, nastawiony na nieoczekiwane... sam nie wiedział, co. Wraz z podniesieniem się jednej brwi Morisakiego podniosło się ogromne gadzie cielsko, powoli, niespokojnie, w absolutnej ciszy. Żółw był w stanie słyszeć bicie własnego serca, w dodatku miał wrażenie, że jego przełknięcie śliny było na tyle głośne, że nie umknęło uwadze pozostałych obecnych w pomieszczeniu. Ale nie, nic niespodziewanego nie nadeszło, ogromny gad stanął, wyprostował się i nawet nie zachwiał, zachowując balans tak, jakby wcale nie leżał przykuty do łóżka przez dłużej niż, em, znowu, ile czasu już minęło? - Byłoby miło, gdybyś teraz powiedział nam, jak się czujesz - mruknął Morisaki znudzonym głosem. Jego oczy zdradzały mimo wszystko prawdziwe zafascynowanie czymś nowym. - Nie kręci mi się w głowie, jeżeli o to chodzi - powiedział pusto Donatello, przekładając co chwila ciężar ciała z nogi na nogę i wykonując parę wymachów samymi stopami. Jego ręce natomiast zajęte były lekkim dźganiem palcami o "nową" klatkę piersiową i brzuch. - Hmm, nie boli. - I bardzo dobrze. Jednakże twoje ciało dopiero doszło do siebie po operacji, więc byłbym wdzięczny, gdybyś nic przy sobie łapskami nie grzebał. Nie chcemy kolejnej operacji, ponieważ zabrałaby kolejne godziny, a potem co najmniej tydzień odpoczynku przed rehabilitacją. - Morisaki jeszcze przez chwilę przyglądał się z niezadowoleniem, jak grube palce mutanta stukały sobie w najlepsze cały jego przód. - Dobrze, możemy przejść do mierzenia i ważenia? - Z dziką rozkoszą - odparł sarkastycznie Donatello, przyglądając się łańcuchom. Tymczasem do pokoju powrócił Kuroba, w samą porę na przejęcie kolejnych folderów, gdzie za parę minut zostaną spisane kolejne dane o złapanym mutancie, takie jak wzrost, obwód poszczególnych miejsc na ciele, długość kończyn oraz ogona, waga gada i cholera wie, co jeszcze. Młody psycholog podniósł folder ze stolika, pstryknął kilkakrotnie długopisem, wkurzający nawyk, i podszedł powoli do doktora Morisakiego. Zasłonił swoją twarz folderem i odwrócił do doktora. - Russell-sensei zebrał wszystkie nowe informacje i teraz bierze się za tworzenie profilu pacjenta - mruknął cicho. - Powiedział, że nadal brakuje wielu informacji i zaznaczył, że pełny profil może być gotowy dopiero za parę miesięcy. - Aż tyle? - Powiedział, że sam sztywny wywiad nie wystarczy. Trzeba go poznać. - Tak jak każdego człowieka? - Russell-sensei uważa, że skoro Donatello-kun jest stworzeniem rozumnym na dokładnie tym samym poziomie, co my, należy go traktować w podobny sposób, przynajmniej z punktu widzenia psychologii, do człowieka. - Rozumiem. Mam tylko nadzieję, że Russell nie będzie wcinał się w odłamy projektu, które go nie dotyczą. Gdyby tak się stało, masz mnie o tym natychmiast poinformować. - Hai, Morisaki-san. - Ekhem. Przepraszam, że przerywam pogaduszki, ale wykonujecie te badania czy nie? - Ogromny cień padł na obu Japończyków. Zarówno Morisaki jak i Kuroba znaleźli się po raz pierwszy w takiej sytuacji, kiedy ich "pacjent" stał, całkowicie przytomny, tak blisko nich, że jego spokojny oddech opadał im na włosy, poruszając nimi delikatnie. Donatello spoglądał na nich z góry spojrzeniem, będącym mieszanką znudzenia i swego rodzaju autorytetu, którego tak naprawdę nie miał, bo był przecież na ich łasce. Mimo to mężczyźni poczuli się przez chwilę mniej pewnie, tak nakazał im instynkt. Morisaki złapał folder Kuroby i obniżył go, wstawiając na twarz stoicki spokój. - Ktoś tutaj jest niecierpliwy. Dobrze, możesz już stanąć przy miarce na tamtej ścianie. Eika, przyniesiesz drabinę wraz z doktorem Kiwą - rozkazał, machając na kobietę ręką. Eika wyjęła z kieszeni spódnicy pęk kluczy, który natychmiast przykuł uwagę Donatella. Oczywistym było, że tak mało ważna osoba w zespole nie mogła posiadać kluczy do najważniejszych pomieszczeń w obiekcie, ale jednak kobieta nie wyciągnęła ich z kieszeni ot tak. Japonka podeszła do ogromnych, żelaznych drzwi, następnych tajemniczych drzwi, przyjrzała się kluczom, wybrała jeden z nich i zdecydowanie wsunęła do dziurki i przekręciła. Donatello pochylił się lekko, próbując dojrzeć, co się tam znajduje. Doktor Kiwa wszedł pierwszy i zapalił światło, Eika podążyła posłusznie za nim. Żółw nie chciał wzbudzać podejrzeń, toteż pozostał w kącie, przy miarce, i niewiele mógł zobaczyć. Pomieszczenie nie było duże, ale przepełnione jakimiś przedmiotami. W oczy rzuciły mu się fragmenty dużych maszyn szpitalnych. Po krótkiej chwili Donatello, doktor Morisaki i Kuroba usłyszeli charakterystyczny łomot, związany z przemieszczaniem metalowej drabiny. Doktor Kiwa i Eika wnieśli drabinę i zamknęli żelazne drzwi. Drabina stanęła tuż przy mutancie, Donatello ustawił się przy miarce na ścianie i wyprostował. - Eika, sprawdź jego wzrost - nakazał Morisaki, zakładając ręce. Kobieta prychnęła cicho, ale zaczęła wspinać się, wyjmując z kieszeni niewielką linijkę. Ciekawe, po co jej to? I co jeszcze ta kobieta trzymała w kieszeniach? Kiwa, Morisaki i Kuroba czekali cierpliwie. Akira podduszał trzymany w dłoniach folder, oczekując napływu nowych informacji. Starsi Japończycy zaczęli coś do siebie mruczeć, ale Donatello nie wyłapał niczego poza imieniem kobiety. Właśnie wtedy usłyszał młodszego mężczyznę. - Obrzydliwi kretyni - mruknął po francusku, mrużąc lekko oczy. Gad dodał mentalną notkę, aby kiedyś zapytać młodego psychologa, o czym panowie rozmawiali. Tymczasem Eika wspięła się na sam szczyt drabinki i wyciągnęła swoją linijkę, przytykając ją do czubka głowy mutanta. Teraz jasnym się stało, po co jej był podłużny kawałek plastiku, przydał się do dokładniejszego zmierzenia. - Głowa bliżej ściany - powiedziała niczym robot Eika. Na szczęście chyba zrozumiała, że "pacjent" nie jest mistrzem japońskiego i posłużyła się prostym zdaniem. Donatello zrobił niewielki krok do tyłu, zgodnie z życzeniem kobiety, przy okazji rzucając kolejne spojrzenie w stronę pozostałych mężczyzn. Morisaki i Kiwa nadal mówili coś do siebie, ale chyba rozmowa zaczęła być bardziej codzienna, coś tam o żonach i sprawach na mieście. Kuroba pstryknął długopisem, gotów zapisać to, co zaraz miała powiedzieć Eika. - Dokładnie 300 cm - powiedziała cicho Japonka, nawiązując kontakt wzrokowy z Kurobą. Akira kiwnął głową zaraz po zapisaniu liczby. Eika opuściła pospiesznie drabinę, jakby miała jakiś lęk wysokości, otrzepała ubranie i odsunęła się na bok z niewielkim ukłonem w stronę obu doktorów. Kuroba przewrócił oczami, oczekując kolejnych rozkazów. Morisaki w końcu odkleił się od Kiwy, odchrząknął i raczył spojrzeć na Donatella. - Dobrze, teraz wejdź na wagę, jest tuż obok. Żółw stanął na platformie, wskazanej przez doktorka i zaczął zastanawiać się, czy ci kolesie mieli pojęcie, że kajdany, które mu założyli wraz z łańcuchami, dodadzą mu paru kilogramów. Licznik na wadze zaczął szaleć z cyferkami, wyglądało to na awarię wagi, co jakoś nie zdziwiło mutanta. W końcu licznik zatrzymał cyferki na jednej liczbie. - 256 kg - mruknął Kuroba, zapisując wynik. Licznik pokazywał dobre 20 kilogramów więcej, a więc jednak mieli jakieś pojęcie o swoich blaszanych zatrzaskach. Donatello szybko opuścił wagę, ponieważ ta chwiała się lekko pod jego ciężarem, a nie chciał przekonać się, co by się stało, gdyby przez przypadek zniszczył jakiekolwiek urządzenie w tym wariatkowie. Morisaki zdjął z haczyka w ścianie, służącego jako wieszak na miarę, jedną podłużną z systemem metrycznym. W tym momencie gad postanowił pomyśleć nad tym, dlaczego nie zmierzyli go, kiedy spał czy był nieprzytomny. Przecież mogli to spokojnie zrobić, a teraz nie musieliby już się w to bawić, tylko zważyliby go i przeszli dalej. Ten cały projekt to była coraz większa żenada. Doktorek wraz z Kurobą podeszli bliżej, a tymczasem doktor Kiwa powoli wycofał się z pokoju. Najwidoczniej nie był już potrzebny. Eika stała i podpierała ścianę niczym grzeczny piesek, podczas gdy Morisaki zmierzył dokładnie długość nóg Donatello, obwód jego uda, talii oraz z małą pomocą samego badanego, obwód w barkach i obwód głowy. Kuroba zmierzył jego wysokość łokciową i dopisał sobie parę uwag na marginesie. - Czy to już koniec dzisiejszych tortur? - zapytał z przekąsem Donatello, kiedy drabina została schowana, a foldery i miary odłożone na właściwe miejsca. - Ja nie nazwałbym tego torturami i ty również nie powinieneś - podkreślił doktor Morisaki. - A przynajmniej nie, jeżeli uważasz się za naukowca - dodał niskim tonem. - No, skoro skończyliśmy podstawy, możemy teraz zająć się twoimi, ekhem, nowymi miejscami na ciele. Podczas kolacji Donatello znów wrócił do swojego białego pokoju, jednak coś się zmieniło. Nie był już przykuty całkowicie do łóżka, znaczy się miał trochę większą swobodę ruchu. Mógł usiąść, a nawet wstać, a czujniki zostały zdjęte z łóżka. Zamiast tego, znalazły się w promieniu dwóch metrów od łóżka i biły na alarm, jeżeli mutant opuścił tę strefę. Kolejną, bardziej czarodziejską zmianą było nagłe pojawienie się toalety tuż obok łóżka, a więc koniec z cewnikami. Mutant siedział na posłaniu ze skrzyżowanymi nogami i talerzem pełnym jakiejś papki do jedzenia. Niewykluczone, że papka zawierała ugotowane mięso mielone, jakieś zioła i liście warzywne, znalazła się tam na pewno marchewka i inne, zielone, chrupiące coś. Donatello nie dostał sztućców, a więc swój posiłek musiał zjeść w tradycyjny sposób, rękami. Nie przeszkadzało mu to specjalnie, uważał to za lepsze, niż bycie karmionym przez którąś z kobiet. Z harmonogramu oraz jego dedukcji wynikało, że tego dnia już raczej nikt go nie odwiedzi. Być może ktoś przyjdzie zabrać talerz, ale poza tym nie przewidywał żadnych wizyt. Doktor Morisaki stwierdził, że gad jest zbyt chudy jak na swoje gabaryty i nakazał przynosić mu dużo jedzenia. Donatello nie miał zamiaru jeść więcej, niż jego widzimisię mu nakazywało. Mimo że oficjalnie dzień się skończył, nagły ruch na prawo zakłócił jego posiłek. Drzwi otworzyły się szeroko, ukazując bardzo zadowolonego doktora Morisakiego, za którym dumnie kroczyła jego bratanica, Aigo. Donatello, nie wiedzieć dlaczego, czuł ogromny niepokój, kiedy dziewczyna przebywała z nim w jednym pomieszczeniu. Od razu można było zauważyć, że doktorek hoduje sobie niezłą degeneratkę. "Szkoda dziewczyny", pomyślał w duchu żółw, nie spuszczając wzroku z niespodziewanych i nie mile widzianych gości, jednocześnie kontynuując jedzenie kolacji. - Dobry wieczór, Donatello. Smacznego - przywitał się kulturalnie Morisaki, choć jego ton głosu niewiele miał wspólnego z zachowaniem kultury osobistej, a raczej z pogardą. - Nie przejmuj się nami. Aigo nie powiedziała nic, kiwnęła tylko ledwo zauważalnie głową. Morisaki podszedł do łóżka i otworzył jakiś folder, inny od tego, z którym paradował wcześniej Kuroba. Aigo stanęła obok swego stryja, który pokazał jej jakieś informacje. Rozpoczęła się wymiana zdań zniżonymi głosami, po japońsku oczywiście. Mutant czuł się, jakby był najbrzydszą dziewczyną w liceum, obgadywaną przez największe szkolne gwiazdy. Japończycy w ogóle nie zwracali na niego uwagi, zapatrzeni w statystyki czy inne pierdoły. - Bardzo dobrze, Aigo. Teraz zobacz, pokażę ci i wyjaśnię mechanizm działania zastosowanej substancji. Trzeba przyznać, Donatello nieco się zaniepokoił, kiedy dziewczyna przeszła na jego drugą stronę, jakby była jakimś agresywnym psem, spuszczonym ze smyczy przez lekkomyślnego właściciela. Stanęła spokojnie tuż przy nim, z dłońmi splecionymi swobodnie za plecami, z beznamiętnym wyrazem twarzy, zupełnie jak jakiś robot. Jej wzrok przenosił się leniwie z Donatella na stryja, wyczekując kolejnych rozkazów. Morisaki odchrząknął, poprawił kitel i pochylił się nad łóżkiem, kierując dłoń na klatkę piersiową gada. Ten przestał żuć, czując coraz większy niepokój i dyskomfort. - Widziałaś dzisiaj, jak zbudowana była wyizolowana z jego ciała substancja, która spowodowała jego mutację - kontynuował spokojnie doktor. - Ta druga fiolka, którą pokazywał ci doktor Harrison, zawierała substancję użytą przez nas podczas zeszłotygodniowej operacji. Spójrz, proszę na efekty. - Mężczyzna zbliżył niebezpiecznie blisko swój palec do świeżo zagojonych okolic. - Hej! - Donatello cofnął się, jak tylko mógł, zasłaniając ramionami i talerzem jak najwięcej. - Co znowu?! Próbuję jeść! - Spokojnie, Donatello. Nas tu w ogóle nie ma. Żółw warknął tylko cicho, topiąc swoją dłoń w papce na talerzu. Doktor Morisaki ostatecznie dotknął go parę razy, zachęcając do tego samego Aigo. Wyglądało na to, że mężczyzna chciał zapoznać bratanicę z postępami projektu i nauczyć ją czegoś nowego. - Plastron żółwia to nic innego jak żebra brzuszne oraz obojczyk, w jego przypadku wyłącznie żebra. Podczas operacji został on całkowicie usunięty i część chirurgów zabrała się za jego szybką modyfikację za pomocą jednego z wariantów tak zwanego mutagenu. Dzięki temu powstały żebra bardzo podobne do naszych oraz mostek. Co ciekawe, ten osobnik posiada już obojczyki, identyczne budową do ludzkich. Pozostali chirurdzy mieli za zadanie przygotować wnętrze żółwia na nowe kości oraz zbadać dokładniej niewielką warstwę skóry, znajdującą się pod plastronem i przygotować na stworzenie nowej warstwy wierzchniej, składającej się, jak u nas, z mięśni i skóry. Nowe żebra nie są jeszcze w pełni gotowe, ponieważ plastron stworzony jest tylko z części brzusznej żeber. Nowy przód naszego pacjenta, który widzisz, był początkowo poszatkowaną mieszanką lichych mięśni i skórki, które potraktowane zmodyfikowanym przez nas mutagenem stworzyły porządną warstwę, a ta jak na razie zdaje egzamin. Mutant nie rozumiał wiele z tego, co mówił Morisaki, wiedział na pewno, że rozmowa dotyczyła nowych kości, mięśni i skóry oraz mutagenu. Zerkając spode łba na Aigo zauważył, że dziewczyna jest bardzo skupiona i wręcz zafascynowana nowinkami od stryja. Jej dłoń dotykała delikatnie jego klatki piersiowej, naciskając co jakiś czas lekko. - Dokładna budowa i działanie mutagenu nadal stanowi dla nas nie lada zagadkę. Jesteśmy tylko w stanie eksperymentować i przewidywać działanie danej substancji - ciągnął Morisaki. - Co jeszcze było dość nietypowe w anatomii tego osobnika? - spytała Aigo. - Nie mówię o najbardziej oczywistych rzeczach, jak ludzka postura czy zęby. - Poza obojczykami, kiedy nasi chirurdzy kroili Donatella na stole operacyjnym zauważyli, że narządy wewnętrzne gada są identyczne jak ludzkie, ich kształt i położenie w jamie brzusznej nie do końca zgadzają się ze znanym nam modelem żółwia. Dzisiaj wraz z doktorem Kiwą rozmawialiśmy na temat jego układu rozrodczego. Jego narząd kopulacyjny bardziej przypomina ten człowieka, a niżeli żółwia, a mimo to mechanizm działania pozostaje bardzo "żółwiowy". - Czy ona mogłaby mnie przestać dotykać? - odezwał się wreszcie podenerwowany Donatello, który skończył jeść. - Och, i tak już skończyliśmy - parsknął śmiechem Morisaki. - Myślę, że po tych odwiedzinach wiesz już, co czeka naszego pacjenta, prawda? - Brew mężczyzny uniosła się, mężczyzna oczekiwał odpowiedzi od bratanicy. - Hai, sensei. Kręgi i reszta żeber są tutaj. - Dziewczyna wskazała dłonią na karapaks. - To moja mądra dziewczynka! Możesz być z siebie dumna, zasłużyłaś na bierny udział w następnej operacji. - Naprawdę? - Tak. Teraz możesz iść do kuchni i poprosić swoją ciotkę o wypasioną kolację. Aigo skłoniła się lekko stryjowi, w jej oczach znajdował się dziwny blask, którego wcześniej tam nie było. Nastolatka przyjrzała się raz jeszcze zmodyfikowanemu przodowi mutanta, kiwnęła lekko głową, po czym skierowała się energicznym krokiem do wyjścia. Kiedy drzwi się za nią zamknęły, Donatello odważył się sięgnąć po wilgotne chusteczki na stoliku. - Chciałbym, abyś był miły dla Aigo, w końcu to moja bratanica. - Nie widzę powodu, by darzyć ją jakimś pozytywnym uczuciem - bąknął mutant. - No no, nie bądź taki niegrzeczny. Pamiętaj, że są sposoby, by uprzykrzyć ci tutaj czas bez narażania projektu na niepowodzenie. Czyżbyś był chętny na czterogodzinną rozmowę z Russellem każdego dnia? - Nie odważysz się! - Russell i tak nie ma nic lepszego do roboty, razem z Kurobą chętnie ci potowarzyszą. Donatello zacisnął zęby, marszcząc twarz. Oczywiście, na Morisakim nie zrobiło to żadnego wrażenia. Mężczyzna uśmiechnął się promiennie, życzył dobrej nocy i wyszedł z pokoju. Na szczęście pierwszą osobą, którą dane było mu zobaczyć z rana, nie był William Russell, ani Kuroba Akira, ani doktor Morisaki czy Kiwa. Kiedy się obudził, nikogo nie było w białym pokoju, nie było też talerza ze śniadaniem, co oznaczało, że najprawdopodobniej nikt nie wchodził do pomieszczenia od rana. Miał więc chwilę na skupienie i podsumowanie wszystkiego, czego się zdążył dowiedzieć. W białym pokoju oraz pokoju wielofunkcyjnym były kamery, tak malutkie, że nie miał szans ich wyłapać. Każdy posiłek otrzymywał o tej samej godzinie, a więc śniadanie powinno pojawić się za niecałe dziesięć minut, jeżeli wierzyć zegarowi. Dawki dziwacznych osłabiających leków były mniejsze, ale wciąż na tyle silne, że trudno mu było stawiać duży opór. Od wczoraj codziennie będzie spędzał jakąś ilość czasu w pokoju wielofunkcyjnym pod czujnym okiem na pewno Morisakiego, a zważywszy na wieczorną wizytę, zapewne pojawi się i Aigo. Będzie potrzebny ktoś do zapisywania wszystkiego, pozostaje więc modlić się w duchu, że nie będzie to Russell, aczkolwiek Kurobę też mogliby już sobie darować. Być może pojawi się Eika albo jakaś inna kobieta, powinno ich być więcej w tym zespole, ale raczej doktor Kiwa nie będzie już potrzebny, przynajmniej na razie, póki nie zamierzą go znowu kroić. Wciąż nie wiedział, gdzie dokładnie się znajduje, czy jest gdzieś w mieście, czy poza miastem, w jakim regionie, na której wyspie, czy ma daleko do lotniska bądź portu. Zdawało się więc, że nadal miał niewiele informacji, a jednak już od pierwszego spotkania z małą Kyoko oczywistym było, jaki jest cel tych operacji, zmian i tortur. Nie można zaprzeczyć, że pan Morisaki chce się tutaj bawić w jakiegoś rodzaju boga, ale z drugiej strony, ile na świecie jest ludzi, którym wydaje się, że są wszechmocni? No cóż, na dalsze przemyślenia nie było wiele czasu, ponieważ do pokoju wkroczyła Eika z jakąś inną kobietą, której Donatello na pewno jeszcze nie miał okazji poznać. Obie panie podały mu śniadanie i nie odezwały się do niego ani słowem. Eika oczywiście nie znała angielskiego, ale druga kobieta była nowa dla mutanta i nie znał jej zdolności. Rozmawiały ze sobą luźno, jakby jego w ogóle nie było. Postanowił wykorzystać więc okazję, by spróbować dowiedzieć się czegoś więcej, o ile nie będą mówić zbyt skomplikowanych słów. - Rozmawiałam wczoraj wieczorem z Kuniko na temat zachowania Ichirō, ale ona się strasznie upiera - mówiła cichym, ale podenerwowanym głosem Eika. - Może powinna zasięgnąć pomocy psychologa? - odpowiedziała druga, wysoka i chuda kobieta, wyglądająca na starszą od Eiki. - Może... Nieznana żółwiowi kobieta nawiązała z nim w tej chwili kontakt wzrokowy, wyglądała na zainteresowaną, a więc najprawdopodobniej była to jej pierwsza wizyta w białym pokoju. - Niesamowite - powiedziała zapowietrzonym głosem. - Córka Morisakiego-san już go widziała? - Tak, przed i po pierwszej operacji. Aigo-san także go widziała, a teraz będzie widywać go częściej, również na stole operacyjnym. To jedynie potwierdziło informacje odnośnie Aigo, które Donatello znał od paru godzin. - I mówi po angielsku? - Tak, doktor mówi, że ma amerykański akcent. Ale zna też trochę japoński. Nie sądzę jednak, by wiedział o wszystkim, o czym mówimy. Według doktora Russella zna też francuski na przyzwoitym poziomie. - Jest inteligentny. - Och, i to bardzo! - Będę musiała przyglądać się całemu procesowi podczas następnej operacji i po niej. Czyli nowa twarz jest kimś potrzebnym przy kolejnej operacji, jakakolwiek by nie była. Kobieta przyglądała się zoperowanym częściom ciała gada, gdzie zwykł mieścić się plastron. Nie wyglądała na zachwyconą, ale coś dawało Donatellowi wrażenie, że nie chodziło tu o źle wykonaną operację, ponieważ robota została dobrze wykonana. - Szkoda, że wróciłam tak późno z Chiby - westchnęła kobieta. A więc była niezadowolona, że operacja przebiegła w czasie jej nieobecności. Musiała więc być kimś ważnym w zespole i nie ufała pozostałym w stu procentach przy grzebaniu przy ciele mutanta. Nie wydawała się być starą, doświadczoną psorką, raczej była wysoka, miała pofarbowane włosy na miedziany kolor, kilka zmarszczek tu i ówdzie, duże, niebieskie oczy i okulary. Na pewno nie była starsza niż czterdzieści pięć lat. - W każdym razie, podajmy mu śniadanie - westchnęła ponownie kobieta, a Eika podeszła z tacą do łóżka. - Arigatō - burknął Donatello. Śniadanie nie różniło się wiele od żadnego innego posiłku. Było to głównie zmielone ugotowane mięso z dodatkiem warzyw. Jedyną rzeczą, wyróżniającą śniadanie był zawsze jakiś owoc. Tego dnia padło na gruszkę, która nie należała do ulubionych owoców Donatella, ale cóż, owoc to owoc i bierze się, jak dają. Oczywiście, jak zwykle przyszło mu jeść rękami, ale już dawno przestał się tym przejmować. Bardziej przejmował się w tej chwili panią nieznajomą, która dotykała go po przeszczepionej skórze i mruczała coś do siebie. W tym czasie Eika wyszła z pustą tacą, a w drzwiach minęła się z Aigo. Nastolatka nie zwróciła na nią najmniejszej uwagi, podeszła do łóżka i splotła dłonie za plecami, w ciszy przyglądając się kobiecie, badającej Donatella. Aigo była dziwną osobą, na pewno ponad przeciętnie mądrą, jak na swój wiek, ale nadal dziwną. Nie wyglądała na typową japońską nastolatkę, podniecającą się wszystkim i często wstydzącą każdej pierdoły. Przypominała raczej wiecznie naburmuszoną albo zaspaną, albo robota stylizowanego na dziewczynę. Jej pozbawiona emocji twarz niepokoiła, a miejscami wręcz przerażała Donatella. - Kim jesteś? - zapytał badającą go kobietę. - Profesor Yuiragi Midori, weterynarz, moją specjalnością są gady. - Kobieta skłoniła się lekko. Prawdę mówiąc, był to pierwszy raz, kiedy ktoś odniósł się do żółwia z jakimkolwiek szacunkiem. - Słyszałam, że nie potrafisz zbyt wiele po japońsku, na twoje szczęście mój angielski jest nieco lepszy niż ten łamaniec, który zapewne kojarzysz z ust przeciętnych Japończyków - dodała po angielsku. - Możesz mi mówić Midori, nie przeszkadza mi to. Od razu mu ulżyło, im więcej osób na jakimś pewniejszym poziomie angielskiego, tym prostsza będzie komunikacja z tymi ludźmi. - Miałam nadzieję być przy operacji usuwania twojego plastronu. - Midori zmarszczyła czoło, przejeżdżając opuszkami palców po klatce piersiowej swojego pacjenta. - Widzę, że nie ma problemów i wszystko zdążyło się już zagoić. Od teraz będę obecna przy operacjach medycznych, czyli przy jeszcze jednej operacji oraz zabiegach o innym charakterze niż operacje. - Co to są za zabiegi? - spytał pospiesznie, korzystając z okazji, że kobieta podzieliła się z nim jakąś cząstką informacji. - Doktor Morisaki nazywa je zabiegami modyfikującymi. Będą one bardzo bolesne i niestety nie będziemy mogli podać ci morfiny ani innego środka uśmierzającego ból, ponieważ wtedy nie uzyskamy oczekiwanych efektów. Czuł, że jego twarz zrobiła się biała jak kartka w ułamku sekundy, cała krew odpłynęła z jego twarzy, a temperatura w pokoju zdawała mu się spaść o kilka stopni. Wytrzeszczając oczy na swoją rozmówczynię, otworzył usta z niedowierzania. Na pewno wyglądał w tej chwili na przerażonego i nie było w tym niczego dziwnego ani niezrozumiałego. Przełknął głośno ślinę, rozważając swoje następne słowa. - Co masz na myśli mówiąc "modyfikacje"? - Szczerze znienawidził się w tamtej chwili za wyraźnie drżący głos. - Yuiragi-san, stryj prosił o trzymanie jego planów w tajemnicy - odezwała się Aigo, która jak dotąd milczała i dosłownie na chwilę Donatello zapomniał o jej obecności. Dziewczyna wychyliła się zza ramienia kobiety, rzucając mu srogie spojrzenie. - Obiekt DŻM15 powinien poznać część projektu tylko i wyłącznie wtedy, kiedy mój stryj, a wasz szef, Morisaki-san, wyda zgodę na podzielenie się z nim informacjami. - Aigo-san, obawiam się, że nie jesteś już dłużej potrzebna - odparła Midori. - Morisaki-san pokazywał ci już najnowsze rezultaty, a więc na kolejne lekcje musisz poczekać do następnej operacji. Nie ma potrzeby, byś mi tutaj towarzyszyła. Lepiej idź i zjedz coś, a potem wracaj do książek, bo słyszałam od twojej matki, że nie najlepiej z twoją matematyką, a matematyka jest bardzo ważna dla naukowca. - Hai, sensei - odpowiedziała niechętnie i odwróciła się na pięcie. Kiedy drzwi za dziewczyną trzasnęły, Midori przeniosła wzrok z powrotem na swojego pacjenta, marszcząc czoło i usiłując się uśmiechnąć przepraszająco. Właściwie, prawie jej się udało, ale żółwiowi jednak przypominało to bardziej jakiś grymas niesmaczny grymas. - Przepraszam za nią - zaczęła cicho. - Aigo-san myśli, że jest tutaj ważna ze względu na to, że jest bratanicą pana Morisaki. Prawda jest taka, że nawet bycie jego top pupilkiem i członkiem jego rodziny nadal nie czyni z niej nikogo więcej poza uczennicą. W każdym razie ten pokój znajduje się pod stałym monitoringiem, co oznacza, że i tak wszystko, co powiem, dotrze bardzo szybko do mojego szefa. Przecież nigdy nie powiedziałabym czegoś, czego mi zabroniono w takiej sytuacji, nieprawdaż? - No tak, to by się zgadzało... - Kamery w pokoju, oczywiście. - Mogę zatem powiedzieć ci trochę o modyfikacjach, ale nie wszystko. Chodzi o zmianę kształtu i rozmiaru. - Już zmieniliście mnie trochę - bąknął, wskazując od niechcenia na swój przód. - Tak, po drugiej operacji skończy się faszerowanie cię morfiną. Przykro mi, ale każdy kolejny zabieg będzie bolesny. Nie wiem, jak daleko mogę zajść z wyjaśnieniami, dlatego zapytam cię: czy kiedykolwiek złamałeś którąś ze swoich kości? - Złamanie? - Nie podobało mu się, dokąd to zmierzało, ale postanowił postarać się sobie coś przypomnieć. - Raz złamałem nogę, dokładnie kość piszczelową i strzałkową w prawej nodze, ale wszystko jest w porządku, nawet nie boli, kiedy pada - zjechał trochę z czujności, przyglądając się swojej prawej nodze. Dla podkreślenia uniósł ją lekko i pomachał dwa razy. - Jeżeli pamiętasz to bolesne uczucie, przygotuj się, że w bardzo nieprzyjemny sposób przez następne fazy będziemy ci o nim przypominać. - Midori zmarszczyła czoło. Widząc nietęgą minę swojego podopiecznego, zrobiło jej się żal chłopaka, dodała więc pospiesznie. - Dzisiaj czeka cię jedynie parę ćwiczeń związanych z nową porcją mięśni i skóry. Na pewno doktor Morisaki zechce, abyś się trochę porozciągał, na tyle, na ile pozwoli ci karapaks. Masz dopisane kolejne godziny z doktorem Russellem, którego niezbyt lubisz z tego, co słyszałam. Nie martw się, będziecie spotykać się codziennie poza niedzielą na trzy godziny. - Jak to na trzy?! - Niestety, taka zapadła decyzja. Raczej doktor Morisaki chce szybciej dostać twój pełny profil, a doktor Russell stwierdził, że pełny profil będzie gotowy dopiero za parę miesięcy i dlatego szef zdecydował o kolejnych zmianach. Nie martw się, jestem od teraz twoją główną opiekunką, w pewnym sensie, ze mną możesz porozmawiać na spokojnie, a ja będę starała się interweniować tam, gdzie będzie to możliwe. - Mam przeczucie, że twoja pomoc niewiele tu zdziała, ale dziękuję - odparł Donatello. Reszta dnia minęła gadowi bez ciekawszych zdarzeń. Stało się wszystko to, o czym powiedziała mu profesor Yuiragi, dziwnie bez zbędnych rozmów i komentarzy. Russell nie był chętny do spotkania z mutantem, dlatego całe trzy godziny żółw przesiedział z Kurobą, który wyglądał, jakby nie chciał tu być. Nie wypytywał go zbytnio, nie zebrał wielu nowych informacji. Jedynym celem rozmowy było sprawdzenie, jak wielka jest wiedza pacjenta na temat Japonii, począwszy od historii państwa po kulturę XXI wieku. Dwa dni później, wczesnym wieczorem, Donatello odważył się wstać z łóżka i przejść kilkakrotnie po pokoju, korzystając z zapowiedzianej mu "wolności" na resztę dnia. Poza dostarczeniem mu kolacji nie powinien spodziewać się już żadnej wizyty. Przez przypadek dowiedział się, że przed kolejną operacją, kiedykolwiek to ma nastąpić, zobaczy się z małą Kyoko, ale po co, dlaczego, w jakim celu, tego nie wiedział chyba nawet Russell, któremu wymsknęło się słówko o samym spotkaniu. Nieważne, w tamtym momencie gad był zajęty przemyśleniami. Na tym etapie doszedł już z dziesięć razy do wniosku, że nie ma stąd ucieczki, a na pewno nie, dopóki nie skończą swoich durnych operacji i zabiegów. Być może wtedy go przeniosą, Kuroba i Russell coś wspominali o innym pomieszczeniu, w którym miałby znaleźć się po tym wszystkim. Być może warunki do ucieczki będą tam bardziej sprzyjające. Ale pytanie brzmiało, czy po wszystkich bolesnych torturach, które go tu czekały w imię pseudo-nauki, będzie on w stanie ruszyć choćby palcem nawet i po roku od zakończenia projektu? Może zrobią z niego kalekę, tak dla pewności, że nie da nogi? Albo będą stale trzymać go na środkach uspokajających czy innych narkotycznych substancjach? A co, jeżeli będą go głodzić, dawać jedzenia na tyle, żeby nie padł z głodu? Opcji mogło być wiele. To wszystko było oczywiście do wydedukowania dla niego, ale potrzebował więcej czasu i przede wszystkim informacji. Midori zdawała się być dobrym źródłem, ale nie mogła ryzykować utraty pracy, a i on nie chciał, żeby ktoś ucierpiał przez niego, nawet taki Russell. Chociaż nie, Russell może spierdalać na palmę, jego upadku nie będzie mu żal, a co się będzie. Pierwszy raz od kilku dni miał okazję pomyśleć o swojej rodzinie, co teraz robią, gdzie są, czy próbowali go szukać. Pewnie nie, sam fakt, że przeżycie spadku z takiej wysokości było szalenie mało prawdopodobne był wystarczający, żeby utwierdzić ich w przekonaniu, że nie żyje. Gdyby mieli go szukać, to nawet nie wiedzieli, gdzie zacząć, więc po przeszukaniu obszaru, który by mogli przeszukać i, oczywiście, braku żadnego śladu po nim, utwierdziliby się tylko w przekonaniu, że już po nim. Skąd mogłoby im przyjść do głowy, że ktoś go zabrał z miejsca upadku? Jeżeli zdecydowali się szukać, czy już skończyli? Pewnie tak, w końcu musieli wracać z powrotem do Ameryki, do Nowego Yorku. Myśli o rodzinie nie dawały mu spokoju, zwłaszcza że Morisaki przez przypadek dowiedział się o ich istnieniu. Jak na razie mężczyzna nie podjął z nim rozmowy na ten temat, ale mutant czuł w kościach, że konwersacja o jego najbliższych jest bliżej niż dalej. Pytanie, jaki szalony plan w związku z egzystencją innych potencjalnych mutantów rodził się w głowie Morisakiego? Istnieje możliwość, że doktor będzie podejmować próby szantażu, co z jednej strony wydawało się Donatellowi nielogiczne, bo przecież facet nie miał pojęcia, gdzie dokładnie miałby szukać jego rodziny. Z drugiej strony, cała ta naukowa ekipa sprawiała wrażenie, jakby nie było dla nich rzeczy niemożliwych, a gad nawet nie wiedział, jak dużo informacji przekazał im podczas swojego koszmaru. Ale w sumie, Morisaki nawet nie miał pojęcia, czy jego rodzina również jest taka jak on, przecież mogli to być zwykli ludzie. Chociaż w końcu Donatello wymienił ich imiona... Mijał środek drugiego tygodnia, odkąd Donatello obudził się przykuty do łóżka w białym pokoju. Po ciężkiej nocy, pełnej przemyśleń, jego umysł zaczął wirować wokół innej sprawy, niż jego rodzina. A mianowicie, spotkanie z Kyoko. Odkąd podsłuchał, że przed następną operacją zobaczy się z małą dziewczynką, modlił się w duchu, by nigdy więcej nie ujrzeć tej przeuroczej i niewinnej istotki. Bał się, że niedługo przestanie tak o niej myśleć, że konsekwencją tortur, za które tak de facto mała Japonka nie odpowiadała, będzie znienawidzenie jej do głębi. Ich spotkanie miało być wyznacznikiem kolejnych zmian w jego organizmie. Czuł, że jeżeli tylko wyczuje obecność dziewczynki, dostanie ataku paniki, czym zdradzi wszystkim, że wie więcej, niż powinien. Wtedy zaczną być jeszcze bardziej tajemniczy, o ile to było w ogóle możliwe. Do pokoju weszły same panie z Midori na czele, za nią szły powoli Eika i Aigo. - Dzień dobry, Donatello - przywitała się kobieta, odsuwając dla siebie taboret. - Słyszałam, że się nie wyspałeś. - To się często zdarza i bez bycia przetrzymywanym gdzieś wbrew mojej woli - odburknął, siadając po turecku. Kątem oka obserwował młodsze Japonki, Eika sprawdzała jedynie parametry życiowe i zdawała się przepytywać z czegoś Aigo. Obie nie były ani trochę zainteresowane nim samym i jego rozmową z Midori. - O czym myślisz? - Powinienem powiedzieć im coś innego, zrobiłem coś głupiego, a teraz mogę ponieść przykre konsekwencje... - Przykro mi, że tak się stało. Ale chyba już nic na to nie poradzimy. Twoje dzisiejsze śniadanie było bardziej różnorodne, niż wcześniej. Jak się z tym czujesz? - Jak zwykle szukam drugiego dna - odparł, pozwalając sobie na ledwo zauważalny uśmiech. - Twoje posiłki będą bardziej rozmaite od dzisiaj. Osobiście nie znam konkretnego powodu, ale z punktu widzenia weterynarza wyjdzie ci to na zdrowie. - Co czeka mnie dzisiaj? - zapytał, marszcząc brwi. Eika skończyła spisywać dane i odpowiedzi Aigo w zeszycie i wyszła z pokoju. Aigo stanęła obok siedzącej Midori, krok za nią, gdzie było jej miejsce jako uczennicy. - Nic ciekawszego niż przez ostatnie kilka dni - zapewniła Midori. - Z tego, co słyszałam, doktor Russell będzie chciał porozmawiać z tobą o języku francuskim na waszej dzisiejszej sesji. - Ufff, to raczej nie będzie dziwnych i denerwujących pytań - odetchnął z ulgą Donatello, przewracając oczami. - Chociaż kto go tam wie. - Tak między nami - zaczęła weterynarz. - Słyszałam, że William potrafi wkurzyć swojego rozmówcę nawet podczas rozmowy o marchewce - parsknęła cicho śmiechem, pochylona nieco do przodu. Profesor Yuiragi starała się rozluźnić nieco atmosferę, rozmawiając z pacjentem na błahe tematy i opowiadając o innych pracownikach mało ważne rzeczy, które nie powinny być tematem tabu dla mutanta. Żółw był jej bardzo wdzięczny za starania podniesienia go na duchu. Przed obiadem znów został zabrany do już-nie-tajemniczego pokoju, gdzie towarzyszyła mu Midori, a obserwacjami zajął się Morisaki. W rogu stały Eika i Aigo, gotowe do asystowania. Nie było doktora Kiwy, jednak z cichych pomruków Morisakiego można było wywnioskować, że mały gruby mężczyzna powinien być obecny. Zamiast niego Morisakiemu towarzyszyła kolejna nowa twarz, biały mężczyzna o złotawych włosach, miał może maksymalnie trzydzieści parę lat. Najwidoczniej zastępował zapisujących wszystko Russella i Kurobę, ale musiał mieć też jakieś doświadczenie z zakresu anatomii, ponieważ rozmawiał z Morisakim, używając wyolbrzymionych słów. Oczywiście po japońsku, no bo po co Donatello ma cokolwiek wiedzieć... Ciekawe, jakiej narodowości był ów mężczyzna, jaka była jego historia nauki języka japońskiego i jaki był jego stopień naukowy. - Hmm, pancerz jest bardzo mocny, karapaks jest o wiele twardszy niż plastron - zauważył blondyn. - Operacja nie będzie prosta, a gojenie dłuższe i mniej przyjemne. - Mężczyzna stukał długopisem w puklerz. - To nie ma większego znaczenia - odparł Morisaki. - Operacja jest możliwa, a prawdopodobieństwo powodzenia jest wystarczająco wysokie, by kontynuować. Gdyby tak nie było, już dawno pozbyłbym się naszego obiektu badań. Panowie pukali w pancerz i przystawiali do niego uszy, podczas gdy Donatello wykonywał standardowe ćwiczenia na rozciąganie. Żółw wydawał za sobą raz za razem ciche warknięcia z niezadowolenia. Niby oczywiste, że będą badać jego gruby karapaks, a samo stukanie w puklerz nie wyrządzało mu krzywdy, ale było zwyczajnie rozpraszające i denerwujące. Gdyby nie miał tak ogromnej cierpliwości, już dawno złapałby obu mężczyzn za karki i rozbił im czaszki o ściany. - Niedługo skończą nam się środki przeciwbólowe, nie będziemy też w stanie wykonywać operacji na pełnej narkozie - kontynuował nieznany mutantowi mężczyzna, marszcząc brwi. - Spokojnie, Mayers-san, spokojnie - mruknął z uśmiechem Morisaki. - Wszystko idzie zgodnie z planem. - Bardzo przepraszam - odezwał się nareszcie Donatello, kiedy pukanie w jego skorupę ustało. - O co chodzi? - Skąd to nagłe zainteresowanie moją skorupą? Morisaki pochylił się lekko, aby jego wzrok zrównał się z ogromnymi czekoladowymi oczami Donatella. Gad był w trakcie wykonywania skłonów, stąd niska pozycja jego głowy. Kiedy doktorek skupił na sobie jego pełne nienawiści spojrzenie, uśmiechnął się przyjaźnie, poklepał po skorupie tuż za ramieniem i odpowiedział: - Dowiesz się w swoim czasie, Donatello. Dowiesz się w swoim czasie...
Sieje sie kwiaty. Scina sie kwiaty."Sieje się kwiaty. Ścina się kwiaty."Zapomnieniedotyka wszystkiego, co żywe i nieżywe. Ciągle strącając ostatnie kropelki świadomości resztki tożsamości, choć ich tylko tyle ile mieści się w kapslu po oranżadzie młodości,czy tym samym, lecz po gorzkim piwie dorosłości. Wszystkie smutki i żale tak niewiele znaczą, że nie wyleją się nawet z łyżeczki, którą podajesz krople na żołądek. W nalewce zdrowotnej jest więcej promili szczęścia niż w wielu latach wstawania na rano, czy w modlitwach rutynowych co niedzielę po 2 złote każda. Bo choć „życie jest piękne” codziennie tak samo to biorąc ostatni łyk wody (być może) przez kogoś podanej to uśmiech sprawia tylko kilka ładnych obrazków w pajęczynie wspomnień. Kalejdoskop zgrzytów dosolony błędami młodości i starości chrzęści w kilku zdrowych zębach, choć cieszy, że pomimo to jakoś żyje się dalej. Choć paprotki usychają a skóra się marszczy, to życie wciąż się zatacza to tu i tam, prędzej czy później, upiększając brzydkie, oszpecając piękne. I tak karuzelą. Aż czasami da się dostrzec w melancholii piania koguta ilość straconych zim na dokładanie do pieca, na obieranie ziemniaków, na ścielenie łóżka. Czasami nawet wylewa się ironia z tej czary kwaśnego wina, że „to przecież po to się w ogóle wstaje”, i choć nie wiadomo co zrobić z tą wiedzą, to na jakiś czas pomaga.Więc myje się brudna okna.Więc sadzi się i zrywa kwiaty. Więc czeka się i odlicza godziny. Więc pije się z otwartej dłoni tych kilka kropel istnienia. By potem popić tym jednym łykiem zapomnienia.
Tramwaje w Ankh-Morpork (cz. 1) by pzjp
Zasoby
CRYSTALS painting (tutorial) by LuuPetitek
Shouto and a Kitty  LINES by Marvolo-san
FREE Little Flower Coloring Page by szynszyla-stokrotka
FREE Witcheress and Wolf Coloring Page by szynszyla-stokrotka
Journale i ogloszenia
O krytyceUwierzcie lub nie, ale próbowałem zabrać się za pisanie tegoż ‘artykułu’ od początku tego roku. Dlaczego miałem takie kłopoty? Pomijając kwestie nie do umieszczenia w Internecie, jak zwykle główny problem polega na nim, że mam 50 pomysłów na minutę i zapał smoły.Cóż, wygląda na to, że w końcu mi się udało zacząć. Na pewno jednak nie wyczerpię wszystkich kwestii, które chciałbym poruszyć. Ale też nie chcę tego wpisu za bardzo przeciągać, bo potem ciężko się to edytuje a i tak nie ma gwarancji, że zamierzony efekt zostanie osiągnięty. W każdym razie, skoro już zacząłem, to może nareszcie wyrzucę z głowy to, co chciałem powiedzieć tak długo. Ale nie zdziwię się też, jeśli nie wyjdzie to tak, jak pierwotnie zakładałem.Zanim zacznę mój wywód, chciałbym żebyście zapoznali się z tym nagraniem:https://pytanienasniadanie.tvp.pl/52209152/zycie-codzienne-z-zespolem-aspergeraRobię to nie po to, żeby się przechwalać. Ale po to, żeby mieć dowody, że spotkałem się z profesjonalną pisarką i przeprowadziłem z nim rozmowę ‘Zawodowiec kontra Amator’ w kwestii pisania książek. Dostałem od niej wiele cennych wskazówek – i żeby nie było, dostałem pozwolenie na udostępnienie materiału, na których można zobaczyć jej twarz i poznać jej imię. A, i jakby co, dokończyłem czytanie książki, którą pomogłem tu promować, i mogę teraz powiedzieć zainteresowanym... Jako wstęp do problemu wystarczy. Żeby zrozumieć cały problem, Nie. Chcecie lepiej zapoznać temat, kupcie książkę ‘Zespół Aspergera’ Profesora Tony’ego Attwooda lub ‘Mózg autystyczny’ Temple Grandin i Richarda Panek.Dobrze, po tym przydługim wstępie możemy zaczynać z głównym tematem.Żeby mój punkt widzenia miał dla was sens muszę opowiedzieć od początku jak zacząłem swoje przygody jako pisarz. Koniec końców, jeśli już jestem tu znany, to bardziej jako rysownik aniżeli prozaik. Próby piórem zacząłem w wieku dziesięciu lat. Potem jeszcze kilka razy podejmowałem to wyzwanie z powodu, i nie ma sensu ukrywać tego faktu, potrzeby Fantasy Fulfillment. Na potrzeby tego wpisu skupię się jednak na historii, która krąży za mną już od ponad 14 lat.Stworzyłem ją w 2007 roku. I choć nie była to moja pierwsza książka jako taka, była pierwszą pracą, która doprowadziłem od początku do końca. Przez jakiś czas była ona dostępna tu, na moim profilu, zanim ostatecznie ją usunąłem (wciąż mam te Doc, jeśli ktoś chciałby je zobaczyć – Choć osobiście nie polecam). Poza tym, mimo wszystko ciągnęła się ona za mną, aż w końcu nawet spróbowałem ją zaadaptować najpierw jako film (z pomocą gry ‘The Movies’) czy w wersji komiksowej z 2013 roku, która wciąż tutaj jest. I wcale, gdy wydawało się, że będę z tym tematem kończył, mój znajomy na Ułana, bez sprawdzenia, czy będzie w stanie dotrzymać danego mi słowa, powiedział, że może mi pomóc wydać tę książkę. W ten sposób zmotywował mnie, żebym napisał tę historię jeszcze raz. Jak możecie się domyślić, napisałem ją jeszcze raz. A pisząc ją, wziąłem pod uwagę swoje osobiste doświadczenia i obserwacje, co wymusiło zmianę ogólnej narracji. Przykładowo, w oryginale Towarzysze głównego bohatera celowo byli Yes-Menami, bo mieli oni być alegorię do współczesnej, która nie potrafi sama myśleć, tylko ślepo podąża za byle wzorcami, niekoniecznie pozytywnymi. Jak możecie się domyślić, w praktyce ta alegoria nie wypaliła. Więc w Remake’u Towarzysze już są bardziej aktywni, częściej komentują to, co sie dzieje dookoła, każdy ma swoje pięć minut chwały, a i sam główny bohater często nic nie zrobi nie zapytawszy się ich wcześniej o radę. Duża poprawa na lepsze, moim zdaniem.Sporą zmianą był też motyw przewodni – Jako że pisałem tę samą historię jeszcze raz, to było to dużo łatwiejsze. Poza Spin-Off’em, oczywiście, ale to już inna opowieść.Oczywiście, żeby nie było, wersja 1.0 tego Remake’u nie była idealna. Tu należą się podziękowania naszej rodaczce, https://www.deviantart.com/justsilvia , która jako pierwsza przeczytała całość od początku do końca, a jej nie zawsze pozytywne notatki pomogły mi poprawić pewne elementy, których ja nie byłem w stanie zauważyć. I... w zasadzie to wszystko, co mogę w tej kwestii powiedzieć. Bo z wyjątkiem porad od autorki ‘Pozorów’, w dalszych fazach przygód z pisaniem/publikowaniem książki... Raczej mam pecha.A konkretnie mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach, w dobie Internetu, ludzie zatracili zdolność pomagania sobie nawzajem. Jeśli już coś opanowali do perfekcji, to jest to bycie wrednym, obrażanie innych, krytykowanie wszystkiego, co ktoś inny robi. Taka polska zawiść dla samej zawiści. Wiem, że niektórych może to zaboleć, ale kiedy nawet na Deviantarcie 95% konstruktywnej krytyki dostaję od obcokrajowców, a polskie komentarze prawie zawsze mają za zadanie udowodnić, że jestem do niczego, to chyba wiem, co mówię.Zresztą, nie tylko na Deviantarcie. Dwa tygodnie próbowałem swoich sił na Forum Literackim Weryfikatorium.pl . I... jeszcze nawet nie dodałem jednego tesktu, a już mogłem odnieść wrażenie, że ludzie się na mnie uwzięli. A kiedy już dodałem fragment Remake’u swojego Opus Magnum – i wyraźnie zaznaczyłem, że to tylko fragment większej pracy - ... to doszedłem do wniosku, że Founderowi Forum woda sodowa uderzyła do wody i przez to ubzdurał sobie, że może sobie ze mnie robić kretyna, czepiając się dosłownie wszystkiego, czego mógł. Co tu dużo mówić, opuściłem to Forum i już nigdy tam nie wrócę. Zachowanie ich członków zdusiło we mnie jakiekolwiek nadzieje na otrzymanie tam konstruktywnej krytyki.I to nie jest odosobniony przypadek. To wstyd, że pięciu korektorów/edytorów tekstu pod rząd nie potrafiło mi powiedzieć, co jest z moim stylem pisarskim nie tak, ale kiedy poprosiłem autorkę ‘Pozorów’ o opinię, to po dwóch tygodniach dowiedziałem się, nad czym trzeba będzie popracować. Chyba bardziej żenująca jest już chyba tylko forma ich odpowiedzi. Bo mnie jako autorowi, rzucanie samymi suchymi frazesami typu ‘błąd na błędzie’, ‘mało estetyczne’ czy ‘dziecinny’ nic nie mówi. Ja potrzebuję Konkrety, jeśli mam usunąć wady, których nie widzę.Podobnie jest w przypadku pewnej przywary, którą można dołączyć do naszych narodowych wad, a która to przywara jest wszechobecna w komentarzach. Zwłaszcza tych pisanych przez ludzi, którym się wydaje, że wszystko wiedzą najlepiej. Mianowicie czepialstwo. I to bardzo bezczelne czepiastwo. Takie, które sprawia, że człowiek zastanawia się, czy osoba komentująca jego w ogóle chce mu pomóc, czy tylko go rozzłościć. Dla własnej rozrywki bądź też po prostu, by być dupkiem. Wierzcie mi, nie ma nic gorszego niż zakichany mędrek, który zgrywa wszystkowiedzącego, ale po jego komentarzach wyraźnie widać, że nie ma zielonego pojęcia o tym, o czym się wypowiada.I teraz, gdy mówię o osobach nie znających się na pewnych kwestiach, ale mimo to krytykujących innych, muszę poruszyć temat, który dla wielu twórców jest koszmarem. Dla mnie też był, dopóki nie zdałem sobie sprawy, jak bardzo absurdalny on może być. Zwłaszcza gdy jest nadużywany. Mówię tu o kwestii Mary Sue/Gary Stu. Wiecie, o kim mówię – tych wszystkich ‘Oryginalnych’ Postaciach, najczęściej służących za Fantasy Fulfillment albo spełnienia wypaczonych aspiracji ich autorów. Wbrew pozorom nie jest to nic nowego. Już sam Oscar Wilde powiedział kiedyś, że„W każdej swojej pierwszej książce autor czyni siebie bohaterem, w roli Jezusa bądź Fausta.”W każdym bądź razie, Mary Sue/Gary Stu są zmorą wszystkich szanujących się twórców i udawanie, że ich nie ma nie jest najlepszą opcją. Zresztą, gdy oglądałem w kinie ‘Przebudzenie Mocy’ dość szybko odniosłem wrażenie, że coś jest z postacią Rey nie tak. W przeciwieństwie do Finn’a czy nawet Kylo Rena. I nie bez powodu – Zarówno Ren jak i Finn mieli w filmie momenty, które uzasadniały pewne ich poczynania czy umiejętności. Na przykład pokazano nam, że Szturmowcy Najwyższego Porządku byli szkoleni w walce bronią podobną w działaniu do miecza świetlnego. Dlatego finałowa walka na miecze Finna z Renem była jak najbardziej wiarygodna. Rey niestety tych scen nie dostała, poza dość marną wzmianką, że Moc ją wzywa do siebie, i dlatego wyszła na taką typową Mary Sue z krwi i kości. Co późniejsza filmy próbowały choć trochę naprawić. Z różnym skutkiem.Także gdy jakaś postać jest Mary Sue, to jak najbardziej zwrócić na to uwagę jej twórcy i dać wskazówki, jak by można ją naprawić. Problem w tym, że jak co miało dobre pobudki, także i to uległo wypaczeniu. Teraz, gdy widzę jak ludzie ‘polują’ na Mary Sue, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że opierają się właśnie na czepialstwie. Czasami autor może wręcz wyraźnie zaznaczyć, dlaczego postać jest taka a nie inna, a ludzie i tak będą chcieli go zjeść. Co jest jeszcze bardziej żenujące, gdy zajrzy się do naszej własnej historii i okaże się, że jest ona pełna ludzi i wydarzeń, które co do joty wpisują się w arkana stereotypowej Mary Sue. Żeby nie być gołosłownym:https://www.youtube.com/watch?v=YpWOOlKLisshttps://www.youtube.com/watch?v=eFf1UfVa8Lchttps://www.youtube.com/watch?v=G0QMeTjcJDATylko spróbujcie napisać opowiadania luźno oparte na wyżej wymienionych historiach. Macie 100% szans, że samozwańczy łowcy Mary Sue was za nie zjedzą.Najgorsze w tym wszystkim jest jednak pewna konkluzja, do której doszedłem przez lata doświadczeń z tego typu ludźmi. Że nawet jeśli tego nie chcę robić, muszę traktować potencjalnych czytelników jak kretynów, którzy, o ile nie wyjaśni im się wszystkich detali, sami nie wpadną na pewne pomysły. I nawet nie żartuję – wspomniany przeze mnie Founder Weryfikatorium.pl tak się zafiksował na mieszaniu mnie z błotem, że totalnie nie zauważył, że już pierwszy akapit próbki mojego testu odpowiadał na wszystkie jego potencjalne pytania. Pozostawię to bez komentarza.I teraz niektórzy z was zapewne pomyślą, że mam zamiar zbrukać wszystkich, którzy zajmują się krytyką na co dzień. Otóż nie. Ja też byłem krytykiem przez jakiś czas, pisałem recenzje i oceniałem według swojego punktu widzenia różne twory. W związku z tym, miałem do czynienia z różnymi reakcjami ludzi, gdy ktoś nie podawał im wyłącznie pochlebne oceny. Niestety, zachowanie tych osób też pozostawia wiele do życzenia. Nie jestem w stanie zliczyć, ile to razy zostałem na Deviantarcie nazwany trollem tylko dlatego, że ośmieliłem się wymienić widoczne wady albo zakwestionować czyjąś koncepcję. Raz mi się zdarzyło, że facet mnie zbanował za to, że mu wskazałem, iż na historycznym obrazie... pomylił numery przedstawionego pojazdu (Czyli coś, co można bardzo łatwo poprawić). Że nie wspomnę oddzielne dyskusje, gdzie nazwałem Tolkiena kompletnym nudziarzem, Kinga pozbawionym kreatywności leniem uzależnionym od opcji ‘Kopiuj/Wklej’ czy ostatnio że ‘DOOM: Eternal’ jest gniotem, który schrzanił wszystko, co ‘DOOM’ (2016) zrobił dobrze. O mój Boże, jak się Ci wszyscy Fanboy’e wściekli. Po tym wszystkim nie sposób jest nie odnieść wrażenia, że Internet przypomina sekty, gdzie albo bezmyślnie podążasz za jedną, jedyną słuszną myślą, albo każdy będzie próbował cię zniszczyć. Zresztą nie ja jeden się o tym przekonałem:https://www.youtube.com/watch?v=kH35PQ2WTxs I dlatego chyba najlepiej jest nie należeć do jakiegokolwiek Fandomu. Bo wtedy człowiek zaczyna się zastanawiać, kto tu tak naprawdę jest niepełnosprawny umysłowo. A słowa autorki ‘Pozorów’, że wielu ludzi krytykuje dla samego krytykowania, nabierają nowego znaczenia.A jeśli chodzi o moje doświadczenia jako pisarza? Biorąc pod uwagę, że ta jedna historia ciągnie się za mną od 14 lat... Mogę powiedzieć, że nauczyła mnie ona pewnej pokory. Ale jednocześnie wyrobiłem sobie pewien punkt widzenia, który może pewne rzeczy mi utrudniać. Dlatego nikt mnie raczej nie przekona, że ten Remake jest równie słaby albo, o zgrozo, gorszy od Oryginału. Który nie dość, że był trzy-cztery razy dłuższy, to jeszcze w każdym akapicie na siłę próbował udowodnić, jaką niezrozumiałą Alfą i Omegą jest główny bohater (Jak ja się teraz wstydzę niektórych bohomazów, które tam popisałem). Podobnie byłoby z moimi dwiema pierwszymi próbami, które choć fizycznie zaginęły bezpowrotnie, to jednak utkwiły mi głęboko w pamięci (Ile ja tam Cringe’u wypisałem, to głowa mała). Zresztą https://www.deviantart.com/justsilvia już przy wersji 1.0 pokazała, że przeczytanie Remake’u nie jest wcale takie trudne i że to da się zrobić.I tak jak wspominałem na początku, mógłbym tak poruszać temat w nieskończoność. Ale nie chcę tego przedłużać. Cóż, teraz wiecie, jaki ja mam punkt widzenia na krytykę. Jeżeli chcecie bawić się w recenzenta, to zróbcie to jak należy. Wymieńcie wszystko, co autor zrobił dobrze i źle, jakie wady należy usunąć oraz uzasadnijcie, dlaczego autor powinien się was posłuchać. I przede wszystkim nie cudujcie. Wy macie autorowi pomóc, nie udowodnić, że wy wiecie lepiej. Jak się autor pieni, to spróbujcie go najpierw uspokoić. I nigdy, przenigdy nie używajcie sformułowania że autor ‘nie potrafi przyjąć krytyki’. Bo to oznacza, że nie potraficie obronić swojego stanowiska, więc próbujecie drugiej stronie zamknąć usta. A tego nikt nie lubi.Niestety, wyżej opisane przeze mnie Modus Operandi praktycznie nie występuje w Internecie. Dlatego powiedziałem na początku, że ludzie zatracili zdolność pomagania sobie nawzajem. Ale... ... żeby zakończenie miało chociaż odrobinę pozytywny wydźwięk, powiem tylko, że znalazłem już 6 edytora tekstu, i mam nadzieję, że dotrwa do samego końca. A i osoba reprezentująca poważne wydawnictwo dała mi znać, że jest potencjał na wydanie tego mojego dzieła. Muszę tylko znaleźć firmę, której profil pasuje do opowiedzianej przeze mnie historii. No i co tu dużo mówić, 14 lat pracy nad jedną fabułą. To chyba coś, czego można pozazdrościć. I coś, co można dodać do opowieści w stylu ‘Nigdy nie należy się poddawać’. Chyba...Jeśli chcecie, to możecie mi pomóc w całej tej zabawie. Bo udostępniłem ten Remake za darmo tutaj:https://www.wattpad.com/story/190086689-hrabia-wallenrod-i-wykl%C4%99ci https://www.wattpad.com/myworks/190806579-wyklci-powrt https://www.wattpad.com/story/212463341-calixte Pamiętajcie, że to nie jest wersja finalna – Finalna będzie jak wprowadzę wszystkie korekty wskazane przez edytora. No i wiecie, ‘Podróż tysiąca mil zaczyna się od pierwszego kroku’. Więc jeśli chcemy, żeby opisane przeze mnie powyżej rzeczy zniknęły z Internetu, to można spróbować zacząć ode mnie. Kto ma ochotę poczytać, życzę mu/jej Powodzenia.
Konkursy i Projekty grupowe
Ja czy Ja ? / Me or Me ? by JS-Nietoperz
ARCHIWUM
Caroline by Casadriss
Hej,

jak już było parę razy w ogłoszeniach wspominane - poszukuję kogoś, komu chciałoby się wpaść na dA i skontrolować zgłoszenia częściej niż mi. Bo tak się składa, że z całej administracji zostałam tylko ja - i cóż mogę rzec... Doba nie jest z gumy i tak dalej i tak dalej.

Tak że przepraszam za obsuwy w przyjmowaniu prac (które ostatnio chyba przekraczają normy) i zapraszam chętnych do skrobnięcia notki przez grupę.


Edit: temat już nieaktualny; bardzo dziękuję AnAspieInPoland oraz PajeczarkaSpidery; mam nadzieję, że współpraca będzie się ładnie układała, a grupa na tym tylko zyska! :)


Pozdrawiamy

:iconpolishartists:
More Journal Entries

Affiliates

:icondraikoyislandrp::iconpolskiroleplayludowy::iconkaiju-nova::iconlast-adventure::iconreignofwolves::iconinne-uniwersum::iconpolishhistory::iconlong-haired-men::iconprojektdelta::iconmirelis-rpg::iconpolska-malowana::iconarchitectural-dreams::iconrpgworld::iconkrollew::iconanime-is-my-life-pl:

Deviants

Comments


Add a Comment:
 
Add a Comment: