Group Info Group Founded 12 Years ago 2,378 Members
130,385 Pageviews2,117 Watchers

WAŻNE !

Regulamin





Jak dołączyć do grupy



Aby zostać przyjętym do grupy, należy napisać kilka słów w języku polskim w oknie wiadomości, jakie wyświetli się po naciśnięciu linka Join Our Group.

Puste wiadomości, same emotikony lub zgłoszenia w obcym języku są odrzucane.
Dlaczego? Grupa przeznaczona jest tylko dla Polaków i język, w którym się komunikujemy, to oczywiście polski. Część z Was mieszka za granicą i ustawiła sobie (o ile w ogóle) inny kraj. Zamiast robić śledztwo i przekopywać Wasze profile, łatwiej jest napisać w okienku Join Our Group kilka słów w rodzimym języku.





Grupa jest przeznaczona dla wszystkich polskich artystów, niezależnie od poziomu prac, jaki prezentują. Jednakże, aby zapewnić porządek, należy przestrzegać kilku zasad:


  1. Praca musi być Waszego autorstwa (nie dodajemy do galerii dzieł innych użytkowników!). Cudzą twórczość możecie zgłaszać do folderu Favourites.


  2. Praca musi być skończona - czyli nie dodajemy WIPów/szkiców/lineartów - w razie potrzeby do tego celu zostanie stworzony osobny folder. Jednak dodawać będziemy do niego tylko te prace, które chcecie poddać ocenie. Może być to skończona praca, lineart, WIP czy szkic. W podpisie musicie napisać, jakie aspekty mają podlegać ocenie.


  3. Praca musi nadawać się do prezentacji w sieci - najlepiej prezentują się skany bądź zdjęcia dobrej jakości, wykonane "na wprost". Jeśli zastanawiasz się, jak wykonać dobre zdjęcie, polecamy >>1<< i >>2<< (oczywiście możesz sfotografować dzieło w inny sposób).
    Nie wrzucaj zdjęcia pracy z bałaganem w tle (chyba że stanowi jej integralną część). Prace niechlujne, fotografie i skany złej jakości będą odrzucane.


  4. Dla folderu Literatura - sprawdź, czy Twoja praca nie zawiera błędów (przede wszystkim ortograficznych, aczkolwiek eliminacja wszelkich byków i byczków BARDZO mile widziana) oraz czy jest sformatowana w sposób, który nie utrudnia czytania. Warto nadmienić, że tekst musi znaleźć się "fizycznie" w tym folderze - odsyłacze do tekstu umieszczonego na innych portalach nie będą akceptowane.


  5. Limit to 3 prace tygodniowo dla każdego folderu. Wyjątkiem jest folder Rękodzieło, makeup, bodyart z limitem 5 prac na tydzień. Oznacza to, że możesz dodać w ciągu tygodnia maksymalnie 23 utwory; każdy nadesłany wymaga akceptacji 1 Contributora.


  6. Nagość, przemoc oraz drażliwe treści powinny być oznaczone Mature Content (także literatura) FAQ #220:  What is Mature Content?


  7. Przeglądy najlepszych prac będą odbywać się nie częściej, niż raz w miesiącu. Prace wybrane w Przeglądzie zostaną dodane do galerii Featured. Jeśli zauważyłeś, że Twoje dzieło nie zostało umieszczone w folderze, zostaw komentarz pod odpowiednim Przeglądem.


  8.  
  9. Praca powinna być dodana do odpowiedniego folderu, przy czym do Featured niczego nie dodajemy ani nie proponujemy!


  10. Folder Journale i Ogłoszenia przeznaczony jest na wasze drobne ogłoszenia (na przykład otwarcie commission). Jeśli chcesz umieścić w grupie jakieś większe ogłoszenie, np. o konkursie, który organizujesz lub o naborze członków do nowo powstałej grupy RPG, to proszę wyślij do nas notkę w tej sprawie, a my napiszemy w tym celu osobny journal.


  11. Proszę pamiętać, że wszystkie ogłoszenia, które chcielibyście opublikować w naszej grupie, powinny mieć opis po polsku lub przynajmniej odnośnik do takiej wersji.








Tradycyjne:


- rysunki wykonane kredkami, pastelami, ołówkami, długopisami, markerami

- malarstwo tradycyjne (oleje, akryle, akwarele, gwasz, tempery itd.)

- graffiti, markery, cienkopisy

- rzeźba, płaskorzeźba, linoryty, drzeworyty


Cyfrowe


- pixel Art, animacje, gify

- digital painting, grafika wektorowa

- fotomanipulacje

- prace 3D (wykonane w programach typu Blender)

- projekty stron internetowych


Fotografia

- Wszystkie zdjęcia (ludzie, natura, architektura, etc.). Dopuszcza się niewielką manipulację cyfrową w celu poprawienia kontrastu, kolorów czy dodania ramki/podpisu.




Rękodzieło, makeup, bodyart:


- krawiectwo

- biżuteria

- scrapbooking, decoupage...

- make-up, body art

- cosplay


Literatura:


- poezja

- proza

- fanfiction


Techniki mieszane


- Nie mamy na myśli pracy wykonanej akwarelami, tuszem oraz kredkami. W tym folderze powinny się znaleźć wszystkie prace, które np. zostały wykonane po części w technikach tradycyjnych, a po części w technice cyfrowej (np. dodanie tekstur).



Zasoby

- czyli wszystko to, co można nieodpłatnie lub odpłatnie wykorzystać:


- poradniki, tutoriale

- tekstury, szablony, czcionki

- skrypty, wtyczki, pędzle

- stocki




Journale i ogloszenia


- Różne drobne ogłoszenia i wpisy dotyczące poszukiwania chętnych do:


- Commission,

- Request,

- Art trade,

- Kiribany,




Pozdrawiamy


:iconpolishartists:

Admins



Wspieramy młodych, starych, wybitnie uzdolnionych i tych zaczynających :w00t:

Founder


:iconcanitiem:

Co-Founders


:iconnallapilli:

Contributors


:iconanaspieinpoland::iconpajeczarkaspidery:

Gallery Folders

Featured
Ugh by Catakumba
Lofoten winter by DominikaAniola
Dragon with sakura hairpin by Papier-san
Acryl #5 by Radomski
Tradycyjne II
ChristopherLee by PaulDarkdraft
Still Life Glass 4 by HiperBlack
Still Life glass 3 by HiperBlack
Still Life Glass 2 by HiperBlack
Tradycyjne
Icy's scars - illustration versus description by AnAspieInPoland
Do Not Smoke by AnAspieInPoland
That's why I do not join any fandoms by AnAspieInPoland
Prawda o Polakach VI by AnAspieInPoland
Cyfrowe II
-Hot Mess- by ShemeiArt
The first rays of the sun by Laghrian
Hello! by EviDairaDragon
DBZ crossover - Vegeta Carnage by air87art
Cyfrowe
|LAST ADVENTURE| Bunt | Beta - General | WIP | by drawalotosaur
The Wind in the Willows by canitiem
Shadow of the Alchemy Necromancer by kiwi8686
Dark and Bug Type Leaders Concept Art by Hlontro
Techniki mieszane
Razmi and Bom by Marvolo-san
Eula (Genshin Impact) by a4th
Hunk of An Astral - FFXV comic by Marvolo-san
He-man Fanart by monstee
Fotografia
Still life with cat by DawidZdobylak
Fjadrargljufur by DominikaAniola
Northern Wheatear #1 by DominikaAniola
Nordradalur by DominikaAniola
Rekodzielo, makeup, bodyart
King Poro by Amphiblack
Scooby Doo by Amphiblack
Concrete mixer by Marcinbydg
Fire Truck by Marcinbydg
Literatura
Wykleci - Powrot okladka by AnAspieInPoland
Hrabia Wallenrod i Wykleci - okladka by AnAspieInPoland
TZG XXIw. #1 by pzjp
[TMNT] Wszystko dla mojej malej ksiezniczki 55. Poza SkorupąNarracja, angielski Inne języki "Myśli, nazwy" Sny, retrospekcje, wspomnienia "Dowiesz się w swoim czasie", powtarzał sarkastycznym tonem w głowie odkąd tylko Morisaki wymówił te słowa. Usłyszał je dwa dni temu przy rutynowej wizycie w wielofunkcyjnym pokoju. Z poprzednich rozmów z mężczyzną nietrudno było domyślić się, że "w swoim czasie" oznaczało tyle co "dowiesz się po czasie" albo "zobaczysz, kiedy będzie już za późno na protesty". Protesty, których i tak nikt nie posłucha. Wątpliwości nie budziła również dalsza część planu, trzeba być naprawdę głupim, a do tego było mu daleko, aby nie zrozumieć nagłego zainteresowania naukowców jego karapaksem. A skoro wiedział, że nie uniknie tego doświadczenia, mógł jedynie modlić się o jak najdłuższe odroczenie tej procedury, co w zasadzie i tak nie miało sensu, ponieważ wcześniej czy później, co za różnica? Był ranek, właściwie kilkanaście minut temu minęła pora, o której zazwyczaj przynoszono mu śniadanie. Nigdy wcześniej nie było opóźnienia, zawsze równo o tej samej godzinie wchodziła Eika, czasami sama, czasami w towarzystwie, podawała mu śniadanie bez słowa, sprawdzała parametry i przeglądała pokój, jakby chował co najmniej pod łóżkiem chował bombę. Tymczasem ani kobiety, ani nikogo innego nie było widać ani słychać. Zaczął się denerwować. Jak na zawołanie, drzwi skrzypnęły lekko, otwierając się szeroko. Oczekiwana Eika wreszcie zaszczyciła jego pokój swoją chudą i niską obecnością, nie była jednak sama. Towarzyszył jej Kuroba, ale zamiast swojego opasłego jak teczka folderu przyniósł ze sobą jedynie niewielki notatniczek. W lewej dłoni zaś niósł kałamarz. Nie miał przy sobie niczego do pisania poza maleńkim ołóweczkiem. Co jednak rzuciło mu się najbardziej w oczy to to, że kobieta nie przyniosła mu śniadania. Zamiast tacy w dłoniach trzymała małe półprzeźroczyste pudełko. Eika rozpoczęła od standardowego sprawdzania parametrów życiowych, pudełeczko odstawiła na chwilę na monitor z danymi. Kuroba rozsiadł się wygodnie na taborecie i rozłożył swoje skarby dzisiejszego poranka na stoliku. Z kieszeni wyjął maleńką buteleczkę z wodą i podał ją pacjentowi. - Dzień dobry, Donatello-kun. Dzisiaj troszeczkę się pobawimy, ale najpierw pozwól, że zaproponuję ci kilka łyków wody, abyś miał siłę konwersować - powiedział lekkim głosem psycholog, prezentując dokładnie buteleczkę. - Bez obaw, to zwykła woda, takie małe butelki są teraz bardzo popularne. Mutant westchnął cicho, podnosząc się do pozycji siedzącej. Jego ludzcy kompani pomogli mu nawet poprawić poduszkę, aby było mu wygodniej. Ze zmarszczonym czołem przyjął butelkę i jednym łykiem pochłonął całą jej zawartość. Zamlaskał dwa razy, po czym kiwnął głową, tak, to była zwykła woda. Spojrzał na Kurobę, odkręcającego koreczek w kałamarzu. Mężczyzna machał sobie założoną nogą, nucąc coś pod nosem. - Przepraszam - zaczął żółw. - Nie dostanę dzisiaj śniadania? - Och, nie - odparł Japończyk, otwierając notatnik. - Wybacz, ale dzisiejsze sprawy wymagają twojej obecności na czczo. Nie martw się, dostaniesz jeść tak szybko, jak będzie to możliwe. Kuroba kiwnął głową do Eiki, Donatello nie zwracał na nią najmniejszej uwagi. Ale teraz kobieta stała nad nim z ogromną strzykawką w dłoni i coś w mutancie zamarło na ułamek sekundy. Sytuacja była przerażająco podobna do wydarzeń sprzed jego pierwszej operacji, tylko w pokoju poza nim znajdowały się jedynie dwie osoby. Ale przecież było za wcześnie na operację! Gdzie spotkanie z Kyoko?! - Nie ma powodów do zmartwień, Donatello-kun - zapewnił Kuroba, który zauważył, jak mutant zaciska dłonie na kołdrze ze zdenerwowania. - Dostaliśmy pozwolenie na przeprowadzenie małego eksperymentu. Nie martw się, nie uśpimy cię. Musisz się jedynie rozluźnić i współpracować ze mną, dobrze? Donatello nie spuszczał wzroku z długiej i grubej igły, przełykając nerwowo ślinę. Oblizał powolnie usta, kiwając niepewnie głową. Eika pospiesznie przetarła wacikiem fragment jego przedramienia, tuż nad żyłą, a po chwili igła była już do połowy pod skórą. Samo ukłucie nie robiło oczywiście na nim żadnego wrażenia, ale wstrzykiwany do jego krwiobiegu środek wydawał się być lekko piekący. To uczucie bardzo przypominało zastrzyk, po którym niemalże natychmiast odpłynął do krainy wiecznej szczęśliwości, a po obudzeniu się ujrzał koszmar na jawie. - Widzę dziwny uśmiech na twojej twarzy - powiedział powoli, przyglądając się Kurobie z uwagą. - Dziwny? Dlaczego tak uważasz? - Coś cię bawi i to nie tak, jak wcześniej. - Donatello przechylił nieco głowę w bok. - Cieszysz się jak małe dziecko na coś, ale nie wiem, o co chodzi... - To będzie przednia zabawa - mruknął cicho do siebie Kuroba, rozprostowując swój notatnik, który, jak się okazało, miał bardzo grube kartki. - Ten eksperyment to był dobry pomysł. - Akira - odezwała się Eika. - Zachowujesz się jak małe dziecko na widok prezentów pod choinką - dodała z lekkim śmiechem w głosie. To był pierwszy raz, kiedy Donatello słyszał radość w głosie kobiety. - Jestem po prostu podekscytowany, Eika. Dawno nie bawiłem się atramentem. Ostatni raz był, kiedy miałem może z cztery lata i byłem na wakacjach na Hokkaido u naszego dziadka. Eika przewróciła oczami z uśmiechem, marszcząc czoło i kręcąc lekko głową. W jej głowie przebiegała myśl, "Mężczyzna zostanie zawsze dzieckiem". Skoro Kuroba pozostawał zajęty swoimi przygotowaniami do eksperymentu, kobieta postanowiła obserwować mutanta za niego. Czekała spokojnie na pierwsze oznaki wskazujące, że podany środek działa. Żółw nie wiedział, jakich sygnałów ma się spodziewać, a więc czekał z niecierpliwością wraz z nią. Kiedy wzrok zamazał mu się na krótką chwilę i potrząsnął leniwie głową już wiedział, że oczekiwany moment nadszedł. Eika powiedziała coś do Kuroby, ale nawet jeśli by rozumiał japoński na lepszym poziomie, nie wychwyciłby niczego, bo wraz z zamazanym obrazem zlewały się również dźwięki. Na szczęście był to jedynie krótki moment, kiedy jego zmysły wzroku i słuchu wróciły do normy, poczuł jak mimowolnie rozluźnia się jego ciało i cały stres odlatuje. Nadal miał nad sobą kontrolę, ale zrobiło mu się dziwnie wesoło i leniwie, zupełnie jakby leżał na miękkim obłoczku, pozbawiony bólu, strachu i trosk. Powinien panikować, ale podany środek skutecznie mu to uniemożliwiał. Substancja nie tylko go uspokoiła, ale wpłynęła na jego myśli i prawdopodobnie odbije się to również na jego zachowaniu. Nawet nie wyczuł, że coś powiedział, ale musiało być to coś bardzo śmiesznego albo głupiego, albo jedno i drugie, ponieważ zarówno Kuroba jak i Eika zaśmiali się głośno, wprawiając go w dziecięce zakłopotanie. - Dobrze - zaczął ostrożnie psycholog, ocierając łzę z policzka. - Jak już wspomniałem wcześniej, dzisiaj troszeczkę się pobawimy, dobrze, Donatello? - Dobrze - odparł spokojnie z lekkim uśmiechem, kiwając głową zamaszyście, jakby nie miał do końca tej kontroli, którą mimo wszystko tak dobrze czuł. - Uwaga, tłumaczę zasady gry. Będę wylewać po kilka kropel atramentu na kartki, po czym złożę notatnik, ścisnę, a potem otworzę z powrotem. Na kartkach utworzą się symetryczne kleksy. Twoim zadaniem, Donatello, będzie opisanie, co dany wzorek ci przypomina. Czy do tego momentu rozumiesz? - Jasne, że tak, nie jestem głupi - odparł nieco pijanym głosem gad. - Oczywiście - parsknął śmiechem Kuroba. - Aby bardziej zmotywować cię do zabawy, twoim przeciwnikiem będzie Eika. - Mężczyzna wskazał dłonią na kobietę. - Wasza rywalizacja polegać będzie na tym, że oboje przedstawiacie swoje pomysły, a ja jako sędzia wybiorę moim zdaniem lepsze, ciekawsze rozwiązania. - To nie fair! - jęknął obrażonym głosem Donatello. - Ją lubisz bardziej ode mnie! - Zamachnął się swoją dużą ręką w stronę Eiki. Na jej szczęście nie doszło do kontaktu bezpośredniego. - Hahahaha! Skąd przyszło ci to do głowy? - Bo dla niej jesteś miły, a dla mnie nie - burknął mutant. - Hahaha! To nie prawda. Hahaha! No nieważne, będę sprawiedliwy, obiecuję. - Psycholog wylał kilka grubych kropel na pierwszą kartkę i zamknął notatnik. - Eika, usiądź sobie tam, po drugiej stronie. Powodzenia. Powodzenia, Donatello. Oj, było z nim bardzo źle, skoro wypowiadał się w taki sposób, takim tonem, jak jakieś małe dziecko. Najgorsze, że miał tego pewną świadomość, ale nie mógł tego powstrzymać, myśli same mu się nasuwały i zaraz uwalniał je na język bez zastanowienia. - Chyba mamy już pierwszy kleks - mruknął Kuroba, powoli otwierając notatnik. - Tak, czas więc rozpocząć nasz konkurs. Uwaga. San, ni, ichi... Ta-da! Psycholog odwrócił notatnik, pokazując "uczestnikom konkursu" symetryczny kształt. Donatello i Eika przyjrzeli się mu, ale jedynie przez kilka sekund, bo przecież liczyła się na pewno prędkość odpowiedzi. Toteż pokój zaraz wypełniły pomruki i przyciszone krzyki, pełne "eee" i "yyy", a rywale machali dłońmi i pokazywali na kształt i Kurobę palcami, starając się przekrzyczeć. - Yyy Marchewka! - Pietruszka! - Ananas?! - Mmm Dziwny ser! - Co?! Nani?! - No dziwny ser. - Nie ma czegoś takiego! - żachnął się Donatello. - Pamiętaj, kreatywność. - Kuroba popukał się palcem w skroń. - Dobra, następny kleks, chwila... I start! - Eee drzewo! - Korzeń! - Labirynt?! - Sieć tuneli! - Hmm, ciekawe... Cała zabawa ciągnęła się przez kilkanaście minut, Donatello naprawdę wkręcił się w grę, nie tylko przez działanie nieznanej mu substancji, ale również przez to, że i tak nie miał nic lepszego do roboty, a dawno nie czuł się tak swobodnie. Przekrzykiwanie się zakończyło się, kiedy zostały już ostatnie dwie kartki w notesie, a Kuroba powstrzymał gada i Eikę przed niepotrzebnymi okrzykami. - Dobrze, sprawdźmy wynik... Oboje macie po tyle samo punktów, 14 punktów na głowę. O zwycięstwie zadecyduje więc ostatni kleks. Zmienimy trochę zasady gry, proszę o skupienie. Po wykonaniu kleksa każde z was będzie musiało powiedzieć, co przedstawia kleks, a później opowiedzieć krótką historię związaną z tym kleksem. Eika, musisz powiedzieć, czym według ciebie będzie kleks i wymyślić krótką historyjkę na jego temat. Będziesz pierwsza. Kobiety mają pierwszeństwo, zatem Eika pójdzie pierwsza. - Ooo... - jęknął Donatello, zawiedziony tą informacją. Mężczyzna wylał ostatnie krople na kartki i zacisnął notatnik, przy okazji rejestrując w głowie wszelkie informacje o zachowaniu i samopoczuciu Donatella po podaniu nowego środka. Po chwili otworzył z powrotem notatnik i rzucił okiem na utworzoną plamę z atramentu. "To powinno być ciekawe", pomyślał i pokazał Eice kleks. - Okay, to mi trochę przypomina... motyla, odwróconego do góry nogami - mruknęła przeciągle Eika, stukając się lekko palcem w brodę. - Hmm, ciekawie, nie powiem. - Kuroba uniósł lekko brwi. - Kontynuuj. "No więc, był sobie pewnego razu duży, czarny motyl, jedyny w swoim rodzaju. Nie tylko wyróżniał się swoim rozmiarem i kolorem wśród wszystkich innych motyli, ale przede wszystkim tym, że przez bardzo ciężkie czułki motyl zmuszany był latać głową w dół. Nie potrafił też wznieść się wystarczająco wysoko w powietrze, by uniknąć konfrontacji z żabami. Był więc stale zagrożony. Aż pewnego dnia motyla odnalazł człowiek i postanowił zabrać ze sobą. Od tego czasu inne zwierzęta nie widziały więcej tego niezwykłego motyla i nikt nie wiedział, jakie były jego dalsze losy. Koniec." Podczas opowiadania Eika często błądziła wzrokiem, szukając odpowiednich słów, od razu widać było, że w zmyślaniu to najlepsza nie była. Zacinała się, mruczała coś cicho pod nosem, mlaskała i robiła dziwne miny. Od razu było widać, że nie ma we krwi wymyślania na poczekanie. Kiedy skończyła, Kuroba zapisał coś ołówkiem bez słowa, po czym przeniósł wzrok na mutanta. - Teraz twoja kolej, Donatello-kun. Żółw przyjął napuszoną pozycję, wypiął dumnie pierś i spojrzał triumfalnym wzrokiem na biedną Eikę. - Ha! Nie mam zielonego pojęcia, co powiedziałaś i ty też pewnie nie rozumiesz niczego, co teraz mówię, ale pozwól, że zniszczę cię i twoją historyjkę moim opowiadaniem! - krzyknął, pewny swego, rozbawiając tym samym Kurobę. Po chwili otrzymał kilkusekundowy wgląd na ostatniego kleksa i zaczął mówić. - Bardzo ładny wzorek, wygląda jak niedźwiadek, leżący na brzuchu z wyciągniętymi łapami, który ma dwa długie i cienkie ogony, zakończone dużymi pomponami. - Interesująca wizja - stwierdził psycholog. - Jaką to historyjką nas zaskoczysz, Donatello-kun? - Zarąbistą - wypalił gad, siadając wygodniej na pościeli. "Ta krótka historia ma miejsce w pewnym tajemniczym lesie, gdzieś w Europie. Pewnej późnej zimy na świat przyszedł niezwykły niedźwiadek. Wszystkie zwierzęta z okolicy zebrały się przy leżu niedźwiedzicy, aby przywitać nowego mieszkańca lasu. Sama matka malca była bardzo zdumiona, że na świat przyszedł tylko jeden niedźwiadek, gdyż zazwyczaj były to dwa bądź trzy maluchy. Jednak było coś jeszcze, co wprawiło w zdumienie zarówno niedźwiedzicę, jak i każde inne zwierzę. Ów niedźwiadek miał dwa długie ogonki, każdy zakończony dużym, puszystym pomponem. Kiedy przyszedł czas na prezentację malca zwierzętom, niedźwiedzica była bardzo zestresowana ich reakcją na nietypowy ogon syna. Jej obawy okazały się słuszne. Już na wstępie część zwierząt zaśmiała się pod nosem na widok dwóch ogonków, część spojrzała z pewnym obrzydzeniem. W powietrzu dało się wyczuć niechęć, której mały niedźwiadek nie potrafił zrozumieć. Niedźwiedzica postanowiła odciąć się nieco od pozostałych mieszkańców lasu, miłość do jej potomstwa była silniejsza niż jakiekolwiek inne uczucie. Niedźwiadek zyskał imię Nauha, spędził ze swoją mamą szczęśliwe półtora roku, świetnie się sprawując. Z czasem inne niedźwiedzie przywykły do jego obecności, a więc został w pewnym sensie zaakceptowany do niedźwiedziej społeczności. Pozostali mieszkańcy lasu wciąż pozostawali nieprzekonani co do malca, nazywając go dziwadłem i wynaturzeniem. Wreszcie przyszedł czas, aby Nauha poszedł do leśnej szkółki dla młodych mieszkańców lasu. Niedźwiadek nie rozumiał obaw swojej mamy odnośnie zachowania nowych znajomych, przekonał się o wszystkim, kiedy doszło do pierwszego spotkania z innymi malcami. Najgorsze były szczenięta wilków i lisów, bardzo odważne, sprytne i wredne, atakowały go słownie i poniżały na każdym kroku. Nie minęło sporo czasu, a Nauha postanowił uciec z lasu. Zaczepki innych zwierząt sprawiły, że uwierzył, iż jest tylko ciężarem dla swojej matki i hańbą dla swojego gatunku. Nauha biegł i biegł, nie zatrzymując się ani na chwilę, bez oglądania się za siebie. Ucieczka zajęła mu cały dzień, aż natknął się na dziwne stworzenie, którego jeszcze nigdy wcześniej nie widział. Istota poruszała się na tylnych kończynach i wydawała dziwne, skomplikowane odgłosy. Kiedy zauważyła Nauhę przystanęła w bezruchu, skupiając na nim swój wzrok. Niedźwiadek poczuł się nagle zagrożony, zaczął więc nawoływać swoją mamę, lecz ta nie przybiegła. Kiedy zorientował się, że jest zbyt daleko od domu, usiłował sam przepędzić dziwne stworzenie, powarkując, jednak i to nie przyniosło efektu. Dwunożne coś podeszło śmiało i wyciągnęło w jego stronę przednią łapę. Wtedy oba ogonki niedźwiadka odruchowo pomknęły w stronę łapy i uderzyły z całej siły. Nieznana istota cofnęła się, masując obolałe miejsce, a Nauha przeszedł do kontrataku. Jego ogony uderzały jak szalone z potężną siłą, odstraszając dwunożne stworzenie, aż uciekło z dziwnym skowytem. Nauha nie miał pojęcia, że całemu zajściu przypatrywał się pewien jeleń, który dobrze znał las i dziwną istotę, która, jak się później okazało, nazywana była człowiekiem. Jeleń podszedł do niedźwiadka i zaproponował mu swoje towarzystwo w powrocie do domu, ponieważ w tej okolicy nie było bezpiecznie. Nauha wrócił wraz z jeleniem na znajomy teren, gdzie szukały go wszystkie niedźwiedzie i część innych zwierząt. Jeleń opowiedział mieszkańcom lasu o bohaterskim czynie malca, co bardzo zaimponowało większości zwierząt. Od tamtego czasu Nauha cieszył się szacunkiem każdego stworzenia i został bohaterem lasu." Donatello wziął głębszy wdech, zadowolony z siebie. Kuroba i Eika wpatrywali się w niego jak szpak w pięć groszy, zupełnie się tego nie spodziewając. Co prawda Eika nie zrozumiała ani słowa z całej opowieści, ale samo słuchanie wystarczyło, aby jej zaimponować. - No cóż - odchrząknął psycholog. - Nie muszę chyba mówić, kto wygrał tę rundę, a tym samym całą zabawę. - Gratulacje, Donatello-san - mruknęła cicho Eika, szykując ukradkiem kolejną igłę. - Czyli dostanę jakąś nagrodę? - zapytał Donatello, wciąż czując się dziwnie lekko. - O tak - zapewnił Kuroba, w tym samym czasie do pokoju weszła Midori z lekkim uśmiechem, ale zmarszczonym czołem. Mutant skupił się na pani profesor, że nie zorientował się, kiedy Eika wstrzyknęła mu kolejną porcję nieznanej substancji, tym razem większą. Poczuł igłę dopiero po fakcie, kiedy Japonka wysunęła ją szybko z jego ciała. - Taka dawka powinna wystarczyć. - Eika sprzątnęła z widoku swoje przybory. - Donatello - zaczęła Midori. - Jak się dzisiaj czujesz? - Może tego nie widać, ale panikuję - odparł gad. - Bez obaw, nic ci nie jest. Zadam ci teraz pytanie, a ty na nie odpowiesz, dobrze? - Jasne! - Ile widzisz palców? - spytała, pokazując mu rękę z trzema wysuniętymi palcami. - Sześć, ale to nie do końca możliwe - mruknął. - Masz rację. Ile to jest pierwiastek z dwustu pięćdziesięciu sześciu? - Szesnaście. - Dobrze. Po tym nikt się nie odezwał. Kuroba wstał i podniósł swój notatnik i kałamarz, ustępując miejsca Midori. Eika również się zawinęła, ale podczas gdy psycholog wyszedł na korytarz, ona przeszła do pokoju wielofunkcyjnego. To nie wróżyło najlepiej, jednak Donatello przejął się bardziej w tej chwili faktem, że jego wzrok i słuch nie powróciły do normy po drugiej dawce substancji. - Hej, Midori? - powiedział, ziewając lekko. - Słucham? - Czy to już? Kobieta nadal marszczyła czoło, przyglądając się mu w skupieniu. Miała nieco pochyloną do przodu sylwetkę, plecy zgięte w łuk, przechyloną lekko w bok głowę i dłonie splecione na kolanie. Ukrywała coś, a może raczej sygnalizowała mu, że za chwilę coś się wydarzy. Czuł zbliżający się nagły przypływ adrenaliny, jednak coś się nie zgadzało. Sytuacja nie spełniała wszystkich wymogów, aby wskazywać na "już". "Już" oznaczało, że przyszedł ten czas, lecz w jego rozumieniu brak pewnego czynnika absolutnie wykluczał możliwość wydarzenia się "już". Przez chwilę zakręciło mu się mocniej w głowie, a świat wydał się jeszcze bardziej rozmazany, niż wcześniej. Głosy jeszcze mocniej zlewały się w jeden hałas, a nadmierna ilość światła aż kłuła go w oczy. Gdzieś w tym wszystkim niemal przegapił pewną barwną plamę, wydającą dość charakterystyczne wysokie dźwięki. Ów plama zbliżyła się do niego, otoczona wieloma innymi plamami. Głos Midori zlewał się z piskami plamy i ponurym mruczeniem Morisakiego. Chwila, skąd on się tu wziął? Nie miało to większego znaczenia, ponieważ powróciły inne znajome odgłosy, a pomieszczenie przestało być tak białe, jak zazwyczaj. Wszystko poruszało się i wydawało dźwięki, a w całym tym chaosie prawie przegapił mały piszczący czynnik, który rzeczywiście wskazywał na "już". Wybudzenie się było jeszcze trudniejsze niż po pierwszej operacji. Składało się na to kilka czynników, między innymi o wiele większa dawka środków znieczulających, które najwyraźniej działały aż za dobrze, ponieważ ledwo był w stanie czuć swoją głowę, a reszta ciała wydawała się być jakimś już nieistniejącym tworem. Gdyby nie powaga sytuacji, Donatello na pewno zaśmiałby się na tę myśl i wyobrażenie sobie siebie w formie jedynie głowy. Małej, zielonej, samotnej główki, może nawet lewitującej, kto wie. Oczywiście było to niemożliwe, ta wizja nie zgadzała się z planami szaleńca Morisakiego i jego wesołego cyrku w kitlach. Tym razem nie obudziły go żadne głosy czy inne wrażenia. Po prostu jego świadomość powróciła i tyle, nic więcej, koniec. Otaczające go maszyny buczały cicho, rytmiczne pikanie raczej zwiastowało dobrą nowinę o jego stanie. Wśród niewielu szmerów przebijał się jednak dźwięk ołówka, a dokładniej rysika, zostawiającego szlaczki na kartce papieru. A więc nie był sam. Gad nie miał pojęcia, kto mu towarzyszył, ale nie chciał zdradzać, że jest przytomny. Zajął się więc analizowaniem swojego położenia. Pierwsza dziwna rzecz, po skreśleniu z listy dziwnych rzeczy braku czucia, był fakt, że leżał na brzuchu. Tyle był w stanie wywnioskować z poczucia grawitacji. Jego głowa opierała się na czymś czołem, aby był w stanie swobodnie oddychać, chociaż tutaj pomagała na pewno maska tlenowa, o której zdjęciu albo psychole zapomnieli, albo coś spaprali i okazała się niezbędna. Chyba nie było sensu się tym teraz przejmować, skoro wszystko wskazywało na to, że zespół ma pełną kontrolę nad każdym szczegółem. Postanowił sprawdzić, czy jest w stanie swobodnie poruszać mięśniami twarzy. Na szczęście nie wyczuł żadnych problemów, może poza maską, które nieco przeszkadzała. Niewiele więcej był w stanie zrobić na chwilę obecną, więc otworzył powoli oczy. Oczywiście widok podłogi nie był zbyt interesujący, ale potwierdził jego wcześniejsze założenia o leżeniu na brzuchu. Jego wzrok wrócił do normy, każda plamka i rysa na podłodze była dla niego dobrze widoczna, wystarczająco ostra. Podobnie było ze słuchem, dźwięki nie zlewały się ze sobą i nie miał problemu z lokalizacją ich źródła. Ołówkowy rysik nadal wędrował po kartce, będąc jedynym dla niego dowodem na to, że nie był sam. Miał pewne obawy, czuł kolejny spadek kontroli, ponieważ nie wiedział, z kim ma do czynienia i czego może się spodziewać. Jeżeli była to Aigo albo Eika, natychmiast zawołałyby Morisakiego. Russell bądź Kuroba zaczęliby mówić i to by wystarczyło, aby wysłać cierpliwość mutanta pierwszą rakietą na Księżyc. Midori na pewno przywitałaby go ciepłym słowem i być może wyjaśniła to i owo, zapytała o samopoczucie czy po prostu zrobiła coś miłego. Istniała jeszcze opcja, że przesiadująca z nim osoba nie byłą mu znana na tyle, by mógł przewidzieć jej zachowanie. Na przykład taki grubas Kiwa był dla Donatella wciąż wystarczającą zagadką, aby zaskoczyć żółwia. Gad nie wiedział nic o poznanym wcześniej blondynie o nazwisku Mayers czy jakimś Tokugawie, czy Harrisonie. - Halo? - wyszeptał niepewnie. Rysik przestał szurać po papierze, a lekkie pukniecie wskazywało na to, że ołówek został odłożony bądź rzucony na stolik. Niewiadomy gość wstał z krzesła i podszedł bliżej łóżka. Zachowanie tej osoby nie dawało Donatellowi żadnej pewnej odpowiedzi, a raczej sugerowało pojawienie się w jego ciężkim od jakiegoś czasu życiu następnej nowej twarzy. W jego polu widzenia pojawiły się dwie niewielkich rozmiarów stopy, odziane w białe skarpetki. Po wielkości i kształcie gad wnioskował, że towarzyszyła mu dorosła kobieta, ale nie były to Eika czy Aigo, nie była to też Midori. Kobieta kucnęła przy jego głowie i położyła dłoń na jego skroni, głaszcząc delikatnie. Mutant spanikował lekko, czyżby trafiła mu się kolejna fanatyczka?! - Gomen, ale nie umiem mówić zbyt dobrze po angielsku - odezwał się anielski głos kobiety, z trudem wypowiadając słowa. - Ty znasz trochę mój język, prawda? - spytała. - Tylko trochę - odparł. - Kim jesteś? Nie odpowiedziała od razu, kontynuując lekki i nawet przyjemny dotyk. Jej dłoń drżała lekko, jakby obawiała się go dotykać, a była przy tym tak delikatna, jak gdyby miała do czynienia z niewielkim zwierzątkiem bądź bardzo kruchym materiałem. - Widzieliśmy się tylko raz - powiedziała szeptem. - To było kilka sekund, a mimo to twój widok utkwił w mojej głowie na prawie miesiąc, aż do teraz. Mimo intensywnego rozważania, nie był w stanie sobie przypomnieć spotkania z tą kobietą. Nie rozpoznawał jej głosu, jej zachowanie nie kierowało go na żaden trop. - Byłam przerażona, chociaż kiedy teraz o tym myślę, byłeś jeszcze bardziej przerażony, niż ja - kontynuowała. - Biedne stworzenie, z wrażenia aż zbiłam talerz... Wtedy sobie przypomniał! W kuchni zastał młodą kobietę. Nie miała ona na sobie kitla, na widok mutanta jej usta otwarły się, a z jej rąk wypadł talerz, który akurat wycierała szmatką. - Ty byłaś tam wtedy, w kuchni - zaczął powoli. - Nie jesteś naukowcem, nie jesteś jak oni. Ty tu mieszkasz i zajmujesz się domem. Jesteś matką Kyoko i żoną tego psychola. Jesteś Morisaki. Kobieta westchnęła ciężko, najwyraźniej rozumiała sporo z angielskiego, a jedynie posługiwanie się nim sprawiało jej problemy. Jej ręka wciąż krążyła po jego głowie, choć mimo swej delikatności nagle wydała się o wiele cięższa. - Hai - przyznała wreszcie. - Nazywam się Morisaki Kasumi, jestem żoną Morisaki Akutarō i matką Morisaki Kyoko. Donatello zmarszczył brwi, czując się winny jej tonu głosu. Brzmiała, jakby było jej wstyd za to, kim jest, a przecież nie mógł jej winić. Jednak jego oskarżający i zaniepokojony ton głosu wpłynął na nią bardzo mocno. Była emocjonalną osobą, wyczuwał od niej dobre intencje. - Proszę, nie smuć się - powiedział szybko, nawet nie zwracając uwagi, czy rzeczywiście wymówił to prawidłowo. - Wakaranai! - zaprotestowała, po czym wzięła głęboki wdech i postanowiła przestawić się na angielski. - Akutarō był świetnym mężem i wspaniałym ojcem. Kochał Kyoko ponad wszystko. Ale... Myślę, że pogubił się gdzieś po drodze... - Każdy może się pogubić w życiu. Nie wiedział, jak pocieszyć tę uroczą Japonkę. Nie miał zamiaru usprawiedliwiać tego, co robi jej mąż, jednak wyrzucanie z siebie całego gniewu w jej obecności na pewno by jej nie pomogło. Przez następne minuty oboje wzdychali głośno, pochłonięci własnymi myślami. - Jak ci na imię? - Donatello. - Piękne imię. Proszę, mów mi Kasumi. - Czy mogłabyś zdjąć mi maskę? - Hmm? - Maska. Przeszkadza mi mówić. Kasumi zacisnęła dłoń na plastikowej masce, drugą pociągnęła za gumkę, przyciskającą maskę do pyska Donatella, i ostrożnie zsunęła ją z głowy mutanta. Gad poczuł się o wiele lepiej, lecz nadal nie był w stanie poruszać resztą ciała. - Akutarō nie wie, że tu jestem - powiedziała cicho kobieta. - Powinnam już iść. - Zaczekaj, nie zostawiaj mnie, proszę. To było bardzo dziecinne, ale nie żałował tych słów. W Kasumi było coś, dzięki czemu czuł się bezpieczny, trochę jakby była przy nim jego rodzina i przyjaciele. Nie mógł zobaczyć jej zatroskanej twarzy, zmarszczonego czoła i smutnego uśmiechu. Nie poczuł też, kiedy chwyciła go za rękę i ścisnęła ją lekko. - Muszę iść, ale wrócę. Obiecuję. Kilka cichych kroków, dźwięk klamki, został sam. Wszystkowidzące oczy kamer nie przegapiły momentu, w którym gad odzyskał czucie w kończynach i częściowo w reszcie ciała. Najpierw zaczął poruszać palcami u rąk i stóp, potem odzyskał kontrolę aż do łokci i kolan, następnie całe kończyny oddały mu się we władzę. Ulga trwała krótko, ponieważ po kończynach zaczęła odzywać się reszta ciała. Pierwsze ukłucie bólu pojawiło się w odcinku piersiowym kręgosłupa, było niewielkie, ale rosło szybko i przenosiło się coraz niżej, aż dotarło do nasady ogona. Starał się znieść ból dzielnie, jednak to, co stało się z jego karapaksem go przerosło. Świadomość tego, co się stało, uderzyła go mocniej niż pięść Huna kiedykolwiek. Ból fizyczny zmieszał się z bólem emocjonalnym, a po jego pysku spłynęły pierwsze gorące łzy. Nie był pewien, czy na jego szczęście, czy nieszczęście, ale do pokoju weszło kilka osób. Ktoś przetarł mu ramię mokrą watą, a potem słodka morfina została wpuszczona do jego krwiobiegu. Dawka była mniejsza, niż poprzednie, ale sprawiła, że ból stał się bardziej znośny. - Miejmy nadzieję, że to tylko ból pooperacyjny, a nie powikłania - mruknął Morisaki, siadając na taborecie przy łóżku. - Witaj z powrotem w świecie żywych, Donatello. Żółw zacisnął zęby, powoli odwracając głowę w stronę szalonego doktorka. Sam ruch nie powodował u niego bólu głowy ani szyi, jednak nerwy w niższych partiach kręgosłupa dawały o sobie znać. - Zapewne domyśliłeś się już, że nadeszło "w swoim czasie" i że jesteś już po "już" - parsknął śmiechem mężczyzna, na co mutant odpowiedział mu jedynie warknięciem. - Musisz nam wybaczyć ból, ale powoli kończą nam się środki przeciwbólowe. Zużyliśmy prawie cały zapas na obie operacje i musimy oszczędzać. Nie sądzę jednak, żeby starczyło nam morfiny do końca projektu. - Po prostu załatw więcej - wycedził przez zaciśnięte zęby Donatello. Bardzo chciał dokopać słownie swojemu oprawcy, ale powstrzymał go śmieszny dźwięk, dochodzący z jego brzucha. - Ugh... - Słyszę, że jesteś głodny. Nie dziwię ci się, operacja trwała kilka godzin, zaczęła się przed jedenastą rano, a mamy... - Doktor spojrzał na zegar. - ...prawie ósmą rano następnego dnia. Nie jadł od ponad trzydziestu sześciu godzin! Nic dziwnego, że kiszki mu marsza grały. - Morisaki-san. - Rozmowę przerwała Midori, która stanęła w drzwiach z folderem w rękach. - Harrison-san prosi o pilną konsultację. - Dobrze, już do niego idę. Porozmawiaj z pacjentem. Eika za chwilę przyniesie mu coś do zjedzenia. Mężczyzna ustąpił Midori miejsca na taborecie i stoickim krokiem opuścił pokój. Za nim pospieszyła Eika, prawdopodobnie odpowiedzialna za wcześniejsze podanie mutantowi morfiny. Profesor Yuiragi rozsiadła się wygodnie i położyła dokumenty na stolik. Jej wzrok był podniesiony i sięgał poza obecne pole widzenia Donatella. Żółw wywnioskował, że nie są sami. - Jak się czujesz, Donatello? - spytała spokojnie, kładąc mu delikatnie dłoń na ramieniu. - A jak myślisz? - odpowiedział, krzywiąc nieco twarz. - Musi cię bardzo boleć, ale niestety zostało nam już tylko kilka dawek znieczulających i nic nie zapowiada, aby ktoś dbał o kolejną dostawę - powiedziała z widocznym żalem. - W skali od jeden do dziesięciu, jak bardzo cię boli po podaniu morfiny? - Dziesięć - bąknął cicho, starając się panować nad emocjami. Midori była podobna do Kasumi, równie miła i troskliwa, nie zadawała mu pytań dla suchej wiedzy i raportu, naprawdę przejmowała się jego stanem. To sprawiało, że chciało mu się płakać. Chciał płakać jak dziecko i przytulić się do niej. Chciał, żeby ona go przytuliła, pocieszyła, jak robił to Splinter, kiedy on i jego bracia byli jeszcze małymi żółwikami. Chciał móc płakać i nie czuć się z tym źle, nie czuć się słabym, gorszym, przegranym. Chciał zamknąć oczy i poczuć czułość i miłość, żeby wyobrazić sobie, że wcale go tu nie ma. Oczami wyobraźni byłby w Nowym Yorku, w swoim domu, razem z braćmi i Splinterem, którzy w złej sytuacji potrafiliby go pocieszyć i sprawić, że czułby się lepiej. Niestety, rzeczywistość była inna. W rzeczywistości leżał w białym pokoju, odcięty od świata, sparaliżowany bólem i częściowo strachem, z dala od rodziny i przyjaciół, otoczony szaleńcami, którzy nie znali litości, nie mieli serca, nie wiedzieli, czym była empatia, a jedyne osoby, które przejmowały się jego losem, miały związane ręce i nie były w stanie mu pomóc. To była jego rzeczywistość. - Csiii... - Midori wyjęła z kieszeni chustkę i przetarła nią łzy. - Nie płacz, Donatello. Jesteś silny i bardzo dzielny. Jej słowa niewiele zdziałały, zresztą ona sama nie była przekonana o ich słuszności. Pomogła wytrzeć mutantowi twarz i poklepała go lekko po łokciu, po czym jej wzrok powędrował do innej osoby. - Myślę, że możemy poczekać z oględzinami do południa - odezwał się męski głos. Gad rozpoznał po barwie i akcencie, że był to Mayers, blondyn, którego nie miał jeszcze okazji bliżej poznać. - Też tak uważam. - Midori kiwnęła głową. - Donatello powinien najpierw coś zjeść i odpocząć. Przy oględzinach nie może się stresować, bo to tylko utrudni pracę nam wszystkim. Doktor Mayers opuścił biały pokój, wymijając się w drzwiach z Eiką. Na tacy, którą niosła kobieta, znajdowało się coś, czego piękny zapach rozniósł się po pomieszczeniu. Trudno było nie zauważyć, że zespół pracujący nad projektem starał się grać tych dobrych i wynagrodzić mu mękę operacyjną nie tylko wybornym śniadaniem, ale również cudownym obiadem. Jeżeli myśleli, że wybaczy im winy, to ich niedoczekanie. Poza wizytą na śniadanie i wizytą na obiad, mutant nie musiał znosić obecności ludzi aż do wczesnego wieczora. Donatello nawet nie trudził się myśleniem w czasie wolnym, nie miał na to siły ani motywacji. Poza tym ból w plecach był zbyt intensywny, aby pozwolić mu skupić się na czymkolwiek. Starał się nie reagować, kiedy Morisaki, Yuiragi, Kiwa i Mayers weszli do pokoju i bez słowa zaczęli zdejmować z niego bandaże. Nie spieszyli się z zadaniem, najwidoczniej potrzeba było spokojnej i delikatnej ręki, aby przez przypadek czegoś nie uszkodzić. A skoro o uszkodzeniach mowa, gad przypomniał sobie, że miał zapytać a maskę, którą wcześniej założono mu na pysk. Gdzieś z tyłu głowy siedziało mu przeczucie, że podczas operacji mogło dojść "niechcący" do uszkodzeń w jego układzie oddechowym. - Wygląda bardzo dobrze - stwierdził krótko doktor Kiwa. - Żebra i kręgi są w dobrym położeniu, podobnie łopatki. - Mięśnie i skóra będą potrzebowały więcej czasu na zagojenie i regenerację, niż w przypadku pierwszej operacji - mruknęła Midori. - Kształt kości i części chrzęstnych nie mógł wypaść lepiej. Jeżeli chodzi o warstwy tłuszczu, mięśni i skórę, niecałe dwa tygodnie powinny wystarczyć do zagojenia - powiedział doktor Mayers. - Dwa tygodnie to jednak sporo czasu. - Morisaki podrapał się po brodzie. - Trudno, będziemy mieli niewielki poślizg, ale to nic. Skrócimy czas na rehabilitację, będzie intensywniejsza, niż w założeniach, ale co to dla niego. - Włókna nerwowe szybko przyzwyczają się do bólu jeszcze na długo, zanim faktycznie zaniknie. Nie sądzę więc, żeby ból był dobrą wymówką. - Informacja warta zapamiętania. Dziękuję wam, możecie odejść. Ponownie Donatello został sam na sam z Morisakim. Mutant był zbyt zmęczony, żeby okazywać swoją nienawiść czy stawiać opór słowny. Właściwie to nawet nie miał siły rozmawiać na jakikolwiek temat, nieważne, kim byłby rozmówca. - Domyślam się, że już wiesz, na czym polegała ta operacja, Donatello? - Taa - westchnął ciężko, wpatrując się w podłogę. - Nie chcę teraz z nikim rozmawiać. - To naturalne, jesteś zmęczony i obolały. Możesz iść spać, nie będziemy cię więcej dzisiaj męczyć. Możesz też poprosić najpierw o kolację, jeśli jesteś głodny. - Nie. - Jak chcesz. Za tydzień powinniśmy rozpocząć pracę nad twoim nowym ciałem. Kiedy za Morisakim zamknęły się drzwi, w białym pokoju panowała cisza. Tylko raz po raz spokój przerywał ledwo słyszalny szloch. Pierwsze cztery dni po operacji Donatello spędził w tej samej pozycji. Karmienie go było trudne i problematyczne, źle się czuł, leżąc ciągle na brzuchu, leki przeciwbólowe przestawały działać lub kończyły się zapasy, a załatwianie potrzeb fizjologicznych znów odbywało się za pośrednictwem cewników. Kiedy więc piątego dnia przyszedł znienawidzony William Russell i powiedział pacjentowi, że jego pozycja zostanie zmieniona, żółw dziękował niebiosom i prawdopodobnie jedyny raz w życiu cieszył się z obecności Kanadyjczyka w pokoju. Wraz z Russellem w odwiedziny od rana przyszedł oczywiście Kuroba, były także Eika i Midori, jednak stały nieco z tyłu w całym zamieszaniu. Duet specjalistów od mózgu miał przeprowadzić z Donatellem kolejny nudny wywiad, zadaniem obu pań była jedynie asysta w przeniesieniu gada do innej pozycji na łóżku. - Mamy dla ciebie także złą wiadomość - odezwał się Kuroba. - Już się boję - zadrwił słabo Donatello. Od poprzedniego dnia wrócił mu smętny i wkurzony humor. - Skończyły nam się środki przeciwbólowe. Nie mamy morfiny, ani nawet zwykłych tabletek. - I tak te wasze leki był guzik warte przez ostatnie kilka dni. - Donatello. - Midori podeszła do łóżka, postanowiwszy przejąć na chwilę pałeczkę. - Oszczędzaliśmy ostatnią dawkę morfiny właśnie na teraz. Twoje plecy nie są jeszcze do końca gotowe na czynne działanie, dlatego za chwilę otrzymasz środek. Dzięki temu będzie ci łatwiej usiąść. Ja i Eika zmienimy ci opatrunki i przygotujemy łóżko na nową pozycję, aby było ci wygodnie i jak najmniej boleśnie. - Okay... Przez chwilę nic się nie działo, wszyscy czekali, aż Eika przygotuje strzykawkę i poda mutantowi morfinę. Kobieta nie spieszyła się, w końcu chodziło o ostatnią dawkę uśmierzającą ból w całym projekcie. Moment później mruknęła ostrzeżenie pod nosem, przetarła szybko fragment oliwkowozielonej skóry i zatopiła w niej igłę. Może to było dziwne, ale Donatello natychmiast poczuł się pewniej. Eika odsunęła się i dołączyła do Midori. - Kiedy poczujesz się lepiej, spróbuj podeprzeć się na rękach lub łokciach - podpowiedziała starsza kobieta. Żółw niepewnie zgiął ręce w łokciach i podniósł delikatnie. Ból w barkach był niewielki, ale wystarczający, aby dał się zauważyć. Zwiększał się nieznacznie wraz z podnoszeniem łokci, aż do momentu, kiedy Donatello był w stanie podeprzeć się dłońmi o pościel. Następnie wziął głęboki oddech i dźwignął się na rękach, sycząc lekko przez ból, który rozniósł się na niższe partie pleców. Gad starał się jak najmniej wyginać tułów, co było niewykonalne. - Bardzo dobrze, nie spiesz się, na dzisiaj nie mamy wielkich planów, masz czas. - Spróbuj wstać do pozycji klęczącej, Donatello - zasugerowała Midori, przyglądając się bandażom na plecach mutanta. Nie były zakrwawione, co dobrze świadczyło o procesie gojenia. - Świetnie ci idzie. Jej to łatwo było powiedzieć, nie miała pojęcia, jak bardzo Donatello chciał w tamtej chwili stracić przytomność. Ból rozrywał mu mięśnie i to dosłownie. Nie tylko mięśnie, ale słyszał, a przede wszystkim czuł, jak kości uderzają o siebie i ścierają się wzajemnie, a nieprzyjemne strzykanie w nowym kręgosłupie wzmagało u niego chęć zwymiotowania. Ale udało się. Po kilku bardzo bolesnych próbach mutant przeniósł się do pozycji podpartej na dłoniach i kolanach, sapiąc głośno. Z twarzy kapała mu mieszanka potu i łez, kończyny drżały z wysiłku i koncentracji, ogon miał podwinięty i kręciło mu się nieco w głowie. - Donatello, teraz zmienimy ci opatrunki, dobrze? - zapytała Midori, kładąc swoją niewielką dłoń na jego ogromnej łapie. - Okay - odparł z trudem. Działanie morfiny nieco osłabiło wrażliwość na ból. Donatello nie wyobrażał sobie odklejania całej gazy i bandaży z niewygojonych tkanek. Gaza nie powinna tak kleić się do ran, a jednak czuł, jak kobiety zrywały cały opatrunek z niego. Robiły to co prawda powoli i ostrożnie, jednak nie obyło się bez lekkich uszkodzeń. Sama Midori aż syknęła, kiedy zobaczyła odchodzącą od mięśni skórę. - Dobrze, zróbmy to szybko, żeby nie doszło do więcej niepotrzebnych komplikacji. Nałożenie nowych opatrunków nie zajęło dużo czasu, a okazały się one bardzo przyjemne, ponieważ w pewnym stopniu koiły ból. Obie panie powoli kończyły, natomiast pacjent nie mógł już dłużej utrzymać się na wyprostowanych ramionach i zniżył przednią część ciała, opierając się na łokciach. - I gotowe, jak nowo narodzony - powiedziała wesoło Midori, próbując poprawić żółwiowi humor. - Teraz poproszę cię, abyś przewrócił się na plecy i usiadł na chwilę, a my przygotujemy dla ciebie optymalne oparcie. Staraj się jak najmniej poruszać mięśniami pleców dla własnego bezpieczeństwa i komfortu. - Spróbuję - mruknął trochę pewniej. Zaskakująco szybko odnalazł się w sytuacji, głównie dzięki koncentracji. Nowy opatrunek pozwalał mu na większe skupienie, ponieważ nie myślał ciągle o bólu. - Świetnie sobie radzisz. - Profesor Yuiragi poklepała go lekko po ramieniu. - Możemy was teraz zostawić samych. - Poczekaj! Proszę. - O co chodzi, Donatello? - Po pierwszej operacji doktor Morisaki odwiedził mnie w towarzystwie Aigo. Dlaczego teraz jej nie było? - Och, bratanica doktora biernie przyglądała się twojej operacji z bliska i nie ma potrzeby zadręczania cię. - Ach, no tak... - Osobiście uważam, że bardzo dobrze się stało. W jej obecności twoje samopoczucie drastycznie spada. - Midori puściła mu oczko i odwróciła się w stronę wyjścia. - Eika, wychodzimy. - Hai. Donatello przełknął głośno ślinę, przenosząc wzrok z drzwi na Russella i Kurobę. Ostatnio częściej widywał tego drugiego i, o dziwo, nie był aż tak denerwujący, co jego kanadyjski przełożony. Nie aż tak. Kiedy obaj byli obecni, niewiele potrzeba było, aby podnieść mutantowi ciśnienie. - Spokojnie, Donatello. Musisz wypoczywać, zatem nie zajmiemy ci sporo czasu. - Russell uśmiechnął się i rozsiadł wygodnie na taborecie. - Jesteś po swojej drugiej operacji, a więc krótki wywiad psychologiczny jest konieczny. Naprawdę nie miał siły się z nimi męczyć, nie chciało mu się nawet droczyć, jak zazwyczaj. Kiwnął lekko głową, ponieważ w pewnym sensie zgadzał się z koniecznością przeprowadzenia wywiadu w takiej sytuacji. Nie oznaczało to oczywiście, że podobał mu się ten pomysł jako pacjentowi. - Przechodzisz długą i ciężką drogę. Najpierw odebraliśmy ci przedni pancerz, następnie tylny. To ogromna zmiana fizyczna i psychiczna dla kogoś takiego jak ty. Osobiście porównałbym to do odebrania wieloletniemu rycerzowi zbroi i kazania udać się nagim na bitwę. Opowiedz nam o swoich odczuciach. - Hmm... - westchnął nostalgicznie, próbując zebrać myśli. - Powiem tak. Swoje już przeryczałem, największe emocje opadły. Jak nie patrzeć, zostałem dotkliwie okaleczony. Uważam, że to, co ze mną robicie, nie ma sensu, jest bezcelowe, do niczego nie prowadzi, a część z was to zwykli sadyści. To sprawia, że jest mi tak cholernie przykro, bo moje cierpienie nie służy niczemu tak naprawdę. I nie przestanę tak myśleć nigdy, to będzie mój motyw przewodni na resztę mojego nędznego życia, które spędzę tutaj, pod stałą kontrolą, jak skatowane zwierzątko, ku uciesze grupki ludzi bez ani krztyny miłosierdzia. - Chyba po raz pierwszy się tak otworzyłeś przed nami - skomentował cicho Kuroba. - To dobrze, im więcej wiemy o twoich odczuciach, tym lepiej będziemy w stanie próbować poprawić twoją sytuację mentalną. - Próbować to bardzo dobre określenie - odparł Donatello. - Nie macie prawa być pewni, że się wam uda. Ja uważam, że nie uda wam się nigdy odwrócić tego, co zrobiliście. - Wypełniamy swoje obowiązki najlepiej, jak potrafimy. Wiele osób tak robi i rzeczywiście, nie zawsze przynosi to oczekiwane efekty. Jednak to nie powód, aby rezygnować - powiedział stanowczo Russell i obaj panowie przewrócili strony w swoich folderach. - Odczuwasz ogromny ból i wiesz, że w dalszych etapach, jakiekolwiek by nie były, nie będziemy w stanie zmniejszyć bólu, jeżeli się pojawi. Jak się z tym czujesz? - Przede wszystkim przez brak dostępu do informacji nie mam nawet jak nastawić się na to psychicznie, a chyba jako pracownicy takiej, a nie innej gałęzi medycyny wiecie doskonale, że sama wiedza bardzo by mi pomogła. - Gad uniósł lekko brwi, usiłując czegoś dowieść. - W rzeczy samej, nie masz pojęcia, co cię czeka i czy będzie związane z bólem, a jeśli, to w jakim stopniu. - Kuroba kiwnął głową. - My nie możemy udzielać ci informacji, ale jako twoi terapeuci możemy wyjść z pewnymi inicjatywami wyżej. - Myślę, że jeżeli przeprowadzimy ten wywiad porządnie, Akira i ja zbierzemy wystarczającą ilość danych i dowodów, aby być w stanie wywalczyć dla ciebie przywilej, o który tak zabiegasz. Mutant zmarszczył czoło, spoglądając nieco podejrzliwie na obu mężczyzn. Czy to mogła być kolejna podpucha? Mało prawdopodobne, bo niby gdzie miał być ten haczyk? Z drugiej strony, idąc bardzo okrężną i zmyślną drogą, może Russell coś mu załatwi i będzie liczył na większe zaufanie. Niezły pomysł, ale jakie benefity otrzymałby ten szaleniec z zaufania Donatella? Trudno było powiedzieć, czy duo coś knuje, czy szczerze przedstawia mu dostępne opcje. Jedno było pewne, chcieli w ten sposób nakłonić go do szczerszych wyznań. Początkowo nie był do tego skory, ale w sumie nie miał nic do stracenia. Zawsze mógł skłamać albo nieco nagiąć prawdę. Nie musiał przecież wyjawiać im wszystkich sekretów, miał jedynie powiedzieć, jak bardzo źle się tu czuje i co najbardziej go przytłacza. - Więc jak będzie? Utniemy sobie dłuższą pogawędkę, Donatello? Po przemyśleniach, które trwały naprawdę bardzo długo, bo ponad dobę, Donatello wciąż miał wątpliwości, czy dobrze postąpił, trzymając Russella i Kurobę w skupieniu przez tyle czasu. Można powiedzieć, że dręczyły go wyrzuty sumienia, bądź coś w tym rodzaju. Nastoletni gad bił się z myślami, a czas na gojenie dobiegał końca. Wiedział o tym nie tylko dlatego, że Morisaki zwyczajnie mu powiedział o tygodniu leżenia, ale również ze względu na dwa inne czynniki. Pierwszy: wyraźnie wyczuwalne zmiany w plecach, świadczące o szybkim gojeniu. Drugi: zwykłe przeczucie. Zegar wskazywał na późne popołudnie, a pod drzwiami stała Kyoko. Nie było innej opcji, nie dało się jej przegapić. Kiedy zezwalano jej podejść do drzwi, robiła hałas, jak to każde małe dziecko, kiedy czegoś chce. Taka sytuacja zdarzała się wcześniej, ale tego dnia przeczucie trzymało Donatella w przekonaniu, że tym razem drzwi się otworzą i rozwydrzona dziewczynka będzie mogła go zobaczyć. Gad parsknął lekko śmiechem, spoglądając na zegar. Tak się wesoło złożyło, że ten dzień był początkiem listopada, jednego z najmniej lubianych miesięcy żółwia. Miesiąc jesiennej chandry, smutku, smętnej atmosfery. O tak, to małe trzyletnie paskudztwo idealnie wpasowałoby się w opis listopada. Co prawda, mutant nie interesował się nigdy, jak wyglądał listopad w Japonii, ale nie miało to znaczenia. - Kyo-chan, bądź cierpliwą księżniczką - odezwał się za drzwiami Morisaki. Pacjent przewrócił oczami, marszcząc pysk z obrzydzenia. Udało im się, bardzo szybko sprawili, że zaczął wyrażać negatywne uczucia względem niewinnej dziewczynki. Chwila niezadowolenia nie trwała długo, ponieważ, cóż, skoro spełniają się sny, to i koszmar czasem spełnić się musi. Drzwi otworzyły się, z cichym skrzypnięciem, powoli, niczym z filmu grozy, jedynie biały motyw nie pasował. Do środka wszedł Morisaki, z dłońmi splecionymi za plecami. Szedł powoli, majestatycznie, bez cienia wahania. Na jego twarzy gościł niewielki uśmiech i gdyby Donatello nie zdążył się na nim poznać, uznałby go za naprawdę w porządku gościa. Mężczyzna podszedł do łóżka i spojrzał prosto na niego. - Witaj, Donatello. Widzę, że czujesz się coraz lepiej, być może zaczyna ci się nawet trochę nudzić. Ale nie obawiaj się, oto jestem i mam dla ciebie niespodziankę. - Japończyk rzucił spojrzenie na drzwi. - Przyprowadziłem gości. W drzwiach stała Kasumi, trzymająca Kyoko na rękach. Pierwsze spojrzenie gada padło właśnie na małą dziewczynkę, którą jego umysł traktował jako zagrożenie, w odróżnieniu od jej matki. Dziewczynka nie była w stanie swobodnie się poruszać, więc przeniósł wzrok na kobietę, aby przyjrzeć jej się dokładniej. Kasumi była niską kobietą, niższą od Aigo, ale wyższą od Eiki. Jej włosy były proste i krótko ścięte, sięgały jej brody. Oczy miała dość duże, ale nie przesadnie wypukłe, koloru bursztynu. Była raczej wątłej budowy, ubranie wisiało na jej sylwetce, aczkolwiek nie wydawała się być chorobliwie chuda. Na jej twarzy rysowało się współczucie, kobieta była wyraźnie niezadowolona tym, co dzieje się w jej domu. Jako niezwykle empatyczna osoba nie mogła zrozumieć ani pogodzić się z pracą swojego męża, ale nie miała na tyle siły woli, żeby czynnie wyjść mu na przeciw. Co więcej, obawiała się o swoją córeczkę, która została w bardzo łatwy sposób zmanipulowana przez ojca, kuzynkę i innych pracowników, biorących udział w projekcie. Kasumi weszła powoli do pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Kyoko wierciła się w jej ramionach, wyciągają tłuste rączki w stronę mutanta z ekscytacją w oczach. Morisaki pochylił się nad Donatellem. - Masz się zachowywać, albo zrobi się nieprzyjemnie. Rozumiemy się? - warknął cicho. - Mimo chęci nie mam sił życiowych - odparł żółw. - Poza tym, mam powód, aby dzisiaj wyjątkowo nie wybuchać - dodał, pozwalając sobie na lekki i tajemniczy uśmiech. - Ciekawe. - Morisaki uśmiechnął się, rad z wieści o współpracy. - Spokojnie, Kyo-chan - szepnęła dziewczynce do ucha Kasumi. - Donatello jest teraz trochę chory i nie możemy mu zbytnio przeszkadzać. - Ryū! - pisnęła Kyoko. - Podejdźcie bliżej, nic nam nie grozi - zapewnił Morisaki, robiąc miejsce dla swojej żony i córki. - Ryū - powtórzyła już ciszej dziewczynka, nieco zapowietrzona. Dla niej mutant był jak jakieś dzieło sztuki, w które mogła wpatrywać się godzinami i nie mieć dość. - Jak się czujesz, Donatello? - spytała cicho Kasumi. - Bywało lepiej - odpowiedział krótko, nie chcąc wchodzić z nią w zbytnią interakcję. Jeżeli Morisaki jakimś cudem nie wiedział o ich rozmowie, lepiej było nie naprowadzać go na ten trop. - Mama, ja chcę Ryū - pisnęła Kyoko. - Nie teraz, księżniczko - mruknął Morisaki, głaszcząc córkę po głowie. - Musisz być cierpliwa. Dzisiaj możesz zobaczyć, jak bardzo się zmienił. Mężczyzna przeniósł wzrok na Donatella, wskazując dyskretnie ruchem gałek ocznych na Kyoko. Mutant obiecał się zachowywać, więc nie miał wyjścia. Zmienił pozycję na półsiedzącą i podniósł rękę w stronę dziewczynki, pozostając neutralny na twarzy. Ta z ekscytacją objęła jego gruby palec swoimi rączkami. - Ryū miły - powiedziała. - Bardzo - odparł pasywnie. - No dobrze, Kyo-chan, wystarczy odwiedzin. - Dlaczego? - jęknęła mała Japonka. - Tatuś i Ryū muszą razem popracować. Nie martw się, księżniczko, będziesz widywała Ryū coraz częściej. - Tak! - Pożegnaj się grzecznie. - Pa pa Ryū! - Pa - burknął Donatello. - Zdrowiej szybko, Donatello - dodała od siebie Kasumi. Kobieta pospiesznie opuściła pomieszczenie i zamknęła drzwi. Mutant ponownie przeniósł wzrok na Morisakiego. Japończyk zdawał się być zadowolony z przebiegu spotkania. - Moje gratulacje, Donatello - powiedział z pewną nutką dumy w głosie. - Oficjalnie zakończyliśmy fazę pierwszą naszego projektu. - Gdzie tort i konfetti? - zapytał sarkastycznie żółw. - Widzę, że humor do ciebie wraca. Nawet dobrze, zaczęło nam brakować twoich śmiesznych uwag. Zanim przejdziemy do fazy drugiej czeka nas długa rehabilitacja i ćwiczenia z pomocą pokoju wielofunkcyjnego. - Wybacz mi śmiałość, ale ile faz zakłada projekt? - Trzy, druga faza będzie najdłuższa i najwięcej się w niej wydarzy. Rehabilitację zaczynamy od jutra. Lepiej nie bądź zbytnim optymistą. Czeka cię cały miesiąc przyzwyczajania do nowego ciała. Gdyby Donatello miał uszy, na pewno by mu opadły z wrażenia.
Zasoby
CRYSTALS painting (tutorial) by LuuPetitek
Shouto and a Kitty  LINES by Marvolo-san
FREE Little Flower Coloring Page by szynszyla-stokrotka
FREE Witcheress and Wolf Coloring Page by szynszyla-stokrotka
Journale i ogloszenia
In the Eye of Silence exhibition by DawidZdobylak
Konkursy i Projekty grupowe
Ja czy Ja ? / Me or Me ? by JS-Nietoperz
ARCHIWUM
Caroline by Casadriss
Hej,

jak już było parę razy w ogłoszeniach wspominane - poszukuję kogoś, komu chciałoby się wpaść na dA i skontrolować zgłoszenia częściej niż mi. Bo tak się składa, że z całej administracji zostałam tylko ja - i cóż mogę rzec... Doba nie jest z gumy i tak dalej i tak dalej.

Tak że przepraszam za obsuwy w przyjmowaniu prac (które ostatnio chyba przekraczają normy) i zapraszam chętnych do skrobnięcia notki przez grupę.


Edit: temat już nieaktualny; bardzo dziękuję AnAspieInPoland oraz PajeczarkaSpidery; mam nadzieję, że współpraca będzie się ładnie układała, a grupa na tym tylko zyska! :)


Pozdrawiamy

:iconpolishartists:
More Journal Entries

Affiliates

:icondraikoyislandrp::iconpolskiroleplayludowy::iconkaiju-nova::iconlast-adventure::iconreignofwolves::iconinne-uniwersum::iconpolishhistory::iconlong-haired-men::iconprojektdelta::iconmirelis-rpg::iconpolska-malowana::iconarchitectural-dreams::iconrpgworld::iconkrollew::iconanime-is-my-life-pl:

Deviants

Comments


Add a Comment:
 
:iconafflation:
Afflation Featured By Owner Jun 27, 2021   Digital Artist
Coś tak cicho tutaj :(
Reply
:iconmsm44:
MSM44 Featured By Owner Nov 9, 2019  Hobbyist
Witam dołączyłem do grupy. Specjalizuje się w erotyce. Zapraszam na mój profil i blog. Liczę na polubienia i komentarze
Reply
:iconarcherblack:
ArcherBlack Featured By Owner Sep 3, 2019  Hobbyist General Artist
Czy ta grupa jest jeszcze aktywna?
Reply
(3 Replies)
Add a Comment: