i
literature

...i Nicol - Rozdz. 31

2
2
0
56 Views|1 Today
Rozdział 31 – Wszystko się kiedyś kończy

    Dylan Milington właśnie szedł ze swoją dziewczyną za rękę.
    - Milly, mam dla ciebie niespodziankę... - zaczął.

    - Ja, Dylan i Michael, - mówił Buford, siedząc w salonie wraz z Nicol trzymającą córkę na rękach.

    - postanowiliśmy zorganizować dla was, - opowiadał Michael siedząc wraz z Izabelą w ich ulubionej kafejce.

    - wyjazd, - mówił wciąż Dylan.

    - na wakacje, - kontynuował Buford.

    - na Florydę! - wykrzykną Michael.

    Milly spojrzała na Dylana z wytrzeszczonymi oczami.

    - Co to Floryda? - spytała Nicol, próbując jakoś zabrać Emily rękę, tak aby córka przestała ciągnąć ją za włosy. Starała się zrobić to jak tylko najdelikatniej potrafiła, tak aby nie wywołać płaczu u Emily.

    - Naprawdę? - spytała zaskoczona, ale także uszczęśliwiona Izabela i rzuciła się Michaelowi na szyję.

    - Przekonasz się, jak tylko zgodzisz się pojechać. - odparł zagadkowo Buford.
    - A co z Emily?
    - Zostawimy ją z moją matką. Na pewno się zgodzi.

    Stephanie Winner stanęła przed domem swojego przyjaciela z dzieciństwa - Djanga Browna. Spędzali niegdyś ze sobą bardzo dużo czasu. Django był jedynym chłopakiem, przed którym Steph była gotowa wyjawić wszystkie swoje sekrety. Stephanie też była Djangowi bliska. Pomimo tego, że Steph wstąpiła do cheerleaderek i stała się jedną z tak zwanych "popularsów", a Django należał do dość przeciętnego towarzystwa - ich przyjaźń nie umarła.
    Steph już od dawna myślała nad wyjazdem. Już od jakiegoś czasu zbierała pieniądze na studia poza miastem. Była ambitna. Teraz udało jej się osiągnąć cel. Tak więc przyszła się pożegnać.
    Steph zadzwoniła do drzwi. Otworzyła jej pani Brown.
    Steph i Django mieszkali niedaleko siebie, tak więc w dzieciństwie często się odwiedzali.
    Pani Brown wciąż pamiętała Stephanie jako tę małą dziewczynkę, z którą jej syn bawił się w dzieciństwie. Z uśmiechem zasprosiła ją do środka.
    Steph zadowolona ruszyła w stronę pokoju Djanga. Bez pukania otworzyła drzwi. Zastała go rozmawiającego z jakąś dziewczyną. Była to Adyson Sweetwater.
    Steph znała Adyson. Steph była liderką zastępu ogników 46485. Tymczasem Adyson należała do konkurencyjnego zastępu 46231.
    Zastęp 46485: Stephanie Winner (liderka), Klarisa Windy (najlepsza przyjaciółka Steph, ta co razem z nią jest w zespole cherleaderk), Paulin Heller (ta co na meczu amerykańskiego footballa, siedziała Fineaszowi na kolanach), Natalie Middleton (najlepsza przyjaciółka Pauli), Jesie, Briget.
    Zastęp 46231: Izabela Garcia-Shapiro (literka), Milly (przyjaciółka Izabeli), Adyson Sweetwater, Greta (dziewczyna Ferba), Katie (dziewczyna Irvinga) i Holly.
    Dwa najlepsze swego czasu zastępy ogników. Zawsze ze sobą konkurowały. W corocznej bitwie zastępów, zastęp Steph zawsze pokonywał zastęp Izy. Z początku było to powodem nienawiści wśród dziewczyn, potem ta nienawiść nieco zmalała. Jednakże dziewczynki z zastępu 46485 zaczęły znów nienawidzić Stephanie, kiedy tylko dowiedziały się od Izabeli, że ta konkuruje z Gretą o serce Ferba. Zastępowa solidarność nakazywała nienawidzić Stephanie, tak więc Adyson jej nienawidziła. A teraz tę nienawiść spotengował fakt, że Steph zna jej chłopaka. Adyson nie miała o tym pojęcia. Wiedziała, że Steph stanowiła poważną konkurencję dla Grety. Bała się, że może i dla niej stać się konkurentką.
    - Cześć. - powiedziała Steph. Kiedy zobaczyła Adyson, zatrzymała się w progu.
    - Hej. - odparła Adyson wymuszając uśmiech.
    - Steph, cześć! - wykrzyknął Django. - Wejdź, wejdź! - Adyson spojrzała na jego twarz. Był naprawdę zadowolony widząc Stephanie. Cieszył się na jej widok, nawet bardziej niż na widok swojej dziewczyny. A przynajmniej Adyson się tak wydawało. - Adyson, poznaj moją najlepszą przyjaciółkę, Steph. Steph, poznaj Adyson, moją dziewczynę.
    - Już się znamy. - odparła Steph. - Obie byłyśmy w ognikach.
    - To świetnie! - powiedział Django. - Przyniosę coś do picia. - po tych słowach wyszedł z pokoju, zostawiając dziewczyny same.
    Adyson spojrzała na Stephanie z nienawiścią. Blondynka tylko uniosła do góry brwi, na widok jej miny.
    - Czego tu szukasz? - spytała Adyson.
    - Co to za pytanie? - odparła Steph. - Przyszłam dowiedzić mojego najlepszego przyjaciela.
    - To mój chłopak.
    - I co z tego?
    - I nie życzę sobie żebyś do niego przychodziła.
    - A co mnie to obchodzi? To mój przyjaciel. Będę go odwiedzać, kiedy tylko zechcę.
    - Nie waż się do niego zbliżać!
    - Bo co? Boisz się, że go odbiję? Jakaś ty zaborcza. Postępuj tak dalej, a Django rzuci cię tak jak Fineasz Izę.
    - Tak się składa, że ona z nim zerwała.
    - A dlaczego? Bo ją zdradzał? A dlaczego? Bo była zaborcza! Ciebie też to spotka, jak będziesz próbować sama dobierać Djangowi przyjaciół. On i ja znamy się od dawna. Nigdy nawet nie przeszło mi przez głowę, żeby z nim chodzić. Ale uważaj. Jeśli się dowiem, że Django, nie jest z tobą szczęśliwy, to ci go obiję i dam mu szczęście na jakie zasługuje!  To mój dobry przyjaciel, znam go od małego i wiem jaki on jest. Wiem, że byłabym przy nim szczęśliwa i że tworzylibyśmy idealną parę. Dlatego, jak tylko się dowiem, że Django źle się przy tobie czuje, wykorzystam okazję. Zrobiłabym to wcześniej, ale wiem, że Django jest z tobą szczęśliwy. Jestem jego przyjaciółką i nie zamierzam niszczyć jego szczęścia. - powiedziała Steph. Adyson zdziwiły te słowa. Wtedy wrócił Django. Postawił trzy szklanki i sok na biurku.
    - Django, - zaczęła Steph. - ja wpadłam tylko na chwilę.
    - Dlaczego?
    - Chciałam się pożegnać.
    - Jak to?
    - Wyjeżdżam za miasto, na studia.
    Adyson, słysząc to, odetchnęła z nie skrywaną ulgą. Steph nie była dla niej konkurentką. Ona faktycznie była tylko dobrą przyjaciółką Django. I najwyraźniej nie zamierzała zabiegać o jego względy. No chyba, że ten zerwie z Adyson.
    Sweetwater tak się zamyśliła, że w ogóle nie słuchała rozmowy swojego chłopaka ze Steph. "Obudziła się", dopiero kiedy Steph powiedziała:
    - Pa, Adyson! - po czym zwróciła się do Djanga, cmoknęła go w policzek i powiedziała: - Pa, Django.
    Adyson nie była już zazdrosna o ten całus. To był pocałunek przyjaźni.
    - Pa. - odparła.
    - Żegnaj, Steph. - dodał Django.


    Izabela rzuciła Bufordowi butem w twarz. Ten zaczął się jedynie śmiać wniebogłosy.
    Jechali samochodem Michaela. Samochód był duży i luksusowy. Mieściło się w nim sześć osób. Na dwóch pierwszych siedzeniach siedzieli Michael, który prowadził oraz Dylan. Za nimi siedziały Izabela i Milly. Dwa ostatnie siedzenia zajmował Buford z Nicol.
    Bufordowi nie przeszkadzało to, że siedzi na tyle z babami. Wręcz przeciwnie - był zachwycony, że otacza go tyle ładnych dziewczyn. Grali w rozbieranego pokera. A konkretnie on, Milly i Izabela. Nicol się przyglądała, gdyż twierdziła, że nie zna tej gry.
    Buford miał jakiś wrodzony talent do tej gry, bo co kolejkę jego przeciwniczki były zmuszone ściągnąć z siebie jakąś część odzieży. On zaś nie musiał tego robić ani razu. Właśnie dlatego wywołał taką zawiść u Izabeli. Teraz ona przegrała i musiała pozbyć się z siebie czegoś. Niestety była już w samych majtkach i staniku. Na całe szczęście, nie zdejmowała wcześniej butów, na wszelki wypadek, gdyby musiała się wycofać z gry.
    Buford kazał jej ściągać stanik, lecz ona miała jeszcze buty na nogach. Właśnie wtedy pełna nienawiści rzuciła mu butem w twarz.
    Co ciekawe Nicola wcale nie reagowała na te zaczepki rzucane przez Buforda do jej przyjaciółek. Chociaż nie... Właściwie to reagowała. A jej jedyną reakcją było śmianie się wniebogłosy.
    - Kareta. - powiedział Buford i wyłożył karty.
    - Nie! - krzyknęła Milly.
    - Dosyć tego! To niemożliwe, żebyś ciągle wygrywał! - powiedziała Izabela.
    - Chyba się teraz nie wycofasz? - spytał Buford.
    - Buford, daj spokój naszym dziewczynom. - powiedział Michael.
    - No właśnie. - dodał Dylan. - A ty Nicol, może byś mu coś powiedziała?
    - Dobra. - odparła Nicol wciąż chichocząc. - Buford kup mi popcorn na następnym przystanku.
    - Dobrze. - odparł Buford. - Tylko rozbiorę twoje koleżanki do naga.
    - Nicol! - krzyknęła Iza z miną typu "weź coś zrób".
    - Co? - odparła Nicol. - To jest zabawne.
   - Nie przeszkadza ci to, że twój chłopak chce nas rozebrać? - spytała Milly.
    - Ani trochę.
    - Jest na to tylko jedno wyjaśnienie. - powiedziała Iza i rzuciła się na Buforda z Nicolą.
    - Izka, co ty robisz? - roześmiała się Nicol.
    Po chwili Izabela odsunęła się od nich pokazując Milly drugą talię kart, identyczną jak ta, którą grali.
    - Kantowaliście! - wykrzyknęła Milly tonem takim jakby odkryła Amerykę.
    Buford i Nicola roześmiali się.
    - Brawo Sherloku. - odparł Buford.
    - Nicol, mówiłaś, że nie umiesz grać w pokera. - powiedział Michael.
    - Żartujesz? Poker to klasyk! Na mojej asteroidzie grali w to codziennie.
    - Na twojej asteroidzie?
    - E, tam. - Nicol machnęła ręką. - Stare dzieje.
    - To co robimy? - spytał Buford.
    - Gramy w rozbieranego tysiąca! - wykrzyknęła Iza. - Jestem totalną niezaprzeczalną mistrzynią tysiąca!
    - Izabelo. - zaczęła Milly. - Ale nie da się grać w ROZBIERANEGO tysiąca...

    Młoda Winner stanęła przed domem. Już pożegnała się z jej najlepszym przyjacielem z dzieciństwa - Django. Teraz przyszedł czas, by pożegnać się z kimś, kto odgrywał równie ważną rolę w jej życiu. Była to jej pierwsza miłość, pierwszy chłopak, z którym się całowała - Ferb Flercher.
    Stephanie odetchnęła głęboko i weszła do ogródka. Nie była jakaś poddenerwowana. Nigdy się nie stresowała w jego obecności, nawet gdy zabiegała o jego względy. Teraz Stephanie nie wiedziała czy Ferb jest dla niej nawet przyjacielem. Nie było pomiędzy nimi nienawiści. Po prostu Steph dorosła, a uczucie, którym go żywiła, umarło. Jednakże wspomnienia zostały. Nawet jeśli Steph nie zależało na Ferbie, postanowiła się z nim spotkać, zanim wyjedzie na studia.
    - Hej, Ferb. - przywitała się. Zielonowłosy właśnie siedział pod drzewem i czytał książkę. Jak tylko usłyszał jej głos, podniósł głowę. Nie odpowiedział nic. Przyglądał się jej w milczeniu.
    "Boże, jaka ona piękna." - pomyślał. Faktycznie, Steph nie tylko zmieniła się z charakteru, ale także wypiękniała. Zawsze była ładna, ale teraz stała się naprawdę atrakcyjna. Ostatni raz rozmawiali ze sobą chyba po słynnym meczu, na którym Ferb był maskotką. Zanim odbył się mecz, Steph i Ferb spotkali się u niej w domu, by przećwiczyć układ taneczny. Ferb wtedy zauważył zmiany w zachowaniu Stephanie. Nie kokietowała go, nie próbowała uwieść, była chłodna i obojętna, a nawet uderzyła go w twarz! Zmieniła się. Bardzo się zmieniła.
    Kiedyś była całkiem inna. Narzucała się Ferbowi, a mu się to nie podobało. Widać po niej było, że lubi kiedy wszystko idzie po jej myśli. Ferb uważał, że związek powinien opierać się na wzajemnym zaufaniu, tak żeby partner był twoim najlepszym przyjacielem. Aby można było mu powierzyć swoje sekrety, by mógł cię pocieszyć i pomóc w każdej chwili. Taka była Greta. Ferb czuł, że mógłby powiedzieć jej wszystko. Był gotów zawsze jej pomóc. Przy Stephanie nie czuł się taki wyluzowany. Mało przy niej mówił. On i blondynka poznali się w tańcu i tylko w tańcu tworzyli zgraną parę.
    Tak przynajmniej Ferbowi się kiedyś zdawało. Ale teraz... Teraz było inaczej. Stephanie dorosła. Nie zachowywała się dziecinnie. Co prawda, wciąż nie znosiła klęsk i porażek. Wciąż lubiła gdy wszystko szło po jej myśli. Ale teraz przy niej Ferb czuł się jakiś spokojniejszy. Lubił jej towarzystwo i potrafił z nią nawiązać poważną rozmowę. Nie była dziecinną paniusią, jak kiedyś, która tylko potrafiła trzepotać rzęsami i robić słodkie oczka. Była inna. Poważniejsza, mądrzejsza... Doroślejsza.
    "Kocham ją." - stwierdził ze zdumieniem Ferb i mimo silnych starań, nie potrafił pozbyć się z głowy tej myśli.
    - Ferb, - zaczęła. - przyszłam się pożegnać. Przyszłam do ciebie, patrząc na to co nas kiedyś łączyło... Cokolwiek to było... Wiem, że nigdy cię nie interesowałam, ale ty byłeś moją pierwszą miłością. - Steph nigdy nie bała się wyrażać swoich uczuć, nie miała przed tym żadnych oporów. - Dlatego właśnie postanowiłam wpaść i się pożegnać.
    Ferb wstał i podszedł do Stephanie.
    - Co się dzieje? Dlaczego chcesz się pożegnać?
    - Wyjeżdżam za miasto, poza Okręg Trzech Stanów.
    - Stephanie, błagam, nie wyjeżdżaj. - powiedział i delikatnie złapał ją za tył głowy, przyciągną do siebie i pocałował.
    Pech chciał, że właśnie do Ferba szła jego dziewczyna - Greta. Dziewczyna nie widziała tego, że Ferb pocałował Stephanie. Zobaczyła ich sam pocałunek. Jednak to wystarczyło by zawróciła i pobiegła do domu ze łzami w oczach.
    Właśnie w tym momencie, Steph odepchnęła Ferba od siebie i uderzyła go w twarz. Może i była mądrzejsza, piękniejsza i doroślejsza. Może nie narzucała się chłopakom jak kiedyś. Ale wciąż była silna i niezależna. No i miała wybuchowy charakter.
    - Co ty sobie myślisz?! - wykrzyknęła. - Przyszłam się pożegnać, a nie całować! Za późno Ferb! Kiedyś mi na tobie zależało, dlatego do ciebie przyszłam. Ale nie całuj mnie, bo ja już nic do ciebie nie czuję. - powiedziała, po czym odsunęła się od niego i dodała: - Żegnaj, Ferb. - po tych słowach opuściła ogródek.
    Zielonowłosy patrzył zawiedziony jak odchodzi.
    "Kocham ją, naprawdę ją kocham." - pomyślał. Ale już było za późno. Zdecydowanie na późno. Ferb pierwszy raz w życiu żałował, że związał się z Gretą.

    Steph poczuła wibrację w telefonie. Wyjęła go z kieszeni i odebrała.
    - Heja, Steph! - odezwał się głos w telefonie.
    - Klarisa? Właśnie miałam do ciebie iść.
    - To przyjdź do harcówki. - odparła Windy i się rozłączyła.
    Kiedy zastęp ogników 46485 jeszcze istniał, dziewczyny miały swoją harcówkę w piwnicy jednego z wieżowców. Piwnica należała do rodziców Jesie. Potrafiły spędzać tam całe noce. Z tym miejscem wiąże się wiele wyjątkowych wspomnień. Dlaczego Klarisa kazała jej tam przyjść? Po rozwiązaniu zastępu, dziewczynki zabrały stamtąd wszystkie swoje rzeczy i nigdy więcej tam nie wracały. Teraz nagle Klarisa chce się tam spotkać.
    Steph stanęła naprzeciwko dobrze jej znanego wieżowca. Nawet po rozwiązaniu zastępu, często tu bywała, kiedy odwiedzała Jesie. Jednak dawno już nie schodziła do piwnicy. Już zapomniała jak te schody wyglądają. Jednak gdy zeszła do podziemi szybko wszystko sobie przypomniała. Wszystkie niesamowite wspomnienia z dzieciństwa wróciły. Steph wstąpiła do ogników tylko ze względu na chęć zdrowej rywalizacji, ale zyskała coś o wiele więcej. Przyjaźń i wspaniałe wspomnienia.
    Teraz kiedy szła podziemnym korytarzem, wszystko wydawało się jej takie małe. Głowa sięgała jej prawie do sufitu. Z perspektywy dziecka wyglądało to całkiem inaczej. Ostatni raz Steph była tutaj kiedy miała 11 lat. Teraz ma ich 17.
    W końcu Winner dostrzegła znajome drzwi. Drzwi do ich piwnicy, do ich harcówki. Były pomazane, przez nie, sprayem, a na środku tego dzieła widniał wielki napis "HARCÓWKA 46485". Ach jakie one były dumne, kiedy to namalowały. Teraz dla Steph wyglądało to jak bohomaz. Ciekawe czy Klarisa też miała takie wrażenie jak tu przyszła?
    Stephanie otworzyła drzwi do środka. Zapaliła światło. Całe to pomieszczenie też wydawało jej się mniejsze niż kiedyś. Nie było już ich rzeczy. Na środku pokoju stał stolik z różnymi przysmakami, zapewne zrobionymi przez Natalię. Steph miała tylko nadzieję, że nie znajdzie w rosole żadnych much. Nati gotowała wyśmienicie, ale lubiła dodawać do swoich specjałów różne "niezbędne dodatki". Wokoło stolika stały jej przyjaciółki z zastępu: Klarisa, Natalie, Jesie, Paulin, Briget. Wszystkie krzyczały:
    - Niespodzianka!
    Dziewczyny wszystkie na raz podeszły do niej ją uściskać.
    - Od kiedy jesteś taka skromniutka? - spytała Paulin z zadziornym uśmieszkiem. - Chciałaś wyjechać na studia bez żadnego przyjęcia pożegnalnego?
    W oczach Steph pojawiły się łzy szczęścia.
    - Dziękuję wam, dziewczyny. - powiedziała. - Nigdy nie znajdę lepszych przyjaciółek.
Recommended Literature
D
Do You Believe? ~ Six (Jack Frost x Reader)
Long eyelashes fluttered delicately over (e/c) orbs filled with the dreary effects of sleep and bewilderment. With a light yawn that escaped dry lips, you sat up, the thick fur blankets that covered your torso slipping down and crumpling at your waist as you took in your surroundings. You were laying upon a large cushioned sofa in a large room with the scent of mulled wine and cranberries filling the air. From were you sat, you could see the large windows looking out on the beautiful snow filled scene on the wall straight ahead of you. To your right was a roaring fire beneath a mantel piece decorated with holly and tinsel, and in front of th
R
RomanoxReader
  You storm out of France's home, pissed off,"No, France. That's it! We're done!" You had been dating France for awhile, but knowing him, he tried making you do things you didn't want to.  France stood at the doorframe, looking at you in the dark,"Mon amour, please?"  You turned at him with anger in your eyes,"Just keep the hell away from me!" You look away, looking up at the sky, holding your tears,"We're done!" With that, you run away from the scene.                                     --__________--  You walked through the town with your hands in your coat pockets and your face completly red. You couldn't believe you even thought o
D
Do You Believe? (Jack Frost x Reader)
Tick Tock. Tick Tock. Tick Tock. (e/c) eyes glanced up at the clock, eyelids fluttering and a yawn sounding from lightly glossed lips. A dainty hand with a few old scars across it reached up to brush a few strands of rebellious (h/c) hair. You waited, your impatient nature getting the better of you, causing you to fidget in your seat and tap your pencil. 'Come on…' You think, watching the clock intently, another yawn escaping your lips before finally— The bell rang for the end of lesson. Chairs scraped against the floor as your peers lunged for the door, but their dreams of escape were cut short as your teacher called out and clapped her
.:SPIS ROZDZIAŁÓW:.
___

PnF characters by Disney
Paulin, Natalie by :iconfunnyfranky:
Nicole, Stephanie, Klarisa, Michael, Dylan and story by ME
Enjoy ;P
Recommended Literature
D
Do You Believe? ~ Six (Jack Frost x Reader)
Long eyelashes fluttered delicately over (e/c) orbs filled with the dreary effects of sleep and bewilderment. With a light yawn that escaped dry lips, you sat up, the thick fur blankets that covered your torso slipping down and crumpling at your waist as you took in your surroundings. You were laying upon a large cushioned sofa in a large room with the scent of mulled wine and cranberries filling the air. From were you sat, you could see the large windows looking out on the beautiful snow filled scene on the wall straight ahead of you. To your right was a roaring fire beneath a mantel piece decorated with holly and tinsel, and in front of th
R
RomanoxReader
  You storm out of France's home, pissed off,"No, France. That's it! We're done!" You had been dating France for awhile, but knowing him, he tried making you do things you didn't want to.  France stood at the doorframe, looking at you in the dark,"Mon amour, please?"  You turned at him with anger in your eyes,"Just keep the hell away from me!" You look away, looking up at the sky, holding your tears,"We're done!" With that, you run away from the scene.                                     --__________--  You walked through the town with your hands in your coat pockets and your face completly red. You couldn't believe you even thought o
D
Do You Believe? (Jack Frost x Reader)
Tick Tock. Tick Tock. Tick Tock. (e/c) eyes glanced up at the clock, eyelids fluttering and a yawn sounding from lightly glossed lips. A dainty hand with a few old scars across it reached up to brush a few strands of rebellious (h/c) hair. You waited, your impatient nature getting the better of you, causing you to fidget in your seat and tap your pencil. 'Come on…' You think, watching the clock intently, another yawn escaping your lips before finally— The bell rang for the end of lesson. Chairs scraped against the floor as your peers lunged for the door, but their dreams of escape were cut short as your teacher called out and clapped her
anonymous's avatar
Join the community to add your comment. Already a deviant? Sign In
Comments (2)
Martiz2000's avatar
W sumie szkoda, że Adyson i Stephanie czują do siebie taką niechęć. No, ale to w końcu solidarność wobec zastępów i przyjaciół
I w sumie nie mam z tego powodu co winić Adyson za to, że uważała Stephanie za zagrożenie (nawet, jeśli nim nie była jeszcze przed tym jej oświadczeniem o możliwości zostania dziewczyną Django)

Co do rozbieranego pokera - nie znam żadnej innej dziewczyny, która mogłaby w taki sposób zareagować na taką grę między jej chłopakiem a innymi dziewczynami. Nawet, jak wiedziała, że to na żarty

Ferb, wiem, że podoba ci się Stephanie, ale nie musisz jej od razu całować...
...jeszcze dokładnie w momencie, w którym idzie do ciebie twoja dziewczyna...

W ogóle, to spodobał mi się opis uczuć, które towarzyszyły Stephanie podczas wchodzenia do siedziby jej zastępu
I skoro już jestem przy tym temacie, to słodkie ze strony dziewczyn, że urządziły jej taką niespodziankę Meow :3

Sorki, jeśli komentarz brzmi jakoś sztywno czy coś, ale chciałam to skomentować po przeczytaniu do końca, a jest już po północy, więc po prostu jestem trochę zbyt zmęczona
Reply  ·  
PaulinaKP's avatar
PaulinaKP|Hobbyist General Artist
W sumie nigdy nie planowałam jakiejś przyjaźni pomiędzy dziewczynami z zastępu Izy i Steph xD Steph to w ogóle miała być bezwzględnie czarnym charakterem ;p Ale w sumie dobrze, że rozbudowałam jej charakter ;p

Będę tłumaczyć zachowanie Nicol tym, że jest z przyszłości xD

Ferb coraz bardziej przypomina tego z opowiadania Franki. Chyba trochę źle to zrobiłam...

Dziękuję, ślicznie :3

Komentarz nie brzmi sztywno ;p
Reply  ·  
© 2019 DeviantArt
All Rights reserved