Shop Forum More Submit  Join Login
About Digital Art / Hobbyist Marcin CieślaMale/Poland Recent Activity
Deviant for 7 Years
Needs Core Membership
Statistics 92 Deviations 611 Comments 25,334 Pageviews
×

Favourites

Battle Angel Alita Rework Tutorial Final Render by sakimichan Battle Angel Alita Rework Tutorial Final Render :iconsakimichan:sakimichan 7,647 142 Moana by sakimichan Moana :iconsakimichan:sakimichan 24,133 609 Marie by Remely Marie :iconremely:Remely 18 0 AbductionMid by stahlber AbductionMid :iconstahlber:stahlber 2,582 162 Aloy by Juligan Aloy :iconjuligan:Juligan 37 12 Maddie Ziegler by mccabie86 Maddie Ziegler :iconmccabie86:mccabie86 12 0 Scarlet Poison by AlexandraVBach Scarlet Poison :iconalexandravbach:AlexandraVBach 1,740 127 God of War by PatrickBrown God of War :iconpatrickbrown:PatrickBrown 4,313 150 Vanjajagnic by JoAsLiN by JoAsLiN Vanjajagnic by JoAsLiN :iconjoaslin:JoAsLiN 100 6 2B by KwnBlack 2B :iconkwnblack:KwnBlack 52 11 Night Night by mimeem Night Night :iconmimeem:mimeem 8 0 Little Medusa by spacejunq-returned Little Medusa :iconspacejunq-returned:spacejunq-returned 141 8 Nomatosigues by JoAsLiN Nomatosigues :iconjoaslin:JoAsLiN 60 13 HARLEY (You Don't Own Me) by JOSERODMOTA HARLEY (You Don't Own Me) :iconjoserodmota:JOSERODMOTA 320 26 Toxic by joifish
Mature content
Toxic :iconjoifish:joifish 148 3
Muffet and her pet by wo262 Muffet and her pet :iconwo262:wo262 99 12

deviantID

Mortusk's Profile Picture
Mortusk
Marcin Cieśla
Artist | Hobbyist | Digital Art
Poland

Activity


Hamari concept art
(PL)
No i przyszedł czas na zabranie się za drugą postać do mojej krótkiej animacji. Na razie tylko prosty szkic, później oczywiście pojawią się próbne rendery z twarzą i całym ciałem. Ale na wszystko przyjdzie czas, najpierw muszę w ogóle tę postać zrobić w 3D zanim będzie co pokazać.

(ENG)
And time has come for a second character for my short animation project. For now it's only a sketch, but obviously later I'll upload some test renders with face and rest of the body. But time will come for everything. First I have to make a 3D model of her.
Loading...
Nanami full body
(PL)
No i w końcu jest pełna wersja tej postaci. Tego tutaj nie widać, ale najwięcej czasu zajęło mi walczenie z elementami sterowanymi przez fizykę. Teraz czas zabrać się za drugą postać.
Zbliżenie na buźkę: www.deviantart.com/mortusk/art…

(ENG)
And there is a final version of this character. It cannot be seen here, but struggling with physics simulations took me the biggest amount of time. Now it's time to start working on second character.
Close up on face: www.deviantart.com/mortusk/art…

Used software: Blender (Cycles), Substance Painter 2, Zbrush
Loading...
     Cisza. Przenikliwa ciemność i niepokojąca cisza były wszędzie dookoła. Nie...  cisza to chyba za dużo powiedziane. W końcu mimo wszystko gdzieś w oddali można było usłyszeć rozchodzące się szerokim, choć ledwo słyszalnym echem szczekanie psa. Tutaj było to ledwo słyszalne, ale sąsiedzi tego nocnego krzykacza na pewno dostawali szewskiej pasji z każdą kolejną sekundą jego koncertu. Gdzieś indziej jakiś samochód, których o tej godzinie nie jeździło już zbyt dużo, dawał o sobie znać swoim charakterystycznym, choć nieco stłumionym dźwiękiem pracującego silnika. Przede mną, w oddali byli chyba jacyś ludzie, trudno powiedzieć. Miałam wrażenie, że słychać tam było jakąś rozmowę, ale nie zwracałam na to większej uwagi. Rozsądek podpowiadał mi, że nie powinnam była się tym interesować. I nie interesowałam się. Tak czy inaczej cała ta symfonia nieśmiałych dźwięków tworzyła jednolity, ledwo słyszalny szum podkreślający niepewność unoszącą się w powietrzu. O tej godzinie każdy majaczący na horyzoncie kształt, każdy wylewający się z najdrobniejszego choćby wgłębienia w ścianie cień jest wrogiem. Niczemu nie można ufać. Szłam więc przed siebie, w głowie mając jedynie myśl, by jak najszybciej znaleźć się w domu. Wejść do mieszkania, zamknąć za sobą drzwi odcinając się tym samym od całego zewnętrznego świata, od wszystkich problemów. Potem zrzucić z siebie bluzę, prawdopodobnie ciskając ją gdzieś niedbale w kąt i udać się do pomieszczenia na wprost. Pociągnąć za klamkę i ujrzeć ten wspaniały widok - łóżko. Tak, zdecydowanie tylko o tym marzyłam w tamtym momencie - o odpoczynku. Trudno zresztą, żeby było inaczej po całym tym długim dniu. W końcu kto normalny wraca o takiej godzinie do domu? Oprócz mnie, rzecz jasna. Ciałem co prawda wciąż byłam jeszcze w mieście, na chodniku, ale mój umysł już wydawał się czekać na mnie w domu. Zabawne, ale idąc tak samotnie człowiek zaczyna się zastanawiać nad różnymi, dziwnymi rzeczami, na które zazwyczaj nie zwraca uwagi. Misternie zaplanowałam już każdy krok, od progu, przez korytarz, aż po wtulenie się w poduszkę i oddanie się w objęcia błogiego snu. Tak, jakby ten plan był mi do czegokolwiek potrzebny... Przecież koniec końców i tak pewnie bym o nim zapomniała w momencie przekroczenia progu mojego mieszkania. Zawsze tak było. Ale nie panowałam nad tym. W tej wszechobecnej ciszy myśli same napływały mi do głowy. Jakby dryfowały gdzieś w otaczającej mnie przestrzeni, ukrywając się przed najdrobniejszymi skrawkami światła i gdy tylko nadarzy się okazja, niepostrzeżenie wkradały sie do mojej głowy, dając tym samym znać o swoim istnieniu. Widocznie podświadomie wolałam zająć czymś czas, niż zastanawiać się nad tym, co może kryć się w cieniu, w alejce, lub choćby nawet kilka kroków za mną. Tak widocznie było najlepiej.

     Z całego tego transu, jak na pstryknięcie palcami wybił mnie jakiś drobny przedmiot na chodniku, o który się potknęłam. W tym miejscu nie było o nie trudno. Stara, porzucona gazeta, pusta butelka po piwie lub pudełko po papierosach. Ludzie z jakiegoś powodu wyrzucają takie rzeczy gdzie popadnie, a potem jak gdyby nigdy nic o nich zapominają. Jakby po dotknięciu podłoża nagle stawały się częścią otoczenia, wzbogacając swoisty, miejscowy ekosystem. Potem inni ludzie się o nie potykają, ale koniec końców nie wydaje się to być dla nikogo aż tak dużym problemem. Dla mnie było, przynajmniej w tym momencie. Zachwiałam się, ale tylko lekko wybiło mnie to z równowagi. Ot, jeden mniej pewny krok, potem cicho zaklęłam pod nosem i poszłam dalej. Przeszłam może kilka metrów, gdy nagle któraś z błąkających się dookoła myśli ponownie postanowiła zmaterializować się w mojej głowie. Z jakiegoś powodu nagle świetnym pomysłem wydało mi się odwrócenie wzroku za siebie, by ujrzeć na własne oczy co zakłóciło mój spokojny jak dotąd chód. W końcu to nie musiał być żaden walający się śmieć - równie dobrze mogła to być na przykład wystająca, nierówno ułożona płyta chodnikowa. Cokolwiek by to nie było, w tym momencie wydało mi się najważniejszą rzeczą na świecie. Ciekawość, choć w sumie niezbyt uzasadniona nie dałaby mi spokoju, gdybym tego nie sprawdziła. Taka już byłam. Po chwili namysłu, a właściwie pewnie nawet odruchowo - zatrzymałam się więc. Odwróciłam głowę za siebie i skierowałam wzrok w dół. Nic tam nie było. Tak przynajmniej wydawało mi się na pierwszy rzut oka, bo już po chwili, gdy nieco bardziej wytężyłam wzrok, w ciemności zaczął rysować się jakiś niezbyt skomplikowany kształt. Z lekka w kilku miejscach odbijał resztki światła w charakterystyczny, metaliczny sposób. Zainteresowana postanowiłam więc cofnąć się nieco. Trochę dlatego, by lepiej przyjrzeć się znalezisku, a trochę dlatego, by zaspokoić swoją chorą ciekawość. Już po chwili jednak drobny przedmiot zdradził mi swą tożsamość ukazując nieco więcej szczegółów. Na chodniku leżała torebka, prawdopodobnie skórzana, z widocznymi w kilku miejscach metalowymi, połyskującymi zapięciami. Trudno powiedzieć jakiego była koloru. Wtedy mogłabym przysiąc, że była czarna, ale w tym świetle wszystko wydawało się mieć taki kolor, więc równie dobrze mogła być na przykład brązowa. Zresztą, to bez znaczenia. Nieco jednak zastanawiający był fakt, że nie wyglądała na starą, czy poniszczoną. Wszystkie, a przynajmniej większość tego typu przedmiotów zazwyczaj ma na sobie widoczne ślady użytkowania jak drobne zadrapania, czy choćby poprzecierane krawędzie. Z drugiej strony nie jest to zasada. W końcu czasem się zdarza, że z różnych powodów ludzie wyrzucają swoje rzeczy mimo, że są w świetnym stanie. Poza tym taką torebkę mógł po prostu ktoś zgubić. Zresztą, to nie był ani czas, ani miejsce na zastanawianie się nad takimi sprawami. Moja ciekawość została zaspokojona, więc już nic mnie tam dłużej nie trzymało. Postanowiłam dać temu spokój i ruszyć w swoją stronę.

     Sprawnym ruchem dłoni poprawiłam włosy i obróciłam się na pięcie, ponownie kierując się w stronę domu. Moim celem znowu stało się jak najszybsze wyparowanie z tego spowitego ponurym klimatem miejsca i jak najszybsze znalezienie się w swoim przytulnym azylu. Już po kilku krokach czułam, że wracam do swojego poprzedniego rytmu. Bezsensowne myśli wróciły do mnie i już po chwili znowu w głowie planowałam co zrobię, gdy tylko znajdę się u siebie. Znowu obmyślałam ten bezcelowy plan o którym po chwili i tak bym pewnie zapomniała. Coś jednak znowu mi przerwało. Znowu coś zakłóciło mój błogi spokój ducha, którym umilałam sobie czas wypełniając wszędobylską ciszę. Usłyszałam pewien hałas. Niewiele tylko głośniejszy i nieco bardziej sprecyzowany niż pozostałe chaotyczne i ciche dźwięki w tle, ale jednak na tyle wyraźny, by nie można go było nie usłyszeć. Coś jakby otarło się o ścianę, wydało charakterystyczny szmer. Instynktownie obróciłam się w stronę źródła dźwięku, ale nic konkretnego nie zobaczyłam. Moim oczom ukazała się jedynie ciemna alejka, stary kontener na śmieci i kilka rozrzuconych bez ładu worków. Niektóre z nich były rozdarte, w mniejszym lub większym stopniu ukazując swoją zawartość. Pomięte kawałki papieru, plastikowe opakowania, resztki jedzenia - nic szczególnego. Przez chwilę poczułam lekki niepokój, ale szybko wymyśliłam sobie zastępcze uzasadnienie tego dźwięku. Prawdopodobnie jakiś kot postanowił przespacerować się w tym miejscu i niechcący trącił ogonem jakiś przedmiot. W końcu to podobno nocne zwierzęta. No ale cóż, w tej chwili wcale go to nie usprawiedliwiało, wcale nie był lepszy od ujadającego w oddali psa. Mimo wszystko moja chora ciekawość znowu dała o sobie znać. Przez głowę przemknęła mi myśl, by zrobić dwa kroki w tył i szybko rzucić okiem w tamtą stronę. Tak też zrobiłam. Nie miałam zamiaru ani się tam zbliżać, ani jakoś specjalnie przyglądać, choć w innych okolicznościach, albo porze dnia, pewnie bym tak zrobiła. Tym razem jednak chciałam tylko rzucić okiem. Moje oczy skierowały się w dół, ale oprócz teraz już bardziej wyraźnych, lekko naddartych worków na śmieci, nic tam nie było. W sumie to chyba nawet dobrze, bo szczerze mówiąc podświadomie miałam nadzieję niczego tam nie dostrzec. Przez chwilę jeszcze wodziłam wzrokiem, kierując oczy powoli coraz wyżej. Z każdym kolejnym centymetrem alejka zdawała się coraz bardziej zatapiać w mroku. Jak gdyby nie miała końca. Widocznie po drugiej stronie musiała być ściana, w przeciwnym razie na horyzoncie dałoby się zobaczyć lekko chociaż zarysowane kształty budynków, czy stojących na poboczu samochodów. Ale nie tutaj. Tutaj każdy ostatni zagubiony promień światła, jeśli już jakimś cudem się tu znalazł, szybko zostawał wciągnięty w otchłań przejmującej, zimnej ciemności wylewającej się z betonowych ścian. Jakieś lampy co prawda rzucały słabe światło ze strony ulicy, ale ich wysiłek wydawał się być daremny.

     Ponownie usłyszałam szmer. Tym razem nieco mniej wyraźny niż poprzednio. Zdecydowanie mogłam stwierdzić, że swoje źródło miał gdzieś w głębi zacienionej części alejki. Znowu ogarnął mnie niepokój. Szybko stwierdziłam, że nie powinno było mnie tam być, że nie powinnam się była zatrzymywać. Ciekawość co prawda wciąż nie dawała mi spokoju, ale rozsądek wyraźnie podpowiadał, by wycofać się i ruszyć w swoją stronę. Próbując niejako pójść na kompromis - posłuchać jednego i drugiego, niepewnym krokiem zaczęłam się wycofywać, głowę wciąż mając skierowaną w tę samą stronę. W ostatniej chwili coś jednak przykuło moją uwagę. Gdzieś w oddali, w otulającej wszystko ciemności majaczył ledwo widoczny kształt oświetlony resztkami dogorywającego światła. Na pierwszy rzut oka trudno go było w ogóle dostrzec, ale mój wzrok zdążył się już przyzwyczaić do ciemności. Nieśmiało wpatrzyłam się trochę lepiej i tajemniczy kształt powoli zaczął nabierać formy. Przypominał jakby ludzką postać, choć w pierwszej chwili wydało mi się to raczej mało prawdopodobne. Szybko jednak okazało się, że miałam rację. Z każdą kolejną sekundą widoczny w oddali kształt nabierał coraz więcej szczegółów. Po posturze ciała mogłam stwierdzić, że był to mężczyzna. Raczej średniej budowy z krótkimi, niedbale ułożonymi włosami. Trudno jednak było z mojej pozycji ocenić jednoznacznie jak był ubrany. Jego strój zlewał się razem z ciałem w jednolity kształt, więc raczej nie miał na sobie niczego szczególnego. Zwykłe jeansy, jakaś bluza - prawdopodobnie z podwiniętymi rękawami, bo okolice łokci miały specyficzne, pomarszczone kształty. Wyglądało na to, że mnie nie widział, chyba stał do mnie tyłem. Miałam wrażenie, że patrzy na coś, co leżało przed nim, pod nogami. Nie byłam jednak w stanie ocenić, co to takiego mogło być. O ile na jego głowę i tors padały z lekka ostatnie resztki światła, tak nogi stopniowo coraz bardziej stapiały się z podłożem w jednolitą, głęboką czerń. Dolna część alejki była więc dla mnie zupełnie niewidoczna.

     W pewnym momencie mężczyzna się poruszył. Niezbyt szybkim, acz stanowczym i jednolitym ruchem wyciągnął przed siebie rękę kierując ją w tym samym kierunku, w którym miał skierowaną głowę. Chyba coś trzymał, bo przez dosłownie milisekundę miałam wrażenie, że coś błysnęło w jego dłoni. Natychmiast jednak zasłonił ją swoim ciałem. W nowej pozycji, z ręką skierowaną przed siebie stał 2, może 3 sekundy. Nagle, zupełnie niespodziewanie nocną symfonię stłumionych dźwięków gwałtownie i bez ostrzeżenia przerwał głośny trzask zakończony jakimś dużo cichszym od siebie głosem. Było to coś w rodzaju bardzo krótkiego, kobiecego jęku lub pisku. Połączone dźwięki zdawały się mieć wspólne źródło. Natychmiastowo, jako jednolity hałas rozeszły się głośnym echem po okolicy, brzęcząc i odbijając się od ścian, gasnąc jeszcze przez chwilę. W powietrzu dało się wyczuć lekki, ale łatwo rozpoznawalny swąd dymu. Wtedy uświadomiłam sobie, co się stało. Dotarło do mnie, w jak bardzo beznadziejnej sytuacji się znalazłam. Na moich oczach, ten mężczyzna odebrał komuś życie - sądząc po dźwięku, najpewniej strzałem z pistoletu. Nie miałam pojęcia co robić. Wszelkie myśli w jednym momencie zupełnie gdzieś zniknęły. Wszystkie szumy w tle nagle przestały być dla mnie słyszalne. Byłam sama. Jedynie rozsądek ostatkiem sił, gdzieś z tyłu głowy szeptał mi do ucha, by uciekać. Ciało jednak odmówiło posłuszeństwa, nie byłam w stanie nawet drgnąć. Stałam jak sparaliżowana. Mężczyzna schował coś do kieszeni, przez chwilę jeszcze patrzył z głową skierowaną w dół. W końcu jednak powoli zaczął się odwracać. Wiedziałam, że nie mogę tam zostać. W przeciwnym razie z pewnością by mnie zauważył. W nagłym przypływie adrenaliny, zupełnie instynktownie i odruchowo rzuciłam się w stronę najbliższego większego obiektu, jaki tylko był w moim zasięgu. Lekko przykucając schowałam się za metalowym kontenerem, kompletnie nie zwracając uwagi na to, że dookoła mnie było pełno worków na śmieci. Wtedy nie miało to najmniejszego znaczenia. Na domiar złego, chyba lekko zaszurałam butami o beton, co przy panującej dookoła ciszy mogło zdradzić moją obecność. Tak czy inaczej, szybko uświadomiłam sobie, że rozwiązanie to było jedynie doraźne. W końcu z tamtego miejsca nie byłam w stanie zobaczyć co się dzieje, mogłam zdać się tylko na ślepy los. Zdenerwowana i przestraszona skuliłam się, wciskając głowę w kolana, starając wtopić się w otoczenie tak bardzo, jak to tylko było możliwe.

     Gdy tylko przestraszona przylgnęłam do kontenera, z głębi alejki usłyszałam męski głos. Było to coś, co przypominało westchnienie lub zaskoczenie. Wyglądało na to, że mężczyzna mnie usłyszał. Mój szybki uskok okazał się więc bardziej hałaśliwy, niż początkowo podejrzewałam. Na chwilę nastała cisza. Niezręczna, niepewna dla obojga z nas. Czas zdawał się zatrzymać w miejscu. W końcu, po chwili konsternacji echem rozszedł się po alejce spokojny dźwięk stukającego o zimny beton buta. Potem kolejny, niepewny. W końcu, odgłosy kroków zaczęły nabierać jednostajnego, powolnego tempa. Było w nich coś przerażającego. Stawały się coraz głośniejsze. Zdałam sobie sprawę, że ten człowiek idzie w moją stronę, był coraz bliżej. Zupełnie nie miałam pojęcia co robić. Serce zaczęło mi bić coraz szybciej i szybciej, waliło jak oszalałe. Oddech stał się ciężki i głęboki, co tylko działało na moją niekorzyść. Miałam ochotę krzyczeć. Jak małe dziecko, miałam ochotę zasłonić oczy w nadziei, że dzięki temu stanę się niewidzialna. Zasłoniłam jednak usta, by choć trochę się uciszyć, by mój oddech stał się choć odrobinę mniej słyszalny. W dodatku z jakiegoś powodu nagle zaczęła mnie boleć głowa, być może z nerwów. Tak, jakbym wtedy miała nie wystarczająco dużo problemów... Kroki wciąć nie ustawały. Niektóre z nich były wolniejsze od innych, jakby mężczyzna na chwilę przystawał, chcąc się rozejrzeć. Mimo wszystko z każdą sekundą, z każdym uderzeniem podeszwy buta był coraz bliżej. Próbowałam wymyślić jakiś sposób, by się stamtąd wydostać, ale zupełnie nic nie przychodziło mi do głowy. Nie byłam w stanie na chłodno przekalkulować swojej sytuacji, ani nawet logicznie myśleć. Jedynie myśl, by po prostu wyskoczyć i rzucić się do ucieczki, gdzieś tam się przebijała. Jednak to nie byłoby dobre rozwiązanie. Najpewniej szybko zostałabym zauważona.

     W pewnym momencie moje desperackie próby wymyślenia czegokolwiek zostały gwałtownie przerwane kolejnym, nagłym bólem głowy. Był bardzo nieprzyjemny. Krótki, ale intensywny impuls, promieniście rozchodzący się  gdzieś ze środka. Wzdrygnęłam się nieco, poruszając któryś z leżących obok mnie worków na śmieci. Miałam wrażenie, że tak naprawdę poruszył się sam, w ogóle nie czułam że go trąciłam. Z mojego gardła, jako reakcja na gwałtowny ból, wydobył się krótki pisk. Szybko docisnęłam dłoń do ust starając się stłumić swój głos, choć wiedziałam, że było to daremne. Część dźwięku w końcu poszła już w eter. Mężczyzna z pewnością mnie usłyszał. I tak właśnie najpewniej było, bo jego kroki na chwilę ustały. Po chwili jednak ruszył w moją stronę. Tym razem szedł pewnie, dokładnie wiedział gdzie jestem. Wtedy kompletnie zdębiałam. Ostatnie resztki nadziei na to, że nie zostanę znaleziona runęły jak domek z kart. Moja kryjówka w jednym momencie stała się bezużyteczna. Nie mogłam już nic zrobić. Tak ucieczka jak i pozostanie w tamtym miejscu wydawały się równie bezsensowne. Usłyszałam delikatne stuknięcie o kontener. Był tutaj. Wiedziałam, że mnie znalazł...

     W tym momencie, gdy zaczęłam już widzieć cień nieznajomego, po raz kolejny poczułam okropny ból. Tym razem jednak był nie do wytrzymania, coś jakby rozrywało mnie od środka pulsując. Chwyciłam się za głowę i krzyknęłam z całej siły mając wrażenie, że moja czaszka za chwilę zostanie rozsadzona od wewnątrz. W tej samej chwili powietrze dookoła mnie zadrżało. Rozrywający bębenki w uszach, ogłuszający pisk o wysokiej częstotliwości rozszedł się wokoło. Kątem oka dojrzałam tylko lekkie, kuliste zniekształcenie, zakrzywienie powietrza które jednak natychmiastowo zniknęło. Było to coś jakby bańka, fala uderzeniowa. Worki na śmieci i inne drobne przedmioty w jednej chwili znalazły się w powietrzu, odsunęły się ode mnie jakby ktoś nimi cisnął z dużą siłą. Nawet  kontener, za którym dotychczas się chowałam, przesunął się mniej więcej o dobre pół metra. Coś huknęło, uderzyło o ścianę, a trzask rozchodził się głuchym echem jeszcze przez chwilę. Nastała martwa cisza. Ból głowy powoli ustępował. Poczułam coś łaskoczącego, mokrego na ustach. Przetarłam twarz ręką i spojrzałam na nią. Moim oczom ukazała się rozmazana, czerwona plama. Z nosa lała mi się krew. Jednak niczego nie czułam.

     Nastała cisza. Oparta o ścianę siedziałam tak jeszcze przez chwilę zdezorientowana zaistniałą sytuacją. Ostatnie echa pustego dźwięku rozeszły się już zupełnie po okolicy, na moment wzmagając szczekanie psa gdzieś w oddali. Patrzyłam na porozrzucane dookoła siebie worki na śmieci, z których niektóre były doszczętnie rozerwane, a ich zawartość rozrzucona bezładnie w pobliżu. Patrzyłam na przesunięty, lekko wgnieciony od mojej strony kontener, który wyglądał jakby coś w niego uderzyło z dużą siłą. Obok dostrzegłam też popękaną ścianę i drobne kawałki tynku leżące na ziemi. Na środku tego wszystkiego - ja, z krwotokiem z nosa siedziałam i nie potrafiłam przetrawić w żaden sposób zaistniałej sytuacji. W pewnym momencie przypomniałam sobie o zbliżającym się do mnie wcześniej mężczyźnie. Teraz jednak już go nie słyszałam. W zasadzie już nic nie było słychać poza stłumionymi odgłosami tła. Rozejrzałam się dookoła, ale z tej pozycji dało się widzieć głównie zatopione w mroku, bliżej niesprecyzowane kształty. Postanowiłam wstać, by mieć lepszy ogląd sytuacji - z jakiegoś powodu już nawet przestałam się bać. Jedną ręką oparłam się o zimną, betonową ścianę i chwiejnym, niepewnym i powolnym ruchem zebrałam się z podłoża. Trochę zakręciło mi się w głowie, więc jeszcze przez moment stałam tak oparta, ale w końcu udało mi się stanąć prosto na nogach. Czułam, że krew leniwie przecieka na moje usta, ale niespecjalnie się tym przejmowałam. Zrobiłam kilka niespiesznych kroków w stronę przeciwległej ściany, gdzie wcześniej usłyszałam dźwięk uderzenia. Spojrzałam przed siebie, lecz jedyne co zobaczyłam to lekko popękany tynk. Skierowałam swój wzrok nieco niżej i wtedy moim oczom ukazał się leżący na ziemi mężczyzna. Najpewniej był nieprzytomny, bo nie reagował na mnie w żadnej sposób ani się nie ruszał, choć oddychał - dało się to poznać po jego klatce piersiowej. Najprawdopodobniej ta dziwna fala uderzeniowa cisnęła nim o ścianę. Przyjrzałam mu się lepiej. Jeansy, bluza z podwiniętymi rękawami, niedbale ułożona fryzura - tak, to musiała być ta sama osoba, którą widziałam wcześniej. Chwilę wodziłam po nim wzrokiem, lecz w końcu zrobiłam dwa kroki wstecz. Obróciłam się w bok - najpierw samym ciałem, bo głowę wciąż miałam skierowaną w stronę leżącego mężczyzny. Gdy w końcu spojrzałam przed siebie, zobaczyłam kiepsko oświetloną, choć mimo wszystko widoczną kobietę. Leżała jakieś 3 metry przede mną, w kałuży odbijającej resztki światła krwi. We wszechogarniającej ciemności lśniąca, czerwona tafla dookoła ciała zdawała się wyraźnie odbijać blask wszystkich gwiazd widocznych na nocnym niebie. Zdecydowanie ten widok najbardziej wyróżniał się z prawie że jednolicie zacienionego tła. Było w tym coś przerażającego, ale jednocześnie niesamowicie hipnotyzującego. Być może byłam zwyczajnie sparaliżowana sytuacją, lub jej abstrakcyjność nie pozwalała mi logicznie myśleć - trudno powiedzieć. Cokolwiek to było, sprawiało, że stałam jak wryta i wpatrywałam się w leżącą przede mną kobietę. Nie potrafiłam oderwać wzroku, nie docierało do mnie, co właściwie widzę. Oczy co prawda mówiły mi jedno, ale umysł nie przyjmował tego do wiadomości.

     Z zadumy wybił mnie dźwięk dochodzący z oddali. Chyba jacyś ludzie, bo zdawało mi się, że słyszę czyjś głos. Widocznie doszedł do nich głośny huk wydobywający się chwilę wcześniej z alejki. Zebrałam w sobie resztki rozsądku i uświadomiłam sobie, że muszę stamtąd zniknąć. Nie chciałam przecież, by ktoś zastał mnie w tym miejscu, biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności. W końcu - nawet gdybym chciała, to i tak nie wiedziałabym jak to wszystko wytłumaczyć. Czym prędzej, pewnym krokiem podeszłam do kontenera, podniosłam swoją torbę i zarzuciłam ją na ramię. Przetarłam nieco nos o rękaw i odgarnęłam włosy na bok. Potem wyszłam z alejki i chodnikiem ruszyłam w stronę domu jak gdyby nigdy nic. Gdzieś tam, za mną dało się po chwili słyszeć jakichś ludzi którzy ostatecznie dotarli na miejsce całego zajścia, jednak starałam się o tym nie myśleć. Nie chciałam mieć z tym już nic wspólnego. Pełno myśli kłębiło się w mojej głowie, która jeszcze trochę mnie bolała. Miałam nadzieję jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu. Zatrzasnąć za sobą drzwi i odciąć się od całego świata.
Cisza
Takie krótkie opowiadanie, które napisałem w zasadzie już rok temu, ale nie byłem pewny, czy powinienem to gdziekolwiek publikować. Dzisiaj przysiadłem chwilę wieczorem, dopisałem końcówkę i postanowiłem to tutaj wrzucić. Pewnie w tym pełno błędów wszelakich, ale z jakiegoś powodu po prostu chciałem to opowiadanie napisać. Miłego czytania.

A, no i jeszcze jedno. Wciąż nie będę jeszcze mówił jak ma na imię, ale dla jasności wspomnę, że dziewczyna z opowiadania to ta sama, co na tym obrazku:  Screaming girl by Mortusk
Loading...
Nanami facial expressions
(PL)
No więc w końcu ta postać doczekała się tutaj swojej wersji w 3D. Model sam w sobie był już właściwie gotowy od dłuższego czasu, ale stwierdziłem, że nie będę go pokazywał w "surowym" stanie. Mimikę mam już prawie skończoną, więc postanowiłem zrobić kilka próbnych renderów pokazujących buźkę. Na resztę ciała też oczywiście przyjdzie czas, gdy będzie już gotowa do animacji.
Dla przypomnienia - link do szkicu 2D:  Nanami concept art v2 by Mortusk

(ENG)
So finally this character has its own 3D version. The model itself was done for a long time, but I decided to not show it here in "raw" state. Facial expression is almost finished so I decided to make some test renders thats shows only face. Obviously time will come for the rest of the body when it will be ready for animation.
Just to remind - here's the 2D sketch:  Nanami concept art v2 by Mortusk
Loading...

Comments


Add a Comment:
 
:icongeckoneon:
GeckoNeon Featured By Owner 1 day ago  Hobbyist Digital Artist
Thank you for the llama,
I was totally blown away with your Nanami character.
The poses and facial expressions are outstanding.
Did you use a rig or shape keys on the face?
Reply
:iconmortusk:
Mortusk Featured By Owner 2 hours ago  Hobbyist Digital Artist
Thank you very much. Glad you like her. Currently I'm working on second character and I hope that she will be no worse than first one.
Bones for deforming on face are used only for eyeballs. Rest of facial expressions was done with shape keys. For me it feels easier and more flexible to work in that way.
Reply
:iconmercipops:
Mercipops Featured By Owner Apr 29, 2019  New Deviant Hobbyist Digital Artist
Thanks for the llama! :D
Reply
:icondecepticon44:
Decepticon44 Featured By Owner Apr 22, 2019
Dzięki za Lamę, sorki że tak po czasie.
Reply
:iconcaptain-husky:
Captain-Husky Featured By Owner Apr 2, 2019  Student Artist
Thank you for the support like 
Fav+fav/ WatchAdded to my devWatch!/ or Llama+ llama emoticon 
Reply
:iconnaryee:
NaryEE Featured By Owner Mar 29, 2019  Hobbyist Digital Artist
♥ Grazie per il lama Hug :happybounce: :happybounce: +fav 
Reply
:iconkaisou2016:
Kaisou2016 Featured By Owner Mar 29, 2019
Thanks for the llama<3
Reply
:icontorutakanuru:
Torutakanuru Featured By Owner Feb 23, 2019  Hobbyist Photographer
Thanks for The Llama!!
Reply
:iconramonawanda:
RamonaWanda Featured By Owner Feb 20, 2019  Hobbyist Traditional Artist
Dziękuję za Llamę :) (Smile) 
Reply
:iconnightstorm-blackkat:
Nightstorm-BlackKat Featured By Owner Feb 20, 2019  Student General Artist
A Llama for a Llama!!
Reply
Add a Comment: