Shop Forum More Submit  Join Login
szanowny Panie E. K.

mrok staje się coraz gęstszy. ostatnie dni grudnia to czas, kiedy wypełnia Nas chaos, niepokój, coś grasuje we krwi, podszepty Zła pełne są obietnic i zapowiedzi. dziś pada śnieg - to w nim znajduje się cała Nasza nadzieja - delikatne, białe okruszki, które mogą zakryć całą szarość, całą złość, cały tłumiony krzyk, utulić go w chłodnej kołderce oczekiwania na nowe życie. ostatnie dni są szare, dawno nie widzieliśmy już słońca, szarość odbija się w Naszych oczach, prawie nie dostrzegamy już tych nieśmiałych przebłysków
światła coraz mniej ma to dla Nas znaczenia.

mrok staje się coraz gęstszy, a Pana tutaj nie ma. z uprzejmością staram się nie odbierać negatywnie tego milczenia, które stanęło pomiędzy Panem a Nami, niczym gęstego, ciemnozielonego pnącza, ale powoli roślina zacieśnia swoje pędy, dociera coraz głębiej, coraz mniej widać co znajduje się po drugiej jej stronie.
a milczenie prowadzi do zapomnienia. tutaj milczy się o wielu Rzeczach - milczymy także o Panu. całe to zamilczenie osiada Nam na wargach, tak, że nie potrafimy wypowiadać już żadnych słów. czasem jedynie pojawia się Pan w snach, jak odwieczna mądrość, czuwająca nad Nami
i nie pozwalająca zakryć się zapomnieniem.

mrok staje się coraz gęstszy, a mieszkanie babci pachnie śmiercią. jasny pokoik, który niegdyś zamieszkany był przez Pana, nigdy nie został posprzątany. babcia zamknęła go przed światem, pozwalając by pamiątki osobiste i przedmioty codziennego użytku [jak Pan sądzi, co w tym momencie stanowi różnicę pomiędzy tymi kategoriami?] pokrywały się kurzem. wszystko wygląda dokładnie
tak samo jak dawniej, jakby nagle postanowił Pan wyjechać, w pośpiechu, nie pakując żadnych najpotrzebniejszych Rzeczy z wyjątkiem tego zniszczonego pisma świętego
i kilku starych fotografii.

mrok staje się coraz gęstszy, a babcia traci rozum i pamięć. nie używa już imion, aby przywołać Nas do siebie, zbyt często właśnie one stawały się wyznacznikami postępującej ciemności wewnątrz. powoli zapomina historie i Nasze twarze. babcia mówi o umieraniu z większą czułością niż o Nas. przestajemy mieć dla Niej znaczenie, jesteśmy Życiem, symbolem trwania, a to w Śmierci odnajduje swoje pocieszenie, ukojenie zamilczanej tęsknoty. dawno nie widziałam jej tak szczęśliwej i spokojnej, jak w chwili, gdy M. przyniosła znów do mieszkania
zapach Choroby.

mrok staje się coraz gęstszy, a tęsknota wydaje się być potłuczonym kieliszkiem wina. początkowo przyniosła ze sobą ból i wściekłość, ogrom emocji, które należało natychmiast dookreślić, skategoryzować i uprzątnąć, zmieść i pochować. jednak wiemy już, że dni nie przestają płynąć, plama na dywanie nie znika - dlatego milczymy o niej, staramy się nie patrzyć w jej stronę, nie boleć. ale gdzieś głęboko we włóknach wciąż czekają odłamki szkła, które ranią głęboko i mocno, a nie sposób przewidzieć ich ataku.
moja babcia jest szczęśliwa, bo patrzy w przyszłość i zapomina. już nie boli, teraz jest jedynie czekaniem na śmierć. moja Mama płacze, bo widzi co jest teraz. zapomniała już o Rzeczach Złych - zostały tylko te dobre, a one przypominają o stracie, z którą nie wie jak sobie radzić. ja wciąż czekam, patrząc nieustannie w przeszłość, staram się na oślep podążać w stronę światła - i to jest moim przekleństwem, moją melancholią. trwanie pomiędzy,
dychotomia mojego małego Serduszka.

mrok staje się coraz gęstszy. zostaje pozbawiony uroku smutek - Pan zrozumiałby to jak nikt inny. brakuje mi rozmów z Panem choć wiem, że zawsze widział Pan we mnie tę małą dziewczynkę z włosami upiętymi w koczek, wielkimi okularami i zbyt ciężką na moje wątłe rączki książką. wśród tych zimnych wieczorów często wyciągam Pańskie notatniki i ukryta przed światem, czytam zapiski Pańskiej duszy. czy tam, gdzie jest Pan teraz, wciąż czuje Pan tak samo? boję się. boli mnie ostatnio Serce, często i mocno. nie chcę tego jednak zmieniać, przypomina mi o Naszej więzi, Naszych sercach nanizianych na tą samą nitkę. wrażliwości, która prowadzi mnie za rączkę,
trzymając mnie mocno, jak niegdyś Pan.

mrok staje się. przed moimi słabymi oczami osada mgła. obserwuję jeszcze wszystko, natrętnie i czujnie, zapamiętując szczegóły, rzeźbiąc je w swojej duszy. przypominam sobie jak uczył mnie Pan patrzenia dłońmi, kiedy rzeźbił Pan kamienne, a później drewniane figury. musiałam nauczyć się rozpoznać każdy detal, umieć go określić przedstawić, opowiedzieć, a jednocześnie uważać, by nie skaleczyć swoich dłoni, moja niezdarność tak mocno Pana zasmucała, moje małe, poranione paluszki, całe we krwi. jak tamte zimowe popołudnia w ciemnej pracowni, rzeźbił Pan wtedy drobne róże, a moje niecierpliwe dłonie tak bardzo chciały podziwiać dzieło, że to właśnie czerwień mojej krwi stał się ozdobą kwiatów.
czasem myślę, że od początku przeczuwał Pan co się wydarzy, co musi się wydarzyć. dlatego byłam Pana ulubienicą, dlatego to ze mnie uczynił Pan swoją uczennicę o bystrzejszym umyśle niż spojrzeniu, nauczył mnie Pan odczuwać zamiast widzieć, tworzyć światy w swojej głowie, ukazując otaczający mnie jako gorszy, niegodny tego, by powodować moje cierpienie. dlatego prowadził mnie Pan w miejsca ciemnie, zawsze trzymając mocno za rękę, kiedy byłam już zbyt daleko od samej siebie, zbyt pochłonięta przez mrok, by widzieć. dlatego sprawił Pan,
żebym to ja była jak Światło.

mrok.

nie boję się błądzić w ciemności, kiedy moje Serce jest jasne i czyste.
No comments have been added yet.

Add a Comment:
 
×

:iconmiss-avaria: More from miss-avaria


More from DeviantArt



Details

Submitted on
December 26, 2014
Link
Thumb

Stats

Views
473
Favourites
0
Comments
0
×