Shop Forum More Submit  Join Login
About Deviant Artist Madame Macabre30/Female/Poland Recent Activity
Deviant for 7 Years
Needs Core Membership
Statistics 422 Deviations 1,933 Comments 17,901 Pageviews
×

Newest Deviations

Literature
Cena: Sprawiedliwosc. Rozdzial 1:Goscie (cz. IV)
Opowieść pierwsza: Sprawiedliwość
    Rozdział pierwszy: Goście (cz. 4)
    - Ciekawe to wasze miasto – mruknął zielarz, uśmiechając się pod nosem. – Kozy macie wielkie jak osły, osły jak konie… Aż się człowiek zastanawia czy te wasze wielkie ptaszyska to na pewno strusie, czy może kury wam udały się tak dorodne.
    Damira uśmiechnęła się. Tak, strusie. Wszyscy przyjezdni o nie pytali. Niejaki Pierzasty Hamisz sprowadził je tu przed stu laty jako zwierzęta hodowlane, utrzymując, że te, mimo nagich szyi i nóg, dobrze noszą mrozy i cóż, miał rację. Stanowiły doskonale zastępstwo dla bydła, które kiepsko znosiło wystające z tutejszych gleb ostre kamienie, na których kaleczyło i łamało nogi,
:iconMadameMacabre87:MadameMacabre87
:iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 1 0
Literature
Cena: Sprawiedliwosc. Rozdzial 1:Goscie (cz III)
Opowieść pierwsza: Sprawiedliwość
    Rozdział pierwszy: Goście (cz. 3)
    Do godziny dwudziestej Żmij funkcjonował jako całkiem przyzwoita knajpka. Wpadali tutaj ciągnący z pracy robotnicy płci obojga, pary i wszyscy ci, którzy mieli ochotę rozgrzać się czymś do jedzenia i picia… Niekoniecznie zawierającym procenty. Menu Żmija było skąpe, ale smaczne i co najważniejsze pożywne. Wędzona ryba na ciepło, pieczone ziemniaki z masłem i – za dopłatą – serem, gulasz z dużą ilością warzyw oraz, dla miłośników słodkości, placek z jabłkami. Do tego kawa, herbaty i kozie mleko. Po dwudziestej ciepłe dania i napoje znikały na rzecz alkoholu, pojawiali się muzycy oraz prawie nadzy tancerze płci obojga, a krzesła i ławy
:iconMadameMacabre87:MadameMacabre87
:iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 1 0
Literature
Cena: Sprawiedliwosc. Rozdzial 1:Goscie (cz II)
Opowieść pierwsza: Sprawiedliwość
    Rozdział pierwszy: Goście (cz. 2)
 
   - Jak się nazywa ten lekarz i gdzie się zatrzymał? - zapytał komendant.
    - Timur Zukov. Prawdopodobnie zatrzyma się u wdowy Tofilukowej, a przynajmniej jej dom mu wskazałam. Tofilukowa lubi ładnych chłopów i co chwila zdaje jej się, że jest konająca, to powinna go zatrzymać.
    - Wskazałaś mu?
    - No tak. Wypatrzyłam tego ślicznego doktórka, jak szedł z pociągu, kiedy wracałam ze Żmija. Przyjechał ledwie parę chwil temu.
    - Ślicznego doktórka wypatrzyłaś od razu, a zielarza, co siedzi u Obrzyna już parę dni, to dopiero dzisiaj?
    - Zielarz przyszedł nocą z pustkowi, z dziczy. Tak wyczer
:iconMadameMacabre87:MadameMacabre87
:iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 1 0
Literature
Cena: Sprawiedliwosc. Rozdzial 1:Goscie (cz I)
Opowieść pierwsza: Sprawiedliwość
Sprawiedliwość to mocna, stała wola oddawania każdemu tego, co mu się należy.”
św. Tomasz z Akwinu
     
    Rozdział pierwszy: Goście
     
    13 Grudnia 1932r
     
    Komendant Damira Murza cały ranek sprawdzała papiery. Wnioski, skargi, zgłoszenia. Nie znosiła tego, tej całej biurokracji, jednak wiedziała, że to konieczne. Nawet tutaj, na końcu świata wśród Kamulców… Może tutaj nawet bardziej niż gdziekolwiek indziej, bo tam, gdzie ludzie są jak skała, tam żąda się godnej skały trwałości. Pismo zaś daje trwałość, przypinając słowa i wiedzę do rzeczywisto&
:iconMadameMacabre87:MadameMacabre87
:iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 2 0
Literature
Cena: Prolog
     
    Rosja. Wielkie, trawiaste stepy,  wielka, śnieżna tajga, wielka, smagana lodowymi wichrami tundra, ogromny kraj. Wiele przestrzeni, wielu ludzi, wiele wiosek. Bardzo dużo miast.
    Miasta.  Niektóre – odległe, wyłaniające się z dziczy, samotne wyspy –  niemal zapomniane. Porzucone przez władze, omijane przez burze historii, ale nie przez jej echa. Zapisane w pamięci jedynie tych, którzy z nich pochodzą i nielicznych, którzy mieli szczęście bądź pecha je odwiedzić. Przybierające formy nic nieznaczących nazw w starych papierach, zagubionych znaków w pobliżu rzadko uczęszczanych torów, marsu w krajobrazie. Zwykle nie budzące niczyjego zainteresowania: ani zwykłych ludzi, ani kupców, ani nawet rządzących. Powoli znikają ze wszelakich spisów
:iconMadameMacabre87:MadameMacabre87
:iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 2 8
Literature
Brama Snu VI: Corvus Corax (cz2)
      Spojrzał na dom. Błękitna dachówka, wysokie ściany z czarnego kamienia, okna i weranda z niebieskiego drewna, dwa piętra… Chociaż nie, nie do końca. Piętro i coś na wzór przysadzistej, szerokiej wieży. Nieco dziwny, ale robił wrażenie, najbardziej swoją wielkością. Musiał mieścić z kilkanaście sypialni
      - Interesujące miejsce.
      - A i owszem. Dom wybudował prawie dwieście lat temu stuknięty naukowiec-alchemik. Przeprowadzał tu swoje eksperymenty. Miał lekką paranoję stąd ta sucha „fosa” czy jak to tam nazwać. Osobiście nie rozumiem, jaki widział sens w jej robieniu, skoro tyle tutejszych ras i bestii potrafi latać, ale no cóż… W każdym razie przydała się, nic co to stworzył nie uciekło p
:iconMadameMacabre87:MadameMacabre87
:iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 1 0
Costamcostamkolor by MadameMacabre87 Costamcostamkolor :iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 5 3 meadow bouquet by MadameMacabre87 meadow bouquet :iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 3 0 Dezydery zmora by MadameMacabre87 Dezydery zmora :iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 1 2 Dezydery color by MadameMacabre87 Dezydery color :iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 4 2 Dezydery b-w by MadameMacabre87 Dezydery b-w :iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 2 0
Literature
DS: Dazac do konca... Jakiegokolwiek X (cz. 2)
    Jej szpony cięły sieci bez najmniejszego trudu, zmieniając trwałe jak dom gniazdo w gruzowisko złożone z grubych warstw pajęczego jedwabiu. Pająki, te które nie zbiegły, w większości zostały zgładzone, przy życiu pozostawiła jedynie piątkę. Nie zrobiła tego bez przyczyny. Powód dla którego pozwoliła żyć bestiom tkwił w luźnym kokonie i szamotał się ze strachu. Podeszła do niego ostrożnie.
    Szybkim ruchem rozdarła sieć, uwalniając maleńką pajęczycę, którą jej wyrodna matka miała zamiar pożreć. Miała rozmiary kota  i była przerażona. W nieprzyjaznym środowisku szanse na przeżycie przyszłej królowej były praktycznie żadne, a w każdym razie byłyby takie, gdyby nie miała słu
:iconMadameMacabre87:MadameMacabre87
:iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 1 0
Projekt Zabobon: Marlenka by MadameMacabre87 Projekt Zabobon: Marlenka :iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 7 0 Projekt Zabobon: Marlenka (szkic) by MadameMacabre87 Projekt Zabobon: Marlenka (szkic) :iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 3 2
Literature
Teoria swiatow albo... (Rozdzial I cz.2)
    Strażniczka daje zebrze klapsa, ta niechętnie rusza i jedziemy…  No, ja jadę, oni idą obok. Mijamy zatłoczony straganami targ i ładujemy się na całkiem szeroką, brukowaną kolorowymi kamieniami ulicę wielkiego, tłocznego miasta. No, tu mój mózg poszalał, bo scenerię utworzył całkiem fajną, chociaż ciut cukierkowatą. Budynki wokół w większej mierze są wielopiętrowe, ale nie wszystkie. Kioski z gazetami – tak, w świecie fantasy moja łepetyna postanowiła wykreować sobie kioski – to rzecz jasna parterówki, podobnie jak niektóre domy i sklepiki. Część z nich sprawia wrażenie żywych. Drewniane, przetykane grubymi pnączami ściany, z których wyrastają liście i kopulaste, całe skąpane w liściach dachy. Do tego okrągłe
:iconMadameMacabre87:MadameMacabre87
:iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 1 6
Don't starve Oc: Wren ver 2.0 by MadameMacabre87 Don't starve Oc: Wren ver 2.0 :iconmadamemacabre87:MadameMacabre87 3 8

Favourites

C'n'S - Ch20p295 PL by cobwebandstripes C'n'S - Ch20p295 PL :iconcobwebandstripes:cobwebandstripes 2 0 Creatures of Cold UPDATE by Triopse Creatures of Cold UPDATE :icontriopse:Triopse 7 5 ROADWORKS page 119 by Yokiter ROADWORKS page 119 :iconyokiter:Yokiter 25 1 your friendly neighborhood angel of pain by baaltas your friendly neighborhood angel of pain :iconbaaltas:baaltas 151 6 Tuoni by TeroPorthan Tuoni :iconteroporthan:TeroPorthan 148 45 Goblin's Horse by TeroPorthan Goblin's Horse :iconteroporthan:TeroPorthan 183 15 Magic Tooth of Iron Bear by TeroPorthan Magic Tooth of Iron Bear :iconteroporthan:TeroPorthan 301 77 Goblin's Elk by TeroPorthan Goblin's Elk :iconteroporthan:TeroPorthan 2,294 185 Living Planet V by PatiMakowska Living Planet V :iconpatimakowska:PatiMakowska 115 0 The White Prophet by Manweri The White Prophet :iconmanweri:Manweri 260 8 Red dragon portrait by AonikaArt Red dragon portrait :iconaonikaart:AonikaArt 2,708 72 C'n'S - Ch20p294 PL by cobwebandstripes C'n'S - Ch20p294 PL :iconcobwebandstripes:cobwebandstripes 2 1 ROADWORKS page 118 by Yokiter ROADWORKS page 118 :iconyokiter:Yokiter 31 0 Mount Killara by 5ofnovember Mount Killara :icon5ofnovember:5ofnovember 817 11 ROADWORKS page 117 by Yokiter ROADWORKS page 117 :iconyokiter:Yokiter 29 1 A curious guy by Triopse A curious guy :icontriopse:Triopse 23 3

Activity


Opowieść pierwsza: Sprawiedliwość

    Rozdział pierwszy: Goście (cz. 4)


    - Ciekawe to wasze miasto – mruknął zielarz, uśmiechając się pod nosem. – Kozy macie wielkie jak osły, osły jak konie… Aż się człowiek zastanawia czy te wasze wielkie ptaszyska to na pewno strusie, czy może kury wam udały się tak dorodne.
    Damira uśmiechnęła się. Tak, strusie. Wszyscy przyjezdni o nie pytali. Niejaki Pierzasty Hamisz sprowadził je tu przed stu laty jako zwierzęta hodowlane, utrzymując, że te, mimo nagich szyi i nóg, dobrze noszą mrozy i cóż, miał rację. Stanowiły doskonale zastępstwo dla bydła, które kiepsko znosiło wystające z tutejszych gleb ostre kamienie, na których kaleczyło i łamało nogi, podobnie zresztą jak konie. Ich delikatne mięso przypominało smakiem cielęcinę, a do tego znosiły jaja, dawały pióra i miały całkiem niezłą, chociaż delikatną skórę, z której miejscowi nauczyli się wyrabiać zdobne paski, portmonetki, kapelusze, a nawet spódnice i bluzki.
    - Zapewniam, że to strusie. Aczkolwiek kury też mamy, ale zwyczajnych rozmiarów. A swoją drogą, co tak właściwie robiliście nocą w lesie, kiedy tu trafiliście?
    - Uciekałem od złych ludzi.
    Na sali zapadła taka cisza, że gdyby jakaś mucha zbudziła się tego zimowego dnia i postanowiła rozprostować skrzydła, jej przelot zabrzmiałby jak seria z karabinu maszynowego. Wszyscy nadstawili uszu, niektórzy niezbyt subtelnie wychylając się ze swych krzeseł. Wścibstwo i plotkarstwo w Kościokamieńcu stanowiły coś w rodzaju sportu narodowego.
     - Możecie nakreślić temat bardziej szczegółowo? – zapytała Damira.
    - Jak panienka sobie życzy. Jakieś siedem lat temu Łaziki, którzy mnie wychowywali, uznali, że jestem godny, by stać się częścią ich plemienia. Jednakże, aby dopełnić obyczaju, pierwej musiałem przejść wiele testów, prób i rytuałów. Cała procedura miała potrwać pełne dwa lata. Niestety rok później w wyniku fatalnego zbiegu okoliczności mój klan czy raczej prawie mój klan popadł konflikt z grupą niebezpiecznych szarlatanów i morderców zwących się Nawianami. Jeden z naszych koni nieoczekiwanie dostał szału i stratował na śmierć ich wieszcza-niewolnika. Nawianie w ramach rekompensaty zażądali oddania im mnie w niewolę. Wszyscy Łaziki działają wedle zasady dba się pierw o swoich, a że ja jeszcze „ich” nie byłem, nie oficjalnie, przystali na to, chociaż sprawa wyglądała nader podejrzanie. Wieszcz Nawian był bardzo stary, pozostało mu ledwie kilka tygodni życia, a tu nagle łazikowy, niezwykle spokojny wałach zrywa uwięź i depcze starucha na śmierć, dzięki czemu zyskują młodego niewolnika? Dziwne, bardzo dziwne, a dla Nawian niezwykle fartowne. Gdybym zdążył zostać usynowiony przez Łazików, ci pewnie chwyciliby za ostrza i strzelby w mej obronie, jednak dla kogoś, kto oficjalnie był obcym, nie zamierzali ryzykować. Nawianie, chociaż nieliczni, są podstępni, mściwi i pozbawieni wszelakich skrupuł. Za swe tak zwane krzywdy sprowadzają śmierć na tych, którzy nie potrafią się przed nią obronić. Dzieci, niemowlęta, brzemienne kobiety. – W głosie młodzieńca zakwitł gniew, a jego dłonie zacisnęły się w pięści. Usiłując opanować emocje, zamilkł na chwilę, biorąc kilka głębokich wdechów. Gdy znów się odezwał, mówił spokojnie. – W każdym razie, zostałem oddany w niewolę. Ostatnie sześć lat spędziłem z metalową obrożą na karku, przykuty do ściany jednego z nawiańskich wozów. Kiedy potrzebowali, bym uzbierał im ziół, opatrzył kogoś bądź ułagodził bestię przekuwali mnie do przypominającego kowadło ciężaru, który nosiło dwóch mocarnych mężczyzn. Na czas podróży zakładali mi przesłaniający widok i tłumiący dźwięki kaptur, bym nie wiedział, gdzie się znajdujemy i gdzie uciekać. Byłem głodzony, abym nie miał wielu sił i nie mógł się buntować, a kiedy potrzebowali mnie rozkuć na dłuższy czas, pojony narkotykiem. Szczęśliwie z czasem zacząłem uodparniać się na działanie owego narkotyku. Jakieś trzy tygodnie temu, zostałem przehandlowany innej grupie, napojony „wodą snów” i przygotowany do odbioru przez swych nowych właścicieli. Precyzując: zamknięty w leśnej szopie wraz z resztą wymienianego towaru. Udało mi się uwolnić, przyczaić i zabić mającą przejąć mnie dwójkę mężczyzn. Założyłem płaszcz jednego z nich, wskoczyłem w buty drugiego, zabrałem moje zioła i maści, które sprzedano wraz ze mną i uciekłem w dzicz. Od tamtej pory byłem w drodze. Resztę historii znacie panienko.

    Komendant patrzyła na niego szczerze zdumiona. Nie spodziewała się podobnej historii. Otwartości zresztą też, mało kto od tak wyznaje, że kogoś zabił. W dodatku targały nią sprzeczne wrażenia. Jednocześnie coś mówiło jej, że opowieść zielarza jest prawdziwa, z drugiej wyczuwała w nim jakiś fałsz. Nie potrafiła tego rozgryźć.
    - Macie jakiś dowód na potwierdzenie swych słów?
    Zuber bez słowa opuścił kołnierz golfu, obnażając wcześniej okrytą poszarpanym szalem szyję. Pokrywały ją liczne rany, otarcia, drobne blizny i zgrubienia tworzące wokół karku szeroką obręcz. Podobne ślady nosiły psy łańcuchowe, którym nakładano zbyt ciasne obroże.
    - Mogę pokazać też plecy. Za nieposłuszeństwo bito mnie batem, czasem przypiekano, jednakże nie sądzę, aby owe blizny odpowiednim były widokiem dla obecnych tu dam.
    - A co z tą przepaską? – Damira, chociaż widok szyi zielarza sprawił, że coś w jej środku ścisnęło się, nie straciła rezonu. – Jest bardzo ładna, wyszywana. Taki prezent dla niewolnika?
    - Oko… To się stało, kiedy jeszcze byłem u Łazików. To od nich mam tę przepaskę. Nawianie nie cierpieli na niedobory oczu, więc nie mieli powodu mi jej odbierać.
    Chłopak chciał coś jeszcze powiedzieć, ale przeszkodziła im kelnerka niosąca wielka misę parującego gulaszu i kawałek chleba, które położyła przed Zuberem. Posiłek natychmiast zaabsorbował całą uwagę zielarza, aczkolwiek nie rzucił się na niego, tak jak oczekiwała Damira. Zamiast tego, spokojnie przeprosił i zapytał ją, czy nie będzie przeszkadzało jej, jeżeli będzie jadł w trakcie rozmowy, poczym zaczął powoli wachlować drewnianą łyżką. Coś w tym jak ją trzymał, sugerowało, że doskonale poradziłby sobie z sztućcami w eleganckiej restauracji.
    - Zatem co zamierzacie dalej? – zapytała go, gdy przeżuwał zawartość glinianej misy. Skład obrzynowego gulaszu stanowił tajemnicę, podobnie jak pochodzenie mięsa, na którym go robiono. Na pewno w części był to struś, w części dziczyzna, ale jaka? Nie wiadomo. Złośliwi żartowali, że pływają w nim szczury, jednak nikomu to nie przeszkadzało. W końcu nikt się jeszcze nie zatruł, a wszystkim smakowało. – Przekazano mi, że chcielibyście tu zostać. Zatem gdzie się zatrzymacie? Co będziecie robić?
    Przy każdym pytaniu chłopak sztywniał i uważnie obserwował jej ręce. Spojrzał na swą misę, pomyślał nad czymś i dopiero się odezwał.
    - Panienko, wiem, że ma prośba może was zaskoczyć, ale byłbym zobowiązany, gdyście nie ruszali rękoma, póki nie skończę jeść, a najlepiej schowali je pod stołem. W ostatnim czasie rzadko miałem okazję zjeść do syta i teraz jestem jak ten bity, i głodzony pies, któremu odbierano misę. Nie ugryzę, ale gdy  gestykulujecie, czuję się doprawdy niekomfortowo.
     Zaskoczona komendant, nie wiedząc, co na to odrzec, niemal odruchowo schowała dłonie pod stół i ścisnęła je udami, żeby czasem za chwilę się nie zapomnieć.
    - Dziękuję uprzejmie – zielarz posłał jej słaby uśmiech. Dopiero teraz dostrzegła wielkie zmęczenie ukryte w jego rysach i ten łagodny, wyzierający ze spojrzenia smutek. Podobne spojrzenia mieli starcy, którzy widzieli w swym życiu za dużo. – Wracając do pytań panienki, to chciałbym, na miarę możliwości robić to, w czym jestem najlepszy. Zbierać i suszyć zioła, robić maści, wyciągi, nalewki, leczyć zwierzęta i ludzi, łagodzić bestie. Niestety ziół mam mało, a nowe przyjdzie mi zbierać dopiero wiosną, ale przy dobrych wiatrach być może starczy ich. Ewentualnie spożytkuję jakoś te, które macie po sklepach, chociaż tych niewiele i kiepsko zbierane. Jeżeli jednak me usługi nie znajdą uznania, to jestem gotów podjąć się jakiejkolwiek pracy. W polu, fabryce, tkalni, rzeźni. Gorzej z zamieszkaniem. Latem kłopotu by nie było. Mógłbym mieszkać w byle budzie i spokojnie przyoszczędzić na coś lub spróbować zbudować schronienie. Niestety zimą trzeba człekowi ciepła. Poszukam po gospodarzach na obrzeżach miasta. Może któryś pozwoli mi nocować u siebie kątem albo chociaż w stodole w zamian za opiekę nad inwentarzem. Chyba, że znacie Panienko jakąś samotną starowinkę, która byłaby na tyle odważna, aby przyjąć do siebie obcego w zamian za pomoc w codziennych sprawach?
    Damira znała. Nie starowinkę tylko staruszka o piekielnym charakterze i doskonałym nosie do ludzi. Może nie potrzebował tyle opieki, co pomocy w codziennie wykonywanych obowiązkach i ewentualnie dochodzącej gospodyni, ale do tego stopnia opanował sztukę działania ludziom na nerwy, że wszyscy wokół go unikali. Jedynie owdowiała synowa wpadała do niego raz w tygodniu zrobić większe porządki i sprawdzić czy ten pamięta o zakupach. Polecenie dziadka zielarzowi stanowiłoby doskonały test dla obcego, jednak samo w sobie stanowiło pomysł iście diaboliczny. Mimo tego z czystej ciekawości nie potrafiła się powstrzymać, żeby go nie zrealizować.
    - Doktor Iwan Hryciuk byłby zadowolony z niewielkiej pomocy. – Zasugerowała, starając się, aby jej głos brzmiał tak lekko i zwyczajnie, jak to tylko możliwe. Zignorowała przy tym ostre spojrzenie Wasyla, który jak tylko usłyszał nazwisko doktora, tak gwałtownie się wyprostował, że niemal rozlał nalewanego drinka. – Jest raczej w dobrej formie, ale przydałby mu się ktoś rozsądny, kto dopilnowałby domu, kota i tego, aby spiżarnia była pełna. No i może pomógł mu nieco z pacjentami. Co prawda doktor darzy pewna nieufnością adeptów medycyny naturalnej, ale jeżeli posiadacie prawdziwą wiedzę i umiejętności powinien pozwolić wam działać w określonym zakresie. Być może nawet dostaniecie w spadku część jego pacjentów?
    - Dziękuję wam panienko. Jutro na pewno do niego zajrzę i zapytam.
    Zamieniła z nim jeszcze parę słów na polu towarzyskim, tak aby zatrzeć nieprzyjemne wrażenie, że właśnie został przesłuchany. Po krótkim pożegnaniu i życzeniu powodzenia ruszyła w stronę do wyjścia, niestety w drodze do drzwi została zatrzymana przez Wasyla. Barman wychylił się zza kontuaru i schwycił za przegub ręki, przyciągając do siebie.
    - Czyś ty kobieto oszalała – syknął. – Polecać temu biedakowi zwariowanego starucha z jego szalonym kociskiem? Nie dość przeżył?
     Już dawno komendant nie czuła takiej satysfakcji, jak teraz wyprowadzając Wasyla z równowagi. Do tej pory nie udało się jej tego zrobić żadną odmową spotkania, żadnym „nie” czy też „po moim trupie”. Nawet niemiłe wypowiedzi pod adresem Obrzyna, którego mężczyzna miał za przyjaciela, nie wywoływały gniewu amanta. A tu proszę, taka niespodzianka.
    - Nie, nie oszalałam. Po prostu liczę, że pan doktor sprawdzi dla mnie tego chłopaczka. Dobrze wiesz, że stary wyga potrafi przejrzeć prawie każdego. – Złapała Wasyla za nadgarstek i z całej siły ścisnęła, a uścisk jak na kobietę miała naprawdę mocny. Mężczyzna zaciskając zęby, żeby nie jęknąć, natychmiast ją puścił. – Liczę też na to, że jeżeli chłopak mówi prawdę, to doktorowi zrobi się go po ludzku żal. Może i jest szurniętym staruchem, ale biedaków leczy za półdarmo, a od sierot w ogóle pieniędzy nie bierze, prawda? No i wszyscy pacjenci go chwalą.
    - Pieniędzy nie bierze, ale dobrze wykorzystuje ludzką wdzięczność. Zawsze znajdzie się ktoś, kto oporządzi mu podwórze bądź załatwi sprawunki.
    - I cóż z tego? Lepiej jakby zdychali pod płotem na byle choróbsko? – Wyprostowała się i spojrzała twardo na barmana. W  ten spokojny, chłodny sposób w jaki tylko ona potrafiła. – A wy, mości Wasylu Kowalow zważajcie na swój język. Zwrot „czyś ty kobieto oszalała” skierowany do oficera milicji na służbie może zostać potraktowane jako obraza munduru. Poza tym, nie przypominam sobie, żebyśmy przechodzili na „ty”.
    Wychodząc czuła na sobie spojrzenie Wasyla i nie tylko jego. Większość klientów Żmija gapiła się na nią znad swych drinków i mis. Doskonale wiedziała, że wszyscy kibicują romantycznym staraniom barmana, co doprowadzało ją do szewskiej pasji. Nie rozumiała, czemu banda obcych ludzi interesuje się tym, co robi ze swoim zadkiem. Gdyby chociaż Kościokamieniec był małą mieściną, gdzie wszyscy się znają, ale nie. Kościokamieniec to miasto. Nie przerośnięta wiocha, ale prawdziwe miasto. Średniej wielkości, zamieszane przez ponad trzydzieści tysięcy dusz, otoczone rozległymi gospodarstwami i polami tworzącymi coś na wzór niewielkich wiosek, z którymi z kolei sąsiadowały chaty myśliwych. Tak, wszyscy w mieście wiedzieli, kim jest Damira Murza, w końcu była osobą publiczną, ale przecież mało kto ją znał tak naprawdę, osobiście. W dodatku Wasyl nie cieszył się szczególną sympatią bywalców pubu, bo często sięgał po pomoc wykidajło wobec nieznośnych klientów, a mimo tego trzymali za niego kciuki.

(UWAGA SPOILERY)

    „To”, film od blisko trzech dekad siejący przerażenie wśród wszystkich, którzy odczuwają dreszcz na widok klaunów, a miłośników kina grozy (chociaż nie koniecznie horrorów, bo sam film horrorem zbytnio nie jest) masowo przyciąga do odbiorników doczekał się remake’u.  Po dwudziestu siedmiu latach dobrze nam znane, żywiące się lękiem i ludzkim mięsem zło otworzyło swe ślepia aby ponownie wyruszyć na łowy…

    Większość z was pewnie już zna „To” z pierwowzoru, a jeżeli nie, nich reszty nie czyta, tylko biegnie go obejrzeć, bo recenzja porównaniami i spoilerami najeżona. Jednak, jeżeli spoilery wam nie przeszkadzają, zapraszam.

    W skrócie film opowiada złym czymś przybierającym postać Tańczącego Klauna Pennywise’a – w oryginale wyglądającego jak klaun, a w remake’u jak klaun po Czarnobylu – któremu przeciwstawia się grupa nastolatków. Nastolatków posiadających jedną cechę wspólną: mniej lub bardziej ciężkie życie. Mamy tu grubasa, chuderlawego Żyda w jarmułce, jąkałę, mikrego okularnika, hipochondryka, któremu własna matka wmawia choroby , dzielną oraz bardzo urodziwa chłopczycę, mająca być nieszczęście być napastowaną przez własnego ojca, a także czarnoskórego chłopaka z solidną traumą. Dodam, że akcja filmu obejmuje czasy, gdy za samo bycie czarnym nie raz dostawało się bęcki. W każdym razie, nasi nieletni bohaterowie, szkolne dziwadła, stanowią doskonały obiekt „żartów” dla szkolnych chuliganów, a to oraz poczucie wyobcowania szybko czynią z nich dobrych przyjaciół. Owa przyjaźń, siła ich charakterów, a także dociekliwość sprawiają, że koniec końców skutecznie przeciwstawiają się swoim prześladowcom, zarówno tym ludzkim, jak i nie…

    Brzmi jak dziwaczna wersja „Harrego Pottera”? Owszem, bo tym właśnie jest remake… Z tym, że porównując go z przygodami młodego czarodzieja, „To 2017” wygrywa. Bohaterowie, chociaż młodzi, mają prawdziwe, dorosłe problemy, a ich świat  nie jest „bajkowy” –  na „cuda” muszą zapracować sobie sami. Do tego  żadnej Przepowiedni,  żadnego Przeznaczenia, żadnego Wybrańca, a zamiast magii brutalne życie, ślepi czy też obojętni dorośli i czyhające gdzieś-tam zło o wielu twarzach. Zło, któremu postanowili stawić czoła na własną rękę, a aby to zrobić, pierw musieli pokonać własne demony. Oczywiście nie na zawsze, albowiem zło, szczególnie te wewnątrz człowieka, nie umiera, a jedynie przysypia…

    Ładnie? Ładnie. A jeżeli dorzucić do całości ponury, złowieszczy klimat zestawiony z cudownie beztroskimi chwilami oraz głównego złego w porównaniu z którym Voldemort wygląda jak nieco nierozgarnięta starsza pani z sąsiedztwa: cud, miód i orzeszki… Przynajmniej dla tych, którzy nie nastawili się na horror – tak jak wspomniałam na początku to tylko film grozy. Nie, nie grozy. Raczej nazwałabym go niestroniącym od brutalności filmem przygodowo-fantastycznym z wieloma elementami grozy. Tak. Tak jest precyzyjniej.

    Trochę inaczej ma się sprawa z oryginałem. Otóż w remake’u historia kończy się na pokonaniu To i obietnicy bohaterów, że jeżeli kiedykolwiek zło powróci, ponownie stawią mu czoła, co stanowi mało subtelną zapowiedź części drugiej. W pierwowzorze owa część druga i pierwsza są całością, a fabuła wychodzi o wiele bardziej na przód. BA! Dzieje bohaterów jako nastolatków i ludzi dorosłych są ze sobą przeplatane. Niemal od początku filmu widzowi towarzyszy swoista aura… Niechęci. Nie chodzi tu rzecz jasna o niechęć, którą ów czuje do filmu, ale o niechęć siódemki obrońców Derry – miasteczka, w którym toczy się akcja – którzy znów podejmują wyzwanie, jakie rzuca im los. Niechęć do powrotu do znienawidzonego miasteczka, niechęć do ponownego przeżycia horroru sprzed lat, który już zdawał się tylko złym snem. Samej akcji towarzyszy znów o wiele większa naturalność. Problemy bohaterów pokazano mniej dramatycznie, ale za to bardziej realistycznie, a wydarzenia są ściślej ze sobą powiązane. Jedno wynika z drugiego. Czemu w oryginale To prześladuje z taką zawziętością akurat bohaterów, a nie inne dzieciaki? Bo odkryli, że za dziejące się wokół zło odpowiada on, więc chce ich wyeliminować jako potencjalne zagrożenie. W remake znów… Cóż, jest to mocno niejasne. Być może powodem jest ich szczególna wrażliwość na lęk, wynikająca z nieprzyjemnych doświadczeń, ale czy tak jest naprawdę? Tu akurat niepewność nie dodaje smaczku, a irytuje. Zaburza przyczynowość. Czym jeszcze oryginał różni się od swego następcy? Tym jak cudownie zaznaczono, że demony  przeszłości – i nie chodzi tylko o Pennywisea – nie odeszły (i nie odchodzą) wraz z wiekiem młodzieńczym. Niektóre przysnęły, inne nieco zmieniły postać, były… Są też takie, które urosły w siłę. Hm… Generalnie rozdzielenie dorosłości i młodości bohaterów uważam za wielką krzywdę dla remake’a. Tak, jestem świadoma, że i będący produkcją telewizyjną pierwowzór został podzielony na części, ale na co innego czekać na ciąg dalszy dwa dni, a co innego kilka lat (oby nie znowu dwadzieścia siedem).

    Co jednak najbardziej różni oryginał i remake? Tańczący Klaun Pennywise! Osobiście jestem fanką tego z pierwowzoru i uważam go za o niebo lepszego od duplikatu. Tim Curry odwalił świetną robotę wcielając się w tę rolę. Dał Penny’emu osobowość. Otóż Pennywise-Currry to bardzo radosna i całkiem wyluzowana postać. Tak, jest okrutnym, bezwzględnym drapieżnikiem, ale ma z tego szczerą radochę. Bawi się swymi ofiarami jak przysłowiowy kot myszką, śmieje się i klaszcze w ręce… Po to by znienacka wpaść w furię. Wie, że bohaterowie zagrażają mu i reaguje na to srogim gniewem, ale zarazem czerpie radość z pojedynku, z łowów (a z oczu wyziera mu głód)… Jednak to nie wszystko. Największa mocną stroną Pennywisea-Currry’ego jest to, że wygląda jak zwykły clown. Ba! Na pierwszy rzut oka robi sympatyczne wrażenie, a nawet budzi zaufanie. Widząc jego uśmiechniętą twarz człowiek rozumie, dlaczego odaje mu się zwabić i pożreć tyle dzieci. Zaś kiedy zrozumie się, co naprawdę skrywa ta pozornie szczera, uśmiechnięta twarz… No cóż, dreszcz przebiega po plecach. O ile Pennywise tych pleców wcześniej nie pożarł.

    Czy to znaczy, że remake to kicz? Dubel do ciągnięcia kasy? Otóż nie. Chociaż sama wolę o wiele bardziej pierwowzór, to i przy remake’u świetnie się bawiłam. Głównym powód to oprawa graficzna. Film wygląda o niebo lepiej niż ten sprzed 27 lat, kiedy efekty specjalne były bardziej karykaturalne niż straszne, a obecnie budzą jedynie śmiech. Pennywise-Curry w drapieżnej postaci to – mimo jego wybitnego aktorstwa –  sprawia wrażenie BARDZO kiepskiej ozdoby Halloween’owej. Nowy Pennywise… Cóż, kiedy pokazuje ząbki zaczyna wiać grozą. Szkoda tylko, że już na wyjściu wygląda paranormalnie, co odbiera wszystkiemu elementu zaskoczenia. Jednak muszę oddać aktorowi grającemu go – Bill’owi Skarsgård’owi – że się postarał. Kiedy przemawia wabiąc do siebie chłopca (niestety jego łowy są pokazane tylko raz i generalnie bardzo rzadko się odzywa, a nawet pokazuje) – mimo pokracznej twarzy wydaje się niemal miły, a nawet, na swój dziwny sposób uroczy. Niestety reżyser postawił na przedstawienie Penny’ego jako klasyczne, prześladujące innych monstrum. Szczęście Billowi udało się przemycić w nim trochę drapieżnej, połączonej z pokrętnym urokiem radości (dawać mu role psychopatów, sądzę, że się sprawdzi ;) ) Zresztą i wszyscy młodzi aktorzy się postarali, a zbudowany przez zdjęciowców i reżysera klimat grozy, przeplatany z niewinnymi ujęciami, swoistym sentymentem oraz dziejącymi się w tle, prywatnymi dramatami dają naprawdę przyjemny efekt.

    Dla tych, którzy oglądali: co mi się szczególnie w remaku podobało? Komnata unoszących się dzieci, zawieszenie Beverly, ostateczne starcie z To (szczególnie wkurzony Richie), scena w rzeźni, ucieczka grubaska, druga śmierć Georgie’go. Czego mi brakowało? Pennywise, który na ekranie tylko straszył nie pokazując prawdziwego siebie (wiem, powtarzam się), sceny pod prysznicem (bez podtekstów), sceny na cmentarzu i oryginalnej formy sceny z przeźroczami, która wydawała mi się o wiele lepiej przemyślana.

    Reasumując: To 2017 jest pozycją może nie znakomitą, ale na pewno dobrą i chociaż nie umywa się do (wizualnie niestety brzydkiego) oryginału, naprawdę warto go obejrzeć. 

Groups

Comments


Add a Comment:
 
:iconakitku:
akitku Featured By Owner Jun 29, 2018  Hobbyist Traditional Artist
Dziekuje za fava! :)
Reply
:iconfaustgoethe87:
FaustGoethe87 Featured By Owner Jun 11, 2018
Dzięki za "fejwa" :)
Reply
:icongielczynski:
gielczynski Featured By Owner Feb 10, 2018
Dzięki za polubienie
Stairs by gielczynski :)
Reply
:iconmaivena:
Maivena Featured By Owner Dec 28, 2017  Hobbyist
Wszystkiego najlepszego, zdrówka, szczęścia i radości z okazji urodzin. No i gratuluję przeżycia kolejnego roku tułaczki egzystencjalnej c:
Pozdrawiam, Ja.
Reply
:iconmadamemacabre87:
MadameMacabre87 Featured By Owner Dec 29, 2017
Dziekutki wielkie :)
Reply
:iconnumerata:
Numerata Featured By Owner Dec 28, 2017  Hobbyist General Artist
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Dużo zdrowia, szczęścia i chęci do pisania genialnych opowieści i recenzji.Free Birthday Icon  
Reply
:iconmadamemacabre87:
MadameMacabre87 Featured By Owner Dec 29, 2017
Dziękiii <3
Reply
:icongielczynski:
gielczynski Featured By Owner Dec 4, 2017
Dzięki za dodanie  Little Blue Monster REMASTERED:) by gielczynski  do kolekcji :)
Reply
:iconmadamemacabre87:
MadameMacabre87 Featured By Owner Dec 5, 2017
Jak mogłam nie dodać czegoś, co wygląda jak ja o 6.00 w poniedziałek :D
Reply
:iconwpogonizakometa:
wpogonizakometa Featured By Owner Aug 7, 2017
dzięki !
Reply
Add a Comment: