literature

PiF Story 6 Part 5 - Wesole miasteczko

Deviation Actions

funnyFranky's avatar
By
Published:
13 Comments
384 Views

Literature Text

Phineas i Ferb

"Wesołe miasteczko"

Part 5

W pułapce panowało zamieszanie. Więźniowie biegali w panice po całej powierzchni karuzeli. Danny podeszła do krat i spojrzała w dol. Nagle wpadł jej do głowy pomysł. Wyciągnęła z kieszeni mały laser i przecięła nim kraty. Było jednak za wysoko by skoczyć.
  - Przydała by się lina.
I wtem znikąd pojawiła się lina. Zahaczyła o jedna z krat. Danny spojrzała w dol. Dostrzegła tam dwóch dwunastoletnich chłopców, jeden z czerwona, drugi z zielona czupryna. Chłopcy przywiązali karuzele do pobliskiej latarni. Karuzela przestała się oddalać od ziemi. Danny uśmiechnęła się i zwróciła do towarzyszących jej dzieci.
  - Uwaga! Hej! - głos Danny nie przedarł się jednak przez wrzask panikujących dzieci.
  Danny gwizdnęła. Halas umilkł.
  - Dziękuje. Do tych metalowych krat przymocowana jest lina. Ustawcie się teraz w szeregu i po kolei będziecie po niej schodzić na ziemie. Tylko ostrożnie! I nie przepychać się!
Danny nadzorowała ewakuacje, pomagała jej w tym jakaś dziewczynka z zastępu Ogników. W końcu zostały tylko one.
  - Idź przodem.
Dziewczyna zeszła w dol po linie. Była tuz nad ziemia gdy lina pękła. Karuzela wystrzeliła jak z procy. Harcerka wpadła wprost w ramiona Ferba. Chłopak odstawił dziewczynkę na ziemie i spojrzał w gore. Zdawało się mu, ze widzi tam znajoma twarz...
Danny patrzyła z przerażeniem w dol na szybko oddalającą się ziemie. Nagle z dachu dobiegł jakiś rumor. Dziewczyna postanowiła to sprawdzić. Wspięła się po kratach i ukradkiem podejrzała co dzieje się na dachu.
Stal na nim brązowowłosy aptekarz, w reku trzymał jakieś dziwne radyjko. Przed nim klęczały dwa dziobaki zasłaniając sobie uszy łapkami. Danny dobrze wiedziała kim byli...
  - Mówiłem, ze jesteście bezsilni! To urządzenie wytwarza dźwięki, które są słyszalne tylko dla dziobaków, powodują u nich ogromny ból głowy - zawołał Dundersztyc. - Odkryłem je przez przypadek kiedy próbowałem naprawić moje radio. A teraz Taylor zajmij się naszymi towarzyszami.
Stojąca za doktorem D, czarnowłosa kobieta chwyciła dziobaki i wrzuciła do przezroczystego pudelka. Dundersztyc odwrócił się i wrócił do kierowania maszyna. Taylor również odwróciła się do Danny tyłem.
Dziewczynka nie myśląc wiele, wdrapała się najciszej jak potrafiła na dach karuzeli i podeszła do uwiezionych dziobaków. Penny dostrzegłszy swa przyjaciółkę zaczęła dawać jej znaki by sobie poszła.
  - Nie zostawię was - wyszeptała Danny wyciągając swój podręczny laser. - Zaraz wam pomogę - brunetka laserkiem wycięła otwór w pudelku.
Dziobaki wyszły przezeń na zewnątrz. Nagle Taylor odwróciła się. Ujrzawszy dziobaki na wolności znów włączyła radyjko, a te znów z bólu opadły na kolana.
  - Wyłącz to, to im sprawia ból! - wykrzyknęła Danny z przejęciem.
Dziewczyna spojrzała na przyjaciółkę.
  - A ty kim jesteś? - zapytała zdumiona Taylor przyglądając się niespodziewanemu gościowi. - Nie powinnaś być na dole z pozostałymi dziećmi? - Hanna spojrzał na monitoring. - Gdzie są wszyscy więźniowie?! Ty pomogłaś im uciec, prawda? Dundersztyc zajmij się nieproszonym gościem.
Dundersztyc podszedł do Danny i chwycił ja za rękę. Dziewczyna odruchowo przerzuciła go przez ramie.
  - A wiec tak się bawimy? - zapytał rozgniewany doktorek. - Dobrze, sama tego chciałaś.
Hainz rzucił się na Danny, ta jednak zrobiła unik. Kolejny atak, Danny podcięła swojemu rywalowi nogi. Brunet znów natarł, Danny wykonała kop z pół obrotu i trafiła doktora D prosto w brzuch. Dundersztyc przeleciał przez dach i uderzył w Hannę, wytrącając jej radyjko z rak, które spadło i rozbiło się.
Dziobaki wstały z podłogi. Penny podbiegła prędko do Danielli i złapała ja za rękę. Obie skoczyły do poduszkowca. Sekundę później Perry zjawił się u boku Penny i pojazd odleciał.
Karuzela poszybowała daleko w stronę gór. Dal się z niej słyszeć głośny krzyk Dundersztyca "A niech was Agenci!". Chwile później karuzela uderzyła w góry i wybuchła.
  ***   ***   ***   ***   ***
Penny odetchnęła z ulga. W poduszkowcu byli już bezpieczni i wracali do domu. Penny założyła swój translator i zwróciła się do Danny.
  - Co ty sobie myślałaś? Nie możesz sobie tak walczyć sama z Dundersztycem!
  - A co miałam was tam tak zostawić? - zdumiała się Danny.
  - Grryyy... - odezwał się Perry.
  - Perry nie wtrącaj się! - ofuknęła go Penny.
  - Co powiedział? - zapytała Danny.
  - Gryy...
  - Pozwól, ze ja o tym zadecyduje - oznajmiła Penny.
  - Co powiedział?
  - Gryy...
  - Nie masz racji Perry.
  - Co powiedział?
  - Grryy...
  - No dobrze możne i masz - przyznała w końcu dziobaczka.
  - Co powiedział?
  - Perry kazał ci podziękować za ocalenie nam tyłków - odparła Penny. - Powiedział tez gdyby nie ty było by z nami krucho. Powiedział, tez coś jeszcze ale tego nie powtórzę.
  - Nic specjalnego - odparła uśmiechnięta Danny.
  - Danny tak właściwie jak się tam znalazłaś? - zapytała po chwili Agentka.
  - Byłam w Wesołym Miasteczku razem z Phineasem i Ferbem... O nie Phineas i Ferb! Zapomniałam o nich! - wykrzyknęła nagle brunetka.
  - Perry zawróć podrzucimy nasza wybawicielkę do Miasteczka.
Perry zawrócił i wysadził Danny przy bramie.
  - A tak w ogóle jak spisuje się maszynka - zapytała Danny wysiadając z pojazdu.
  - Grryyy... - odparł Perry.
  - Perry mówi, ze jest świetny i chwali cie za zdolności - przetłumaczyła Penny.
  - Dzięki. Nic specjalnego. A teraz lećcie, bo was ktoś przyuważy.
Poduszkowiec wzbił się w powietrze. Penny na odchodne rzuciła - Do zobaczenia w domu! - i po chwili już ich nie było.
Danny poprawiła sobie włosy i ubranie, które podczas drogi zdołały wyschnąć i weszła do Wesołego Miasteczka. Skierowała się w stronę tłumu gapiów. Po chwili podbiegli do niej Phineas, Ferb i Izabella.
  - Danny nic ci nie jest! - ucieszył się zielonowłosy. -  Tak się martwiłem... martwiliśmy...
  - Dlaczego? Co się stało? - zdumiała się dziewczyna.
  - No bo byłaś w tej wielkiej latającej karuzeli, która wybuchła... - odparł niepewnie Phineas.
  - Latającej karuzeli? - zdumiała się Danny jeszcze bardziej. - Nie, nie byłam. - odparła. - Cały czas stałam w kolejce do toalet - wymyśliła pospiesznie brunetka.
  - Ale widzieliśmy jak odlatywałaś - opierał się Phineas.
  - Pewnie wam się zdawało - zbagatelizowała Daniella. - Takie przywidzenie. A teraz może pójdziemy jeszcze raz przejechać się rollercoasterem?
  - Okej - odparł niepewnie czerwonowłosy.
  - Dla mnie bomba - oznajmiła Izabella z uśmiechem.
Przyjaciele ruszyli w stronę kolejki. Nagle Ferb zatrzymał się i chwycił Danny za rękę.
  - Danny chciałbym z tobą porozmawiać - powiedział.
  - Tak Ferb? - zapytała Danny.
Phineas i Izabella obserwowali te scenę z daleka. Nie słysząc slow mogli jedynie domyślać się o czym Ferb i Danny rozmawiają.
  - Danny ja długo zastanawiałem się, jak ci to powiedzieć i w ogóle czy ci to powiedzieć, ale Phineas powiedział, ze raczej powinnaś wiedzieć. Wiec Danny ja...
Ferb spojrzał prosto w niebieskie oczy Danny.
  - ...uwielbiam brukselkę - wypalił.
  - Aha... - odparła ostrożnie Daniella. - Cóż brukselka ma wiele witamin. To wszystko, co chciałeś mi powiedzieć?
Ferb przełknął ślinę i odparł.
  - Tak to wszystko.
  - To spoko. A teraz chodźmy bo zajmą nam miejsca.
Danny chwyciła Ferba za rękę i pociągnęła do przyjaciół. Phineas uśmiechał się szeroko.
Gdy Danny zajęła się rozmowa z Izabella, czerwonowłosy zwrócił sie po cichu do brata.
  - I co ona na to?
  - Na co?
  - Na to, ze ja kochasz?
  - Aaaa... na to... nie powiedziałem jej.
Phineas przestał się uśmiechać.
  - Jak to?!
  - Stchórzyłem. To jakoś nie chciało przejść mi przez gardło.
  - Wiec co jej powiedziałeś?
  - Ze uwielbiam brukselkę.
  - Ale ty nie cierpisz brukselki.
  - No wiem.
I jest Part 5 :la:
...Musiałam się mocno kontrolować, żeby wczoraj nie dodać części 5 o godzinie 22.39... :XD: No ale na całe szczęście się powstrzymałam ;)
A teraz... Story 7 :lol:
...A byłabym zapomniała, jak się wam podobało.? :D

***

Edytowane. Dodałam polskie litery ^^






"Phineas and Ferb" charakters belongs to Dan Povenmire and Jeff "Swampy" Marsh
Daniella Shine and Pennylin 'Penny' Miss Platypus belongs to me

POZDRAWIAM.!
fF
© 2012 - 2021 funnyFranky
Comments13
Join the community to add your comment. Already a deviant? Log In
PamelaStar5's avatar
Bardzo podoba mi się fabuła każdego rozdziału.
Miło się czyta, mam wrażenie jakbym tam u nich była. :XD:
Oj, Ferb, Ferb ;p.
funnyFranky's avatar
PamelaStar5's avatar
Nie ma za co ;D
Isabella42's avatar
Hah...
Super... Ferb uwielbia brukselkę :XD:
Bardzo fajnie wymyślone :D
Super rozdział :)
funnyFranky's avatar
Dzięki wielkie :D
ta brukselka mnie też zawsze śmieszy :XD:
Isabella42's avatar
Tak :XD: Brukselka rządzi ;)
LoLisa05's avatar
"Uwielbiam brukselkę"?! No wiesz?! -.-"

Super : D
Nie ma mi być tu żadnej brukselki następnym razem :XD:
funnyFranky's avatar
Coż o brukselce jeszcze trochę będzie... :D Wkrótce... :D
LoLisa05's avatar
SanAngle's avatar
'' - Tak Ferb? - zapytala Danny.
Phineas i Izabella obserwowali te scene z daleka. Nie slyszac slow mogli jedynie domyslac sie o czym Ferb i Danny rozmawiaja.
- Danny ja dlugo zastanawialem sie, jak ci to powiedziec i w ogole czy ci to powiedziec, ale Phineas powiedzial, ze raczej powinnas wiedziec. Wiec Danny ja...
Ferb spojrzal prosto w niebieskie oczy Danny.
- ...uwielbiam brukselke - wypalil.
- Aha... - odparla ostroznie Daniella. - Coz brukselka ma wiele witamin. To wszystko, co chciales mi powiedziec?''


'' - Na to, ze ja kochasz?
- Aaaa... na to... nie powiedzialem jej.
Phineas przestal sie usmiechac.
- Jak to?!
- Stchorzylem. To jakos nie chcialo przejsc mi przez gardlo.
- Wiec co jej powiedziales?
- Ze uwielbiam brukselke.
- Ale ty nie cierpisz brukselki.
- No wiem.''

Po prostu genialnie :)
Ciekawe co sobie pomyślała Danny gdy to usłyszała
funnyFranky's avatar
fF: Dziękuję, dziękuję... :D Moja chora wyobraźnia czasem nawet mnie zaskakuje... :D
Cóż Danny musiała być mocno... jakie to słow.? :?
cC: Zdziwiona? Skołowana? Zszokowana? Zagubiona?
fF: Chyba wszystkiego po trochu :D
Join the community to add your comment. Already a deviant? Log In