P
literature

PiF Story 6 Part 5 - Wesole miasteczko

funnyFranky's avatar
By funnyFranky   |   
3 13 309 (1 Today)
Published:
Phineas i Ferb

"Wesołe miasteczko"

Part 5

W pułapce panowało zamieszanie. Więźniowie biegali w panice po całej powierzchni karuzeli. Danny podeszła do krat i spojrzała w dol. Nagle wpadł jej do głowy pomysł. Wyciągnęła z kieszeni mały laser i przecięła nim kraty. Było jednak za wysoko by skoczyć.
  - Przydała by się lina.
I wtem znikąd pojawiła się lina. Zahaczyła o jedna z krat. Danny spojrzała w dol. Dostrzegła tam dwóch dwunastoletnich chłopców, jeden z czerwona, drugi z zielona czupryna. Chłopcy przywiązali karuzele do pobliskiej latarni. Karuzela przestała się oddalać od ziemi. Danny uśmiechnęła się i zwróciła do towarzyszących jej dzieci.
  - Uwaga! Hej! - głos Danny nie przedarł się jednak przez wrzask panikujących dzieci.
  Danny gwizdnęła. Halas umilkł.
  - Dziękuje. Do tych metalowych krat przymocowana jest lina. Ustawcie się teraz w szeregu i po kolei będziecie po niej schodzić na ziemie. Tylko ostrożnie! I nie przepychać się!
Danny nadzorowała ewakuacje, pomagała jej w tym jakaś dziewczynka z zastępu Ogników. W końcu zostały tylko one.
  - Idź przodem.
Dziewczyna zeszła w dol po linie. Była tuz nad ziemia gdy lina pękła. Karuzela wystrzeliła jak z procy. Harcerka wpadła wprost w ramiona Ferba. Chłopak odstawił dziewczynkę na ziemie i spojrzał w gore. Zdawało się mu, ze widzi tam znajoma twarz...
Danny patrzyła z przerażeniem w dol na szybko oddalającą się ziemie. Nagle z dachu dobiegł jakiś rumor. Dziewczyna postanowiła to sprawdzić. Wspięła się po kratach i ukradkiem podejrzała co dzieje się na dachu.
Stal na nim brązowowłosy aptekarz, w reku trzymał jakieś dziwne radyjko. Przed nim klęczały dwa dziobaki zasłaniając sobie uszy łapkami. Danny dobrze wiedziała kim byli...
  - Mówiłem, ze jesteście bezsilni! To urządzenie wytwarza dźwięki, które są słyszalne tylko dla dziobaków, powodują u nich ogromny ból głowy - zawołał Dundersztyc. - Odkryłem je przez przypadek kiedy próbowałem naprawić moje radio. A teraz Taylor zajmij się naszymi towarzyszami.
Stojąca za doktorem D, czarnowłosa kobieta chwyciła dziobaki i wrzuciła do przezroczystego pudelka. Dundersztyc odwrócił się i wrócił do kierowania maszyna. Taylor również odwróciła się do Danny tyłem.
Dziewczynka nie myśląc wiele, wdrapała się najciszej jak potrafiła na dach karuzeli i podeszła do uwiezionych dziobaków. Penny dostrzegłszy swa przyjaciółkę zaczęła dawać jej znaki by sobie poszła.
  - Nie zostawię was - wyszeptała Danny wyciągając swój podręczny laser. - Zaraz wam pomogę - brunetka laserkiem wycięła otwór w pudelku.
Dziobaki wyszły przezeń na zewnątrz. Nagle Taylor odwróciła się. Ujrzawszy dziobaki na wolności znów włączyła radyjko, a te znów z bólu opadły na kolana.
  - Wyłącz to, to im sprawia ból! - wykrzyknęła Danny z przejęciem.
Dziewczyna spojrzała na przyjaciółkę.
  - A ty kim jesteś? - zapytała zdumiona Taylor przyglądając się niespodziewanemu gościowi. - Nie powinnaś być na dole z pozostałymi dziećmi? - Hanna spojrzał na monitoring. - Gdzie są wszyscy więźniowie?! Ty pomogłaś im uciec, prawda? Dundersztyc zajmij się nieproszonym gościem.
Dundersztyc podszedł do Danny i chwycił ja za rękę. Dziewczyna odruchowo przerzuciła go przez ramie.
  - A wiec tak się bawimy? - zapytał rozgniewany doktorek. - Dobrze, sama tego chciałaś.
Hainz rzucił się na Danny, ta jednak zrobiła unik. Kolejny atak, Danny podcięła swojemu rywalowi nogi. Brunet znów natarł, Danny wykonała kop z pół obrotu i trafiła doktora D prosto w brzuch. Dundersztyc przeleciał przez dach i uderzył w Hannę, wytrącając jej radyjko z rak, które spadło i rozbiło się.
Dziobaki wstały z podłogi. Penny podbiegła prędko do Danielli i złapała ja za rękę. Obie skoczyły do poduszkowca. Sekundę później Perry zjawił się u boku Penny i pojazd odleciał.
Karuzela poszybowała daleko w stronę gór. Dal się z niej słyszeć głośny krzyk Dundersztyca "A niech was Agenci!". Chwile później karuzela uderzyła w góry i wybuchła.
  ***   ***   ***   ***   ***
Penny odetchnęła z ulga. W poduszkowcu byli już bezpieczni i wracali do domu. Penny założyła swój translator i zwróciła się do Danny.
  - Co ty sobie myślałaś? Nie możesz sobie tak walczyć sama z Dundersztycem!
  - A co miałam was tam tak zostawić? - zdumiała się Danny.
  - Grryyy... - odezwał się Perry.
  - Perry nie wtrącaj się! - ofuknęła go Penny.
  - Co powiedział? - zapytała Danny.
  - Gryy...
  - Pozwól, ze ja o tym zadecyduje - oznajmiła Penny.
  - Co powiedział?
  - Gryy...
  - Nie masz racji Perry.
  - Co powiedział?
  - Grryy...
  - No dobrze możne i masz - przyznała w końcu dziobaczka.
  - Co powiedział?
  - Perry kazał ci podziękować za ocalenie nam tyłków - odparła Penny. - Powiedział tez gdyby nie ty było by z nami krucho. Powiedział, tez coś jeszcze ale tego nie powtórzę.
  - Nic specjalnego - odparła uśmiechnięta Danny.
  - Danny tak właściwie jak się tam znalazłaś? - zapytała po chwili Agentka.
  - Byłam w Wesołym Miasteczku razem z Phineasem i Ferbem... O nie Phineas i Ferb! Zapomniałam o nich! - wykrzyknęła nagle brunetka.
  - Perry zawróć podrzucimy nasza wybawicielkę do Miasteczka.
Perry zawrócił i wysadził Danny przy bramie.
  - A tak w ogóle jak spisuje się maszynka - zapytała Danny wysiadając z pojazdu.
  - Grryyy... - odparł Perry.
  - Perry mówi, ze jest świetny i chwali cie za zdolności - przetłumaczyła Penny.
  - Dzięki. Nic specjalnego. A teraz lećcie, bo was ktoś przyuważy.
Poduszkowiec wzbił się w powietrze. Penny na odchodne rzuciła - Do zobaczenia w domu! - i po chwili już ich nie było.
Danny poprawiła sobie włosy i ubranie, które podczas drogi zdołały wyschnąć i weszła do Wesołego Miasteczka. Skierowała się w stronę tłumu gapiów. Po chwili podbiegli do niej Phineas, Ferb i Izabella.
  - Danny nic ci nie jest! - ucieszył się zielonowłosy. -  Tak się martwiłem... martwiliśmy...
  - Dlaczego? Co się stało? - zdumiała się dziewczyna.
  - No bo byłaś w tej wielkiej latającej karuzeli, która wybuchła... - odparł niepewnie Phineas.
  - Latającej karuzeli? - zdumiała się Danny jeszcze bardziej. - Nie, nie byłam. - odparła. - Cały czas stałam w kolejce do toalet - wymyśliła pospiesznie brunetka.
  - Ale widzieliśmy jak odlatywałaś - opierał się Phineas.
  - Pewnie wam się zdawało - zbagatelizowała Daniella. - Takie przywidzenie. A teraz może pójdziemy jeszcze raz przejechać się rollercoasterem?
  - Okej - odparł niepewnie czerwonowłosy.
  - Dla mnie bomba - oznajmiła Izabella z uśmiechem.
Przyjaciele ruszyli w stronę kolejki. Nagle Ferb zatrzymał się i chwycił Danny za rękę.
  - Danny chciałbym z tobą porozmawiać - powiedział.
  - Tak Ferb? - zapytała Danny.
Phineas i Izabella obserwowali te scenę z daleka. Nie słysząc slow mogli jedynie domyślać się o czym Ferb i Danny rozmawiają.
  - Danny ja długo zastanawiałem się, jak ci to powiedzieć i w ogóle czy ci to powiedzieć, ale Phineas powiedział, ze raczej powinnaś wiedzieć. Wiec Danny ja...
Ferb spojrzał prosto w niebieskie oczy Danny.
  - ...uwielbiam brukselkę - wypalił.
  - Aha... - odparła ostrożnie Daniella. - Cóż brukselka ma wiele witamin. To wszystko, co chciałeś mi powiedzieć?
Ferb przełknął ślinę i odparł.
  - Tak to wszystko.
  - To spoko. A teraz chodźmy bo zajmą nam miejsca.
Danny chwyciła Ferba za rękę i pociągnęła do przyjaciół. Phineas uśmiechał się szeroko.
Gdy Danny zajęła się rozmowa z Izabella, czerwonowłosy zwrócił sie po cichu do brata.
  - I co ona na to?
  - Na co?
  - Na to, ze ja kochasz?
  - Aaaa... na to... nie powiedziałem jej.
Phineas przestał się uśmiechać.
  - Jak to?!
  - Stchórzyłem. To jakoś nie chciało przejść mi przez gardło.
  - Wiec co jej powiedziałeś?
  - Ze uwielbiam brukselkę.
  - Ale ty nie cierpisz brukselki.
  - No wiem.
© 2012 - 2020 funnyFranky
I jest Part 5 :la:
...Musiałam się mocno kontrolować, żeby wczoraj nie dodać części 5 o godzinie 22.39... :XD: No ale na całe szczęście się powstrzymałam ;)
A teraz... Story 7 :lol:
...A byłabym zapomniała, jak się wam podobało.? :D

***

Edytowane. Dodałam polskie litery ^^






"Phineas and Ferb" charakters belongs to Dan Povenmire and Jeff "Swampy" Marsh
Daniella Shine and Pennylin 'Penny' Miss Platypus belongs to me

POZDRAWIAM.!
fF
Comments13
anonymous's avatar
Join the community to add your comment. Already a deviant? Log In
PamelaStar5's avatar
PamelaStar5Hobbyist General Artist
Bardzo podoba mi się fabuła każdego rozdziału.
Miło się czyta, mam wrażenie jakbym tam u nich była. :XD:
Oj, Ferb, Ferb ;p.
funnyFranky's avatar
Dziękuję :D
PamelaStar5's avatar
PamelaStar5Hobbyist General Artist
Nie ma za co ;D
Isabella42's avatar
Isabella42Hobbyist Writer
Hah...
Super... Ferb uwielbia brukselkę :XD:
Bardzo fajnie wymyślone :D
Super rozdział :)
funnyFranky's avatar
Dzięki wielkie :D
ta brukselka mnie też zawsze śmieszy :XD:
Isabella42's avatar
Isabella42Hobbyist Writer
Tak :XD: Brukselka rządzi ;)
LoLisa05's avatar
LoLisa05Student General Artist
"Uwielbiam brukselkę"?! No wiesz?! -.-"

Super : D
Nie ma mi być tu żadnej brukselki następnym razem :XD:
funnyFranky's avatar
Coż o brukselce jeszcze trochę będzie... :D Wkrótce... :D
LoLisa05's avatar
LoLisa05Student General Artist
Osz ty -.- :XD:
LoLisa05's avatar
LoLisa05Student General Artist
:D
SanAngle's avatar
SanAngleHobbyist Writer
'' - Tak Ferb? - zapytala Danny.
Phineas i Izabella obserwowali te scene z daleka. Nie slyszac slow mogli jedynie domyslac sie o czym Ferb i Danny rozmawiaja.
- Danny ja dlugo zastanawialem sie, jak ci to powiedziec i w ogole czy ci to powiedziec, ale Phineas powiedzial, ze raczej powinnas wiedziec. Wiec Danny ja...
Ferb spojrzal prosto w niebieskie oczy Danny.
- ...uwielbiam brukselke - wypalil.
- Aha... - odparla ostroznie Daniella. - Coz brukselka ma wiele witamin. To wszystko, co chciales mi powiedziec?''


'' - Na to, ze ja kochasz?
- Aaaa... na to... nie powiedzialem jej.
Phineas przestal sie usmiechac.
- Jak to?!
- Stchorzylem. To jakos nie chcialo przejsc mi przez gardlo.
- Wiec co jej powiedziales?
- Ze uwielbiam brukselke.
- Ale ty nie cierpisz brukselki.
- No wiem.''

Po prostu genialnie :)
Ciekawe co sobie pomyślała Danny gdy to usłyszała
funnyFranky's avatar
fF: Dziękuję, dziękuję... :D Moja chora wyobraźnia czasem nawet mnie zaskakuje... :D
Cóż Danny musiała być mocno... jakie to słow.? :?
cC: Zdziwiona? Skołowana? Zszokowana? Zagubiona?
fF: Chyba wszystkiego po trochu :D
anonymous's avatar
Join the community to add your comment. Already a deviant? Log In