Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour

Similar Deviations
These results appear less relevant than we'd like. While we're working on improving More Like This, you can help by collecting "Sulla via del ritorno..." with similar deviations.
image

FRANK ZAPPA -- LEMME TAKE YOU TO THE BEACH youtu.be/AeIDfVplNYQ
Show
Add a Comment:
 
No comments have been added yet.

Oktober picture :)
Model:Me
Show
Add a Comment:
 
No comments have been added yet.

Veterans and Protesters toss barricades from the Lincoln Memorial and other memorials along the way on to the front gates of the White House during the Million Vet March on the Memorials on October 13, 2013 in Washington DC.  As the gates were being thrown, the crowd chanted "Take Back Your Gates!"

 :iconccwelcomedplz1::iconccwelcomedplz2:

This photograph is not allowed to be reproduced or used by anyone without my written permission.  If used, you must link back to this page and make sure I am properly credited.  After all, this is my work, not yours.

© Chelsie Sosebee
Facebook

:pointr:Featured!:pointl:
:bulletred:
Rising-Artist's Feature O' Friends #12! :bulletorange: CRPhotography's Comment Month: January Conclusion!

Show
Add a Comment:
 
No comments have been added yet.

The beauty escapes, leaving standing black debris
Leaving a shapeless mass of mutilated memories
Pushing dreams into the ground, bleeding from numerous wounds
It is not a world I want to remember

Crying children on the streets, among garbages
Violence and screams, all so beautiful
My eyes see views and places that once
though not perfect, were alive, were almost normal

This is not the world I want to remember

Somewhere where they do not look back, they are monsters
Who wish to come into the world among the pain and silence
These voices, however, do not let them leave the abyss
But their eyes can see the empty buildings

This is not the world I want to remember

But there is always hope that the bleeding wound is healed
leaving a void ...
Well...I am now sad.
Show
Add a Comment:
 
No comments have been added yet.

Salazar Slytherin był zły. Salazar Slytherin był nieszczęśliwy. Salazar Slytherin chciał zniszczyć cały Hogwart razem ze wszystkimi uczniami oraz uczennicami z taką mocą, by nigdy już nie pojawił się na powierzchni ziemi. Jego myśli podążały jednym torem, od czasu kłótni z pewną mugolką. I jej cudowną...córcią. Stanowczo nie i jeszcze raz nie! Uwłaczające czarodziejom mutanty proszone są o przestanie uwłaczania i poczęcie "zapełnianie nisz społecznych im przezaczonych".
Rozległo się pukanie do drzwi. Salazar prychnął i spojrzał na swoje zielone skarpetki wprost ze sklepu "U cioci Humberty". Samodzielnie je dla niego wydziergała, samodzielnie utkała te czystokrwiste, cudowne skarpetki. Czysta krew...Grrrrrr...
- Ależ panie Slytherin! - rozległo się za drzwiami, gdy długo nie odpowiadał. - Chyba nasza mała kłótnia nie przeszkodzi mojej córce w uczęszczania do waszej szkoły! Z całą pewnością nie chciałam pana urazić i chciałabym jeszcze raz nawiązać z panem rozmowę!
Choć głos był przytłumiony przez zamknięte drzwi, Salazar słyszał sarkazm w głosie tej zadufanej w sobie mugolki. Że też jeszcze śmie tu przychodzić. Po chwili, gdy pukanie stało się coraz bardziej natarczywe, Salazar wstał gwałtownie z sofy, otworzył na oścież drzwi i stanął przed kobietą, przewiercając ją oczami niczym błyskawicami gniewnego nieba. Jego skarpetki zamerdały ogonkami i naciagnęły się jeszcze bardziej na stopy.
Trzaskajac zębami Slytherin wyciagnął dłoń i pokazał kobiecie wyjatkowo małą objętość przestrzeni pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym.
- Tyle! Tyle ma pani rozumu, jeśli myśli pani, że pani córka zostanie w Hogwarcie! Myśląc, że czystokrwiści czarodzieje powinni stać o niebo niżej od waszych mugolskich pomiotów stała się pani zarzewiem straszliwej, niewyobrażalnej katastrofy! A pierwszą z nich (dla pani, bo dla mnie będzie to prawdziwa ulga!) będzie wyrzucenie pani córki z Hogwartu i doprowadzenie tej szkoły do stanu używalności i to jak najszybciej!
To mówiąc zatrzasnął kobiecie drzwi przed nosem, wcześniej rzucając na nią zaklęcie Kleistych Warg. Przynajmniej nic już nie powie.
Salazar był wściekły. Ale całe to zamieszanie sprawiło, że przyszedł mu do głowy pewien pomysł.

*

- Zastanawiam się, gdzie jest Pan Skarpetka - mruknął Godryk Gryffindor, siedząc wygodnie przy kominku. Grzał sobie ręce, gdyż mróz panował siarczysty i tylko ogień, prawdziwy, niemagiczny ogień, mógł skruszyć lodowe okowy zimna, które nim zawładnęły.
- Nie mów tak o Slytherinie - Helga Hufflepuff zamachała mu widelcem przed nosem. - Jeśli podsłuchuje, będziesz miał się z pyszna.
- Jestem jego najlepszym przyjacielem. Mogę mówić o nim jak tylko zechcę.
- Pamiętaj o waszej rozrywkowej walce na miecze - upomniała go Rowena Ravenclaw. - On z pewnością był zadowolony kładąc swoją stopę na twojej głowie. Jednak czy stopa przyjaciela nie może uciskać skroni twojej? - dodała poetyckim tonem.
Godryk wstał. Rowena miała rację. Salazar był ostatnio dziwny. Jego skarpetki chodziły same po zamku, on mruczał cały czas coś pod nosem...Coś kombinował. Ale co? Stało się to zagadką całej szkoły. Uczniowie szeptali. Szeptali, że Slytherin chce zamknąć szkołę, bez względu na innych założycieli.
- Przecież to absurd! - powiedział w końcu. - Salazar nie jest głupcem. Szkoła ma się świetnie, coraz więcej uzdolnionych dzieci uszlachetnia naszą myśl. Nie mam pojęcia, czemu on wychodzi na tak długo i czemu zaczęły krążyć plotki. Ale miecz czy nie miecz, rozmówię się z nim, jak tylko się pojawi.
- Zaczął coraz bardziej interesować się tymi wężami - powiedziała zciszonym głosem Rowena, jakby Salazar był tuż tuż i podsłuchiwał. - Mówił do nich...jakoś dziwnie. Sycząco.
- Jasne, moja nadobna damo. Salazar jest wężousty - powiedział Godryk, znów siadając w fotelu. Zaczął rozgladać się po całym pokoju, jakby patrzył na niego ostatni raz. - Wężousty, na Merlina! Gada z gadami!
Helga Hufflepuff roześmiała się histerycznie.
- I cóż to za śmiech? - powiedział trochę zbyt głośno Gryffindor. - Jakbym ja rozmawiał z wężami, zacząłbym zastanawiać się poważnie nad swoją psychiką. Salazar coś knuje i jako najlepszy przyjaciel tego bęcwała zamierzam dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi!

*

Gdy zapadła noc, Godryk Gryffindor założył swój brązowy płaszcz, przypasał miecz (na wypadek, gdyby Slytherin miał zamiar zrobić powtórkę z rozrywki) i wyszedł na błonia Hogwartu. Prawdę mówiąc nie miał pojęcia, gdzie iść, dlatego też po prostu skierował się do niewielkiej osady, gdzie rodzice uzdolnionych uczniów pozakładali chaty i większe posesyje, by tylko być blisko swych dzieci. Ciemno było jak w grobowcu, jednak za pomocą prostego zaklęcia Lumos udało mu się "zapalić" swą różdżkę.
W wiosce panował spokój. Zbyt duży spokój. I zapewne Gordyk by zawrócił, gdyby nie usłyszał cichego kobiecego płaczu, dobywającego się z ciemności przed nim. Podszedł bliżej i zauważył kobietę, całą w śniegu, płaczącą rzewnie i rozdrapującą swe ubranie.
- Ależ...pani - Godryk, jak zwykle szlachetny, ukląkł przy niej i objął ją za ramiona. - Co się stało?
- Groza...groza...
- Groza, pani? Niech pani powie, cóż takiego się wydarzyło.
- Widziałam grozę! - krzyknęła kobieta, po czym znów poczęła płakać. - Przepełzła...prześlizgnęła się...od strony szkoły...Widziałam jak przez mgłę...oczy...nie mogłam w nie patrzyć...ale spojrzałam. I poczułam, jakby oplatały mnie macki zimna, przeszywajacego zimna...
- Te oczy są początkiem końca - dobiegł go znajomy głos, a z ciemności wyszedł Salazar Slytherin, w zielonym płaszczu w węże, którego Godryk nigdy przedtem nie widział. Na ustach wykwitł mu dziwny uśmiech. - A końcem tym będzie koniec dzieci takich kobiet, jak ona. Na razie te oczy nie mogą zabijać. Ale i to się wkrótce zmieni.
Kobieta zdwoiła wysiłki jeśli chodzi o płacz. Godryk wstał i przybrał poważny wyraz twarzy.
- Co ty robisz, Slytherinie?
- To, co powinienem był zrobić już dawno temu. Zamierzam nie dopuścić, by dzieci czystej krwi musiały się mieszać z tymi..tymi...szlamowatymi ułomkami. Dziećmi nieczystej krwi.
- Ależ co ty pleciesz! Przecież czarodziejem może zostać każdy, jeśli tylko ma moc. Nie ma ograniczeń!
- A powinny być - Salazar wydął wargi. - Szkoła ma szkolić tych, którzy rokują nadzieje. Głupota! Szkoła powinna skupiać się na starych czarodziejskich rodach, takich, jak...
- Takich jak twój? Czy to przez tą kłótnię z panią  Fruckskin? Czy aż tak zabolała cię twa czystość krwi, byś teraz mścił się na mugolach i tych...szlamowatych ułomkach, jak ich nazwałeś?
- Na...szlamach - zachichotał Salazar. - Wspaniał nazwa dla tych głupków. Jeszcze nie wiesz, co przemierza mury Hogwartu! A dowiesz się poniewczasie. Ja wykonałem swe zadanie. I odchodzę. Nie zamierzam dłużej wspierać instytucji charytatywnej.
- To szaleństwo, Salazarze! - zawołał za nim Godryk Gryffindor. - Jesteś częścią tej szkoły! Nie możesz tak po prostu odejść!
- Ależ już to zrobiłem - rozległ się śmiech. Slytherin zniknął w ciemności. Kobieta już nie płakała, tylko wpatrywała się w Godryka z dziwnym wyrazem twarzy.
- Chodź, pani - wziął ją pod rękę. - Ogrzeje się pani w Hogwarcie.

*

- I tak, drogie dzieci, Salazar zaczął antyszlamową rewolucję. A raczej jej nie rozpoczął, gdyż po jego odejściu, dzieci mugoli nadal uczęszczały do szkoły. Groza, którą widziała kobieta, już nie powróciła. Założyciele Hogwartu ze zdenerwowaniem obserwowali pokoje Salazara, ale i oni po latach zapomnieli i przestali łączyć Slytherina z dziwnym wydarzeniem w wiosce, która zapoczątkowała istnienie obecnego Hogsmeade. Wszyscy oprócz Godryka, ale on nic nie powiedział na swojego dawnego przyjaciela. Zapadł w milczenie. Ale pamiętajcie, groza nadal jest w zamku. Uwolnić ją może tylko prawowity dziecic Salazara, gdyż tylko jemu dane będzie zrealizować jego pomysł na zlikwidowanie szlam. On pamięta. Myśl Salazara nadaje sens jego istnieniu. Jego słowa, wypowiedziane językiem węży, jego nienawiść i jego duma spadły na to stworzenie, niczym krople deszczu na podatną glebę. Teraz wystarczy tylko czekać.
Już niedługo.
Jak można się było spodziewać po moim username, jestem fanem Harry'ego Pottera i wszystkiego co z nim związane. Największą zaś tajemnicą owiani są Ojcowie Założyciele Hogwartu, o których kocham pisać i robić z nich szatkę ^^

To poprawiona wersja, poprzednia była trochę nie teges. Skasowałem więc ją i dodałem to. Mam nadzieję, że się choć troszkę podoba ^^

Harry Potter belongs to J.K. Rowling.

Tom Marvolo Riddle
Show
Add a Comment:
 
No comments have been added yet.

I took part to Billboard Magazine´s music photo competition back in 2008 and won the Best Crowd Photo award. This was shot in Sauna Open Air Metal Festival during Children of Bodom performing.

Check out my Facebook for more www.facebook.com/karijokinenph…
Show
Add a Comment:
 
No comments have been added yet.

:giggle:
Show
Add a Comment:
 
No comments have been added yet.

0.0
Show
Add a Comment:
 
No comments have been added yet.

I think someone needs a shower right now ;)

- - -

Need more attenion? Click HERE
Show
Add a Comment:
 
No comments have been added yet.

Dark-haired man stood before the fountain and hissed from overhelming cold; it would be strange that water didn't freeze if man didn't know that it's magical water, made by Uhur-Khan in the beginnings of their world. In this fountain the man could see everything that was happening in Karmala and beyond.

"Speak, old woman." his voice was threatening but the man remained calm and in his demeanor was something reminding calm before the storm.

"The elves will raise their heads again...this time forever." the old, dusted voice of a woman who has seen too many winters. Her face was wreckled and scarred but her eyes lit lively in the old face.

The dark-haired man said simple spell and in the fountain appeared castle of king Munor. He waved his hand and he saw small figure, walking down the stairs in the Tower of Dragon Fang. He was focused and the man saw sorrow in him.

"This one will lead them?" he asked with disbielieve. The figure belonged to small elven child, no more than twelve. He couldn't lead the army as old woman propheted. But if yes...he had to keep his subjects safe, the elven enemy was too numerous if all join the rebellion.

"This is not a boy" said old hag. "He remembers the young era of elves and will do everything to set them free. You must be carefull...Wind."

The man called Wind turned his head violently and looked in the eyes of the woman with anger. "Don't call me by my name, you stupid whore. I am still your lord. Better say what I can do to protect my lands."

The woman giggled.

"Elves are not interested in Karmala beyond the Wall of Kritt. The North is still too cold for their fragile skin. But if they knew that you are here, they may attack. Stay in silence...Wind. Don't fret, my lord, I was calling you Wind when you were a toddler."

Wind clenched his fists but said nothing. Raha was right. He still needed to not force his presence before the eyes of elven enemy. But are they really an enemy? They knew magic, just like him. Maybe they would count him as opposition to king Munor? The prophecy wasn't clear in this case. He was sure that creatures on the North have their own problems with surviving in the cold and didn't need a war with anyone. They were all magic creatures that people didn't dream of in their most beautiful dreams and worst nightmares. He loved them as his own children. He MUST protect them for the cost of his own blood.

"I will be ready, witch, do you hear? I will be ready for any eventuallity. If this will be necessary, I will call the gods. They will listen to me."

Wind, the powerful sorcerer, felt light fear that he've never felt before. Elves...the old tribe of old gods that disappeared long time ago. But Wind knew the gods of wilderness and streams, of storms and trees. They will listen to him.
Small glimpse into Wind's life. Wind is a mage that lives beyond something like the Wall in A Song of Ice and Fire or Hadrian's Wall in the old Britain. He rules the fantastical creatures that can be seen only in the North, where no man or elf ventures.

Hope to write more about Wind ;)
Show
Add a Comment:
 
No comments have been added yet.